„WW”: Wszedłem z ciekawości na pani profil facebookowy. Wiem, że pochodzi pani ze Szczecina i występuje pod pseudonimem Marvelous RetroLady. Skąd pomysł na przyjazd do Pyzdr?
OLGA DĄBKIEWICZ: – Akurat byłam w Noskowie, małej wiosce pod Jarocinem, u rodziny męża. Na każdy wyjazd zabieram ze sobą walizki z sukienkami. Na co dzień też w nich chodzę. Uwielbiam okres międzywojenny, lata 20. i 30., ale też XIX wiek. Zakładam je, jak chcę zrobić jakieś ładne zdjęcie w nieoczywistym miejscu, z duszą. I tak było właśnie z Pyzdrami.
Czyli to nie była ustawka albo element kampanii reklamowej?
– Ależ skąd! Ja w ogóle tej miejscowości wcześniej nie znałam. Przeczytałam gdzieś tylko o kawiarni, która znajduje się w domku podcieniowym z XVIII wieku. To wystarczyło. Tego samego dnia byłam zresztą w pałacu w Śmiełowie. Ale wracając do Pyzdr – zostałam tu bardzo miło przyjęta. Ta kawiarnia to fajne miejsce, gdzie można usiąść, wypić kawę i kupić dobre ciacho w bardzo przystępnej cenie.
Pewnie usłyszała pani pytania o stylizację i cel wizyty – dobrze myślę?
– Tak, panie pytały, skąd jestem i co tu robię. Powiedziałam, że zajmuję się rekonstrukcją historyczną i lubię łączyć przyjemne z pożytecznym. Moja praca to moja pasja. Nie ograniczam się tylko do Szczecina. Pojawiam się w różnych miejscach, np. 26 grudnia byłam na inscenizacji przyjazdu Paderewskiego do Poznania. Poza tym uczestniczyłam w Narodowym Czytaniu w Jarocinie. Wygłaszam prelekcje o modzie, organizuję pokazy. Prowadzę dość szeroką działalność.
Jak ludzie reagują na pani widok?
– W Szczecinie czy na Pomorzu Zachodnim już są przyzwyczajeni. Tam stworzyłam swoją markę i jestem rozpoznawalna. Ludzie wiedzą, że zawsze mam na sobie jakiś fajny strój. Kiedyś komentarze były dość złośliwe: że nie mam już chyba co robić, że mi odbija, itd. Ale teraz coraz częściej słyszę pozytywne komentarze. Zdarzają się nawet porównania do Lalki czy Nocy i dni. To bardzo miłe. Organizuję wiele wydarzeń nacechowanych historią i kulturą, np. Szczeciński Spacer Retro Pań i Panów Szlakiem Ludzi z Pasją. Uczestniczą w nim wszyscy chętni – przebierają się i fotografują w miejscach pamiętających minione epoki. Współtworzę też wystawy w Muzeum Techniki i Komunikacji. Składają się na nie zdjęcia z plenerów i pokazów albo moje zbiory historyczne w postaci sukien.
Ile ma ich pani w swojej garderobie?
– Bardzo dużo. Z 50, 60, a może i więcej.
Czy paradowanie w takim stroju to duża przyjemność?
– Jak z wszystkim – to trzeba czuć. I ja to czułam już jako mała dziewczynka. Zawsze lubiłam oglądać filmy kostiumowe, historyczne, ale nie miałam odwagi zrobić nic więcej. No i 10 lat temu zajęłam się pozowaniem do zdjęć. Ale że nigdy nie byłam szczupła, to pozostała mi praca fotomodelki plus size. W 2020 roku nastąpił przełomowy moment, kiedy stwierdziłam, że już mnie to nudzi i chcę iść swoją drogą. Moim wyborem było retro vintage. Weszłam w to całą sobą, zaczęłam dużo oglądać i czytać. Ja nawet na co dzień lubię chodzić w moich sukniach.
Będzie pani wracać do Pyzdr czy skupi się pani raczej na odkrywaniu nowych miejsc?
– Chcę poznawać nowe miejsca. A w ogóle mam takie marzenie, żeby wygrać duże pieniążki i kupić sobie stary dwór. Zaaranżowałabym go na jakąś instytucję kultury czy miejsce spotkań otwarte dla ludzi. Kto wie, może kiedyś to marzenie się spełni.
3 0
Jest afera halowa, a tu bzdety. Może przy okazji zmiany w kulturze i sporcie. Ci sami ,,mili ludzi,,.
0 0
Dziękuję serdecznie za rozmowę:)
1 0
Gratulacje Pani Olgo! To naprawdę cudowne! W Pyzdrach nareszcie pojawili się ci mityczni turyści! Ciekawe czy Dębski i Toporowa Menchowa o tym wiedzą?