Zamknij

Sothoris – metale ciężkie rodem z Miłosławia. Rozmowa z basistą zespołu

15:49, 04.01.2022 | W.K.
Skomentuj
REKLAMA

W 2016 roku w Miłosławiu narodził się blackened-death-metalowy zespół Sothoris.

Jak się okazuje, nawet w stosunkowo niewielkim mieście, takim jak Miłosław, można znaleźć sporą rzeszę fanów cięższych brzmień. Jednak Sothoris nie mieli jeszcze okazji wystąpić na lokalnej scenie. Ich koncerty można było za to zobaczyć m.in. w Jarocinie, Kaliszu czy Łodzi, zwykle w towarzystwie innych bandów sceny metalowej. Grupa już niebawem wypuszcza swój drugim album studyjny pt. „Wpiekłowstąpienie”.

Koncert z premierowym materiałem odbędzie się już w tę sobotę, 8 stycznia, w poznańskim klubie „Pod Minogą". Szczegóły wydarzenia można znaleźć TUTAJ.

Debiutancki krążek „Raj potępiony” zespół wydał samodzielnie, natomiast drugie wydawnictwo jest wspierane przez kilka wytwórni muzycznych na całym świecie, m.in. w Brazylii i Finlandii.Tuż przed ujrzeniem przez ich drugi longplay światła dziennego rozmawialiśmy z basistą i założycielem miłosławskiego zespołu, Bartoszem Szczepaniakiem.

„WW”: Jakie były początki zespołu Sothoris i czy ta nazwa coś znaczy?

BARTOSZ SZCZEPANIAK: – Wszystko zaczęło się od posiadówek w moim pokoju wraz z drugim założycielem zespołu, Dawidem Świątkiem. Układaliśmy i nagrywaliśmy utwory i tak naprawdę nie mieliśmy zamiaru z tym materiałem wyjść do szerszej publiczności. Chcieliśmy działać jak Darkthrone, nagrywać we dwójkę, wszystko samemu i ewentualnie puszczać to gdzieś, w jakimś naprawdę małym nakładzie. Po miesiącu tak naprawdę dobrej zabawy, można powiedzieć, że „Raj potępiony” był już gotowy. W tamtym czasie nie mieliśmy jeszcze dla niego tej nazwy, jak i dla samego projektu. Jednak materiał podobał nam się na tyle, że w naszych głowach zaczęła kiełkować myśl: „A może?”. Co do nazwy, to powstała tak naprawdę w głowie Dawida i szczerze mówiąc, nie oznacza ona nic. Nawet nie chciało się nikomu za bardzo dopisywać do tego jakichś zmyślonych znaczeń – ot, po prostu nazwa zespołu.

Jak znaleźliście się z pozostałymi członkami zespołu? Czy docieranie się było trudne, czy od razu między Wami zaskoczyło?

– Jeśli o skład chodzi, to pierwszy na pokładzie pojawił się perkusista Mikołaj Rybka, którego znaliśmy już wcześniej ze wspólnego jamowania. Dalej wspomagaliśmy się internetem, na grupach do poszukiwań muzyków – i wtedy odezwał się do nas Krzysztof Mazur, który we wzorowy sposób ogarnął podesłany materiał, a i dodał coś od siebie, co wywarło na nas ogromne wrażenie. Oczywiście najtrudniej znaleźć wokalistę. Na próbach przewinęło się kilka osób, jednak na stałe zagościł u nas Maks Krasoń, którego też odnaleźliśmy w czeluściach internetu. Gdy skład został zebrany, tak naprawdę nie było wówczas jakichś spięć ani docierania się. Z marszu zaczęliśmy pracę nad nauką materiału i rejestracją właściwą na poziomie studyjnym. Niestety, z biegiem czasu ludzie odchodzą i przybywają i z powodu spraw osobistych nasze szeregi opuścił Dawid. Na jego miejsce jednak znaleźliśmy nowego gitarzystę, Artura Dolskiego, który szybko się zaaklimatyzował i zaangażował w sprawy zespołu.

Nadal wiele osób po usłyszeniu hasła „black metal” lub „death metal” myśli o satanizmie. Co jednak tak naprawdę jest Waszą największą inspiracją w procesie twórczym? Czy wszyscy muzycy są zaangażowani w pisanie utworów?

– Mamy w nosie satanizm, temat ten jest moim zdaniem tak bardzo wytarty i wyssany do cna, że staje się już coraz częściej tylko powielanym schematem, od którego staramy się raczej odejść. Oczywiście nawiązania pozostają, ale głównie w formie metafor i odniesień do samej spuścizny kultury.

W naszych utworach opowiadamy o mrocznej stronie człowieka jako takiego – ciebie, mnie, całej ludzkości. To my sami potrafimy być największym złem i zarazem cierpieć najbardziej, nie potrzeba tu diabła.

Myślę, że nadchodząca płyta jeszcze dobitniej to akcentuje. Jeśli chodzi o pisanie muzyki, na pewno inspiracją są inne zespoły, na których się wychowaliśmy. Na to pytanie musiałby odpowiedzieć każdy z nas z osobna, bo nie zdziwiłbym się, gdyby obok Burzum ktoś postawił np. Rush. Nie mamy w zespole praktyki spełniania artystycznych wizji jednej osoby – każdy, kto umie złapać za instrument, tworzy coś od siebie. Często zdarza się, że pomysły są mieszane lub przerabiane w zależności od potrzeb, tak aby w rezultacie powstał utwór, który będzie się podobał całemu zespołowi.

Okładka najnowszej płyty to obraz namalowany przez artystę malarza Bartosza Muszyńskiego. Czy przewidujecie w przyszłości podobne współprace z plastykami?

– Na pewno. Pomijając fakt, że straszne z nas samosie i wszystko najchętniej chcielibyśmy sami zrobić, to współpraca z innymi gałęziami sztuki jest wpisana w ścieżkę prowadzenia zespołu. Na Bartka trafiliśmy dzięki naszemu przyjacielowi Leszkowi, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Nazwę płyty mieliśmy wcześniej, jednak z graficzną oprawą było już gorzej. Gdy podesłałem chłopakom obraz, który widniał u Bartka na Instagramie, wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że to jest to! Czy następna płyta będzie miała również okładkę malowaną? Tego jasno stwierdzić nie mogę. Na „Raju” wykorzystaliśmy zdjęcie Wojtka Laskowskiego, dlatego nie mamy utartego szablonu w tym temacie. Najważniejszym aspektem pozostaje chyba ta iskra, która przyciągnie naraz wzrok całej piątki i wszyscy jasno stwierdzą, że to dzieło pasuje do tego, co chcemy przekazać. Oczywiście temat zobrazowania naszej muzyki nie kończy się jedynie na okładkach płyt – poszukujemy także ciekawych wzorów na koszulki czy chociażby plakaty koncertowe. Dlatego staramy się łapać kontakt z ludźmi, którzy mają talent i sami upodobali sobie ścieżkę tej troszkę mroczniejszej strony sztuki.

Jak zespół spożytkował czas pandemii? Czy mocno pokrzyżowała ona plany koncertowe?

– Pandemia to temat równie traumatyczny jak satanizm (śmiech). Oczywiście byliśmy zblokowani z koncertami. Ba! Kilka razy się zdarzyło, że odpuszczaliśmy sobie próbę z powodu złego stanu zdrowia któregoś z nas. Patrząc jednak teraz z innej perspektywy, w moim odczuciu dała nam ona cenny czas. Mogliśmy odsunąć się w cień, zamknąć w swoich mieszkaniach i poddać jeszcze bardziej dogłębnej analizie to, co będzie można usłyszeć na „Wpiekłowstąpieniu”. Daliśmy sobie także czas w studiu, dopieszczaliśmy brzmienie gitar, basu czy perkusji, a Maks miał czas na zabawę swoim wokalem.

Dlatego uważam, że pandemia, pomimo swojej dość upierdliwej strony, pomogła nam stworzyć album, z którego jesteśmy naprawdę zadowoleni.

Jesteście tak naprawdę dopiero na początku swojej kariery muzycznej. Jakie są Wasze plany na najbliższy czas i największe marzenia?

– W najbliższym czasie chcemy wrócić do koncertowania – jest to jakby kwintesencja istnienia Sothoris. W styczniu mamy zaplanowane dwa koncerty. Jeden to „Release party”, związane z premierą „Wpiekłowstąpienia”, gdzie zagramy wraz z krakowskim Jarunem i łódzkim Odium Humani Generis. Drugi zagramy w Bydgoszczy, na festiwalu The Last Words of Death. W międzyczasie ogarniamy oczywiście kolejne występy na przyszły rok. Co do marzeń, to ciężko stwierdzić, czy w ogóle jakieś mamy, bo każdy koncert, każde dobre słowo poniekąd spełnia nasze małe marzenia. Dlatego uważam, że jeśli wkładamy w Sothoris tyle pracy i siebie, na pewno zaowocuje to kiedyś tym, że powiemy, że było to tego warte.

Rozmawiała Wiktoria Kosmowska

„Wpiekłowstąpienie” ukaże się 6 stycznia. Album można zamawiać przez social media zespołu.

Fot. archiwum Sothoris

(W.K.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (3)

StrangerStranger

6 2

Wywiad fajny, zaciekawił mnie, postanowiłem posłuchać - miłe zaskoczenie, aż do momentu gdy wchodzi wokal - nie dałem rady, ale tylko dlatego, że to stanowczo nie moje klimaty. Sam pomysł prezentowania i promowania lokalnych kapel fajny, miła odmiana od pojawiającej się tu w nadmiarze propagandy i artykułów sponsorowanych nie mających nic wspólnego z naszym miastem, gminą... 10:43, 05.01.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

MrocznyyMrocznyy

2 1

https://www.youtube.com/watch?v=KgaEI08JsiE
A mnie się podoba - to. 17:27, 06.01.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ono_lgnie_ono_szukaono_lgnie_ono_szuka

1 0

Wreszcie promujecie porządną, ambitną muzykę, a nie jakąś Dziurdzię, czy inne discopolowe goowna. Posłuchałem i bardzo podoba mi się kawałek "Potępieniec". Są blasty, brutalny wokal - jest *%#)!& Blackened death metal to w ogóle polska specjalność, fajnie że coś takiego pojawiło się w naszym regionie. 19:03, 07.01.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

0%