"WW”: Jest pan dyrektorem Muzeum Regionalnego im. Dzieci Wrzesińskich od prawie 20 lat. Jakie w tym czasie nastąpiły zmiany w tej placówce?
SEBASTIAN MAZURKIEWICZ: – Moja wizja muzeum była taka, aby było to miejsce szerokiego dbania o dziedzictwo. W każdym aspekcie. Spektrum naszej działalności bardzo się poszerzyło. Dziedzictwem jest przeszła działalność człowieka, a więc pod tę definicję można podciągnąć wiele dziedzin. Jeśli chodzi o naszą placówkę, głównym punktem jest pamięć o Strajku Dzieci Wrzesińskich. Sercem i główną salą ekspozycyjną jest izba szkolna z oryginalnym wyposażeniem, pokazująca klimat strajku i początku XX wieku, więc tego zmieniać nie można. Zmieniać można narrację, formę narracji, ale prawie każde muzeum jest uzależnione od bazy lokalowej.
Muzeum znajduje się w historycznym budynku, a więc wydaje się, że placówka ma ograniczony potencjał ekspozycyjny.
– Od początku jestem budowniczym-remontowcem. Założyłem sobie, aby do każdego rodzaju zbiorów muzealnych był osobny magazyn. Dlatego w październiku 2008 roku rozpoczął się remont generalny poddasza. Dzisiaj jest dzień rocznicowy (rozmawialiśmy 13 maja – przyp. red.), bo 13 maja 2009 roku, tydzień przed zakończeniem prac remontowych, wybuchł pożar. Spalił się nowy dach. Było to przeżycie niesamowite. Szykowaliśmy ekspozycję na wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na szczęście szybko ewakuowaliśmy zbiory. Najwięcej ucierpiała biblioteka publiczna, zajmująca pierwsze piętro, którą zalano przy akcji gaśniczej. Woda okazała się gorsza niż ogień. W tym okresie wyremontowaliśmy także piwnicę, gdzie umieściliśmy zbiory archeologiczne.
Ale tych remontów było więcej.
– Tak. Mieliśmy cykl wymiany okien w całym budynku. Zmodernizowaliśmy klatkę schodową z różnymi zabezpieczeniami. Ostatni duży remont miał miejsce w 120. rocznicę strajku w 2021 roku. Została odnowiona cała elewacja budynku. Na ten cel pozyskaliśmy wysoką dotację z Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego w Warszawie.
W historycznej izbie szkolnej prezentowany jest film Pruska kultura z 1908 roku, z muzyką Krzesimira Dębskiego, który zresztą niedawno gościł w muzeum. Jak główna ekspozycja wpływa na odbiór zwiedzających?
– Września jest znaczącym miastem w Wielkopolsce, ale patrząc obiektywnie, jest taka sama jak inne miasta wielkopolskie: Środa Wielkopolska, Śrem, Jarocin, Krotoszyn, Szamotuły. Jeśli ktoś przyjdzie z zewnątrz, spoza Wielkopolski, to nie widzi różnicy. Ta sama mentalność i architektura: rynek otoczony kamienicami z XIX wieku, lepszy lub gorszy ratusz, kościół farny itd. Do tego właściwie identyczna lokalna historia najnowsza. Podobnie jest, jeśli chodzi o muzea regionalne w tych miastach. Są bardzo podobne. Ale my mamy rzecz wyjątkową, której nie mają inni – to są Dzieci Wrzesińskie.
Chce pan powiedzieć, że turyści przyjeżdżają do Wrześni specjalnie po to, aby posłuchać o Strajku Dzieci Wrzesińskich?
– Właśnie. Przyjeżdżają dla tego strajku. Strajk jest elementem, dzięki któremu Września jest bardzo rozpoznawalna. Drugim takim elementem jest Tonsil. Ale to właśnie Strajk Dzieci Wrzesińskich przebija wszystkie wydarzenia, jeśli chodzi o rozpoznawalność naszego miasta. Wyjątkowością tego wydarzenia jest to, że ich głównymi bohaterami są dzieci. Nigdzie czegoś takiego nie ma, że dzieci się stawiają i tak okrutne kary za to ponoszą. Dlatego wydarzenia wrzesińskie były tak nagłośnione w całej Europie. To nie jest jedno z którychś tam powstań. To jest walka narodowo-wyzwoleńcza, ale dziecięca – i to jest historia zupełnie inna. Co mnie cieszy, Strajk Dzieci Wrzesińskich został w podstawie programowej. Gdziekolwiek ktoś uczy się w Polsce, usłyszy termin Dzieci Wrzesińskie. Dlatego ten temat zawsze wypłynie, Września zawsze skojarzy się ze strajkiem. A my możemy pokazać klasę z oryginalnym wyposażeniem. Ten temat można u nas przeżyć całym sobą.
Czy w ostatnich latach pojawiły się nieznane dotąd pamiątki lub zapisy uczestników strajku?
– Tak. To np. słynny już zeszyt Bronisława Klimasa. To najcenniejsza rzecz w naszym muzeum. Został odnaleziony w śmietniku przy okazji remontu jednego z mieszkań na poznańskiej Wildzie i wystawiony na Allegro. Gdy to zobaczyłem, natychmiast kupiliśmy. To zeszyt z pięknymi tekstami patriotycznymi, a także opisującymi normalne życie w tamtym okresie. Są to głównie rękopisy Klimasa. Niektóre teksty podpisywał, że to on pisał, a co do niektórych mam podejrzenie, że dyktował mu ksiądz Laskowski. Dlaczego tak sądzę? Po jakimś czasie zgłosiła się do nas pani z Gniezna, z rodziny księdza Laskowskiego, która w przepisach kuchennych odnalazła dokumenty duchownego. I tak od słowa do słowa okazało się, że to mieszkanie z poznańskiej Wildy, gdzie znaleziono zeszyt Klimasa, należało do kobiety, również krewnej księdza Laskowskiego. To z naszego punktu widzenia niesamowity zabytek, ponieważ wszystkie pamiątki dotyczące strajku gromadzone przed wojną zostały zniszczone przez Niemców 9 i 10 września 1939 roku. Wszystko zostało wyrzucone na podwórze ratusza i spalone.
Czy czegoś jeszcze nie wiemy o Strajku Dzieci Wrzesińskich?
– Sprawę badam, można powiedzieć, od 40 lat. Wychowywałem się tutaj w okolicy i do muzeum zaglądałem już jako dziecko. Czuję się tutaj jak w domu. Ale kilka spraw ciągle mnie nurtowało. Dlaczego sprawa bicia dzieci we Wrześni tak wszystkich poruszyła? Gdzie w tej sprawie jest kierownik szkoły Bernard Fedtke? Wiele wyjaśniło się w czasie przygotowań do jubileuszu 120-lecia strajku. Otóż Fedtke mieszkał w budynku szkolnym i dobrze żył z Polakami. Kiedy inspektor szkolny Paul Winter zarządził wobec strajkujących dzieci – jak sam określił – chłostę egzemplaryczną, czyli pokazową, to sprzyjający Polakom Fedtke dyplomatycznie się rozchorował. To jest mój ulubieniec, bo czuł się związany z naszym regionem. Napisał pierwszy przewodnik historyczno-turystyczny po ziemi wrzesińskiej. To wydawnictwo zakupiłem i znajduje się obecnie w zbiorach muzealnych. Ale wicedyrektorem był nauczyciel Feliks Koralewski. Matka Polka, ojciec Niemiec – nie wiadomo kto. Dlatego nosił nazwisko matki. Inni nauczyciele podśmiewali się z niego. Miał problem z alkoholem. Bardzo chciał pokazać, że jest państwowcem, prawdziwym Niemcem. 20 maja 1901 dzieci zostały zamknięte w sali pod nami. Miały się uczyć Kto się w opiekę po niemiecku. Kto się nauczył, ten został zwolniony do domu. Kto nie, to Koralewski go wyciągał i zaprowadzał na dół, na parter do sali. Tam każdy był bity, ale indywidualnie. Dopiero w 2019 roku udało się nam ustalić, że to było przekroczenie regulaminu. Chłosta była co prawda dozwolona na lekcjach, ale nauczyciel każde takie wydarzenie musiał odnotować w kajecie. Natomiast to, co się stało, było pozaregulaminową pokazówką. A więc to nie tylko fakt bicia dzieci był bulwersujący, a także to, że nauczyciele przekroczyli swoje uprawnienia.
Legendarne zdjęcie Dzieci Wrzesińskich wykonane przez Szymona Furmanka też okazało się zagadką.
– Przed 120. rocznicą zadzwonił do mnie burmistrz Tomasz Kałużny i mówi: „Upamiętnimy strajk, zrobimy tablicę, ale żeby na tablicy była słynna fotografia Furmanka. Przygotuj nazwiska, żeby ta tablica była podpisana nazwiskami tych strajkujących dzieci”. Od razu odpowiedziałem, że to nie będzie się zgadzać, ponieważ liczba dzieci, która jest na fotografii, jest inna niż liczba dzieci 20 maja. „Przeanalizuj tę sprawę”. Problem brał się z tego, że na fotografii było 15 osób, a 20 maja bitych było 14. Zaczęliśmy badania, do których włączył się Marek Szczepaniak, ówczesny kierownik Archiwum Państwowego w Poznaniu – Oddziału w Gnieźnie, ponieważ tam znajdują się akta dotyczące szkoły i wydarzeń wrzesińskich. No i co się okazało? Pierwsze duże zaskoczenie. Feralnego dnia w szkole nie było Bronisławy Śmidowiczówny! Choć była na zdjęciu. Okazało się, że tydzień wcześniej, 13 maja, miała miejsce sytuacja, gdy złapała katechizm przez fartuszek. Została wówczas dość ciężko pobita, a Paul Winter zabronił jej przychodzenia do szkoły. Zaczęliśmy szczegółowej przyglądać się zdjęciu Furmanka. Stwierdziliśmy, że nikt tak elegancko do szkoły nie chodził ubrany. Dzieciaki raczej chodziły na bosaka, byle jak. Skoro to miało być w maju, to były za ciepło ubrane. Przyjęliśmy, że to jesień. Porównaliśmy to z kartami pocztowymi, które ukazały się po procesie dzieci i rodziców w Gnieźnie. Doszliśmy do wniosku, że to Furmanek wykonał szereg zdjęć, bo dzieci są ubrane identycznie. Przyjęliśmy założenie, że nikt dwa razy nie chodzi do fotografa i zdjęcia zostały wykonane tego samego dnia. Prawdopodobnie 21 listopada 1901, po ogłoszeniu wyroku. Furmanek – jak zeznawał w procesie sądowym – zebrał kogo się dało i zrobił to słynne zdjęcie.
Czyli dzisiaj nie da się prawidłowo podpisać tego zdjęcia?
– Jesteśmy w stanie wskazać tylko Bronisławę Śmidowiczównę, ponieważ Furmanek wykonał również jej zdjęcie portretowe. A dalej jest tylko ciekawiej. Na fotografii jest dziewczynka z krzyżykiem na łańcuszku. Od rodzin Dzieci Wrzesińskich mieliśmy wskazania z dużym przekonaniem, że to Tekla Tomaszewska, po czym kolejna rodzina przychodziła do muzeum i mówiła, że to Leonarda Dynkowska. Ponadto analizowaliśmy podpisy pod tym zdjęciem, które do tej pory się ukazywały, np. w krakowskim „Czasie” podpisanych jest tylko 13 osób. Pierwszy dyrektor muzeum Antoni Ciszak podpisywał raz tak, raz tak. Pół roku temu zgłosiła się do nas starsza pani i mówi tak: „Wie pan co, ale ten, co mówicie, że to jest Klimas, to nie jest Klimas. Mój ojciec był kolegą Ciszaka i wiedział, że Ciszak się pomylił. I zawsze to Ciszakowi mówił, że to nie jest Klimas, tylko to jest Hryniewicz”. Na zdjęciu tych, których bito 20 maja, jest siedmioro lub ośmioro. Zawiłości co do identyfikacji osób na słynnej fotografii opisuje Adam Kaczmarek z poznańskiego IPN-u w najnowszej publikacji o Dzieciach Wrzesińskich. Ostatecznie postanowiliśmy uhonorować wszystkich 117 uczniów, którzy w 1901 roku uczestniczyli w strajku w Katolickiej Szkole Ludowej we Wrześni lub go wspierali.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu wrzesnia.info.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz