unsplash.com Licencja: https://unsplash.com/license
W praktyce kancelarii prawnych działających we Wrześni widać wyraźnie, że kwestie związane z ratami kredytów są źródłem największych napięć po rozwodzie. Często jedna osoba zostaje w mieszkaniu lub domu, druga wyprowadza się, ale zobowiązanie wobec banku pozostaje niezmienne. Pojawia się pytanie: kto powinien płacić raty, co zrobić, gdy jedna strona przestaje regulować zobowiązania i czy rozwód faktycznie coś zmienia w relacji z bankiem.
Te problemy nie są abstrakcyjne ani „warszawskie” – dotyczą również małżeństw z mniejszych miejscowości, gdzie wspólny kredyt często był decyzją na całe życie. Dlatego tak ważne jest, aby już na etapie rozstania rozumieć, jakie skutki prawne i finansowe niesie wspólne zadłużenie oraz jakie rozwiązania są realnie możliwe. Dopiero wtedy można uniknąć sytuacji, w której rozwód formalnie się kończy, ale wspólne zobowiązania nadal determinują życie obu stron.
Rozwód reguluje relacje między małżonkami, natomiast kredyt jest relacją cywilnoprawną z bankiem. Te dwa porządki nie przenikają się automatycznie, co często bywa zaskoczeniem dla osób w trakcie rozstania. Dla banku nie ma znaczenia, czy małżonkowie się rozwiedli, są w trakcie rozwodu, czy od lat żyją osobno. Liczy się wyłącznie treść umowy kredytowej, a nie ustalenia poczynione między stronami czy nawet wyrok sądu rodzinnego. Właśnie dlatego w praktyce, z jaką spotyka się niejeden radca prawny z Wrześni, kwestie kredytowe wymagają osobnego, bardzo uważnego podejścia.
Jeżeli kredyt został zaciągnięty wspólnie, to oboje kredytobiorcy odpowiadają za jego spłatę solidarnie. Oznacza to, że bank może żądać spłaty całości rat od jednego z byłych małżonków, nawet jeśli drugi nie dokłada się do kredytu ani złotówki. Nie ma tu znaczenia, kto faktycznie korzysta z nieruchomości ani kto „miał płacić” zgodnie z ustaleniami między stronami. Z perspektywy banku oboje dłużnicy są tak samo odpowiedzialni.
Z punktu widzenia banku odpowiedź jest prosta: oboje. Z punktu widzenia byłych małżonków – sprawa jest znacznie bardziej złożona. Jeżeli po rozstaniu jedno z małżonków nadal mieszka w nieruchomości obciążonej kredytem, a drugie wyprowadza się, często pojawia się poczucie niesprawiedliwości. Ten, kto się wyprowadził, nie chce spłacać „cudzego” mieszkania. Problem polega na tym, że dopóki kredyt jest wspólny, brak spłaty rat przez jedną stronę obciąża również drugą.
W praktyce najlepszym rozwiązaniem jest jak najszybsze uregulowanie tej kwestii w sposób formalny – albo w drodze porozumienia, albo w ramach sprawy o podział majątku. Same ustne ustalenia, nawet jeśli wydają się „uczciwe”, nie chronią przed konsekwencjami finansowymi i prawnymi.
Bardzo istotne jest rozróżnienie pomiędzy rozwodem a podziałem majątku. Sam wyrok rozwodowy nie dzieli ani nieruchomości, ani kredytu. Może to zrobić dopiero umowa między byłymi małżonkami albo postanowienie sądu w sprawie o podział majątku wspólnego.
Sąd może przyznać nieruchomość jednemu z małżonków, zobowiązując go do spłaty drugiego. Taki wyrok porządkuje relacje między byłymi małżonkami, ale nadal nie wiąże banku. Dopóki bank nie zgodzi się na zmianę umowy kredytowej, oboje pozostają dłużnikami.
To kluczowy moment, w którym wiele osób popełnia kosztowny błąd – zakładają, że skoro „sąd przyznał mieszkanie jednej osobie”, to druga automatycznie przestaje odpowiadać za kredyt. Niestety, w praktyce tak to nie działa.
Teoretycznie tak, praktycznie – nie zawsze. Bank może zgodzić się na przejęcie kredytu przez jednego z byłych małżonków, ale pod bardzo konkretnymi warunkami. Kluczowa jest zdolność kredytowa tej osoby. Bank ocenia ją tak, jakby udzielał nowego kredytu – bierze pod uwagę dochody, koszty utrzymania, inne zobowiązania oraz historię kredytową.
Jeżeli jedna osoba nie ma wystarczającej zdolności kredytowej, bank nie wyrazi zgody na zwolnienie drugiego kredytobiorcy z odpowiedzialności. Wtedy, niezależnie od ustaleń między byłymi małżonkami, kredyt pozostaje wspólny.
W praktyce oznacza to, że czasami rozwód jest formalnie zakończony, majątek podzielony, a byli małżonkowie przez kolejne kilkanaście lat nadal są „związani” jednym kredytem.
To jeden z najczęstszych i najbardziej problematycznych scenariuszy. Jeżeli jeden z byłych małżonków przestaje regulować swoją „część” raty, bank nie będzie prowadził żadnych rozliczeń moralnych ani rodzinnych. Po prostu sięgnie po pieniądze tam, gdzie może – czyli do drugiego kredytobiorcy.
Jeżeli ten zacznie spłacać całość zobowiązania, nie oznacza to, że traci prawo do rozliczenia się z byłym partnerem. Prawo przewiduje tzw. roszczenie regresowe, czyli możliwość żądania zwrotu części spłaconych rat. Problem polega na tym, że takie roszczenia często wymagają osobnego postępowania sądowego i nie zawsze są łatwe do wyegzekwowania.
Często pojawia się pytanie, czy spłata kredytu może zastąpić alimenty albo być z nimi powiązana. Co do zasady – nie. Alimenty i kredyt to dwa odrębne zobowiązania. Sąd może wziąć pod uwagę fakt spłacania kredytu przy ustalaniu wysokości alimentów, ale nie oznacza to automatycznego „zaliczenia” rat na poczet alimentów.
W praktyce każda taka sytuacja wymaga indywidualnej analizy – zarówno finansowej, jak i prawnej – bo nieumiejętne łączenie tych kwestii często prowadzi do poważnych problemów procesowych.
Im dłużej wspólny kredyt pozostaje „niedopowiedziany”, tym większe ryzyko konfliktu, zadłużenia i problemów z historią kredytową. Wiele osób dowiaduje się o zaległościach dopiero wtedy, gdy bank odmawia im kolejnego finansowania albo gdy do drzwi puka komornik.
Rozsądne podejście polega na tym, aby kwestie kredytowe traktować nie jako „dodatek” do rozwodu, ale jako jeden z jego centralnych elementów. Dobrze przygotowane porozumienie albo świadomie przeprowadzony podział majątku może zaoszczędzić lat sporów i realnych strat finansowych.
Rozwód nie zamyka spraw finansowych związanych ze wspólnymi kredytami. Z perspektywy banku byli małżonkowie nadal odpowiadają solidarnie za zobowiązania, niezależnie od wyroku rozwodowego czy nawet podziału majątku. Dlatego każda decyzja dotycząca dalszej spłaty rat, przejęcia kredytu przez jedną osobę lub sprzedaży nieruchomości powinna być podejmowana w oparciu o konsekwencje prawne i finansowe, a nie wyłącznie o bieżącą sytuację życiową.
W praktyce spraw prowadzonych we Wrześni i okolicach widać, że odkładanie tych decyzji „na później” niemal zawsze prowadzi do eskalacji konfliktu, zaległości wobec banku i problemów, które wracają po latach – często w najmniej spodziewanym momencie. Pomocne bywa skorzystanie z doradztwa radcy prawnego z Wrześni lub innego działającego lokalnie, który zna praktykę sądów właściwych dla Wrześni i okolic oraz realia współpracy z bankami. Taka perspektywa pozwala nie tylko lepiej zaplanować podział zobowiązań, ale też uniknąć decyzji, które z czasem mogłyby okazać się trudne do odwrócenia. W tym zakresie możliwe jest skorzystanie m.in. z porady radcy prawnego Konrada Polewskiego, jeśli sytuacja wymaga indywidualnej analizy. Im wcześniej takie kwestie zostaną omówione, tym większa szansa na spokojne uporządkowanie spraw finansowych bez konieczności prowadzenia kolejnych postępowań.