Sprawa budzi ogromne zainteresowanie mediów. Przypomnijmy, że mężczyzna odbywa karę 25 lat pozbawienia wolności za morderstwo i usiłowanie gwałtu na młodej dziewczynie. Został skazany wyłącznie na podstawie przyznania się do winy, które – jak utrzymuje – zostało na nim wymuszone podczas brutalnego przesłuchania. Nie było żadnych dowodów wskazujących na jego udział w przestępstwie ani obecność na miejscu zbrodni.
8 kwietnia sąd pozytywnie rozpatrzył wniosek o przedterminowe zwolnienie skazanego. Jak podkreśla Adam Jasinski, pełnomocnik pana Jarosława, kluczowymi przesłankami przemawiającymi za tą decyzją był fakt, że odbywał on karę w sposób wzorcowy. Był zdyscyplinowany, nie popadał w konflikty, a po wyjściu na wolność ma zapewnione miejsce zamieszkania i zatrudnienie.
Mimo decyzji sądu Jarosław Sosnowski pozostanie w zakładzie karnym. Zapowiedź sprzeciwu ze strony prokuratora oznacza, że sprawa zostanie rozpatrzona ponownie, tym razem przez Sąd Apelacyjny.
Pan Jarosław z niecierpliwością czeka na powrót do domu. Rozmawialiśmy z nim i jego siostrą Joanną Adamską w marcu podczas jego ostatniej przepustki.
– Mam to wszystko w pamięci, od czasu, gdy go zamknęli, aż do teraz. Walczę o tego chłopaka od 21 lat i obiecałam, że nigdy się nie poddam. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyliśmy brata po aresztowaniu. To było już po tym, jak przyznał się do winy. Widzenie odbyło się w areszcie w Środzie Wielkopolskiej. Jarek siedział za szybą. Chciał nam przekazać dużo informacji, ale rozmowy były kontrolowane. Udało mu się jednak powiedzieć, że nie popełnił tej zbrodni. Widziałam, że miał podbite oko. Wyszliśmy stamtąd z mętlikiem w głowie. Jechaliśmy tam jak do mordercy – bo tak powiedział nam prokurator – a wracaliśmy od niewinnego człowieka – mówiła wrześnianka.
Rodzina przez 21 lat szukała adwokatów, ale żaden nie miał odpowiedniej siły przebicia. Dopiero gdy sprawą zajęli się senator Grzegorz Fedorowicz i mecenas Adam Jasinski, nadeszła realna pomoc.
– Moje życie jest podzielone na dwie części. Przeżyłem cudowne chwile z rodziną, ale w 2004 roku straciłem wszystko. Tę drugą część określiłbym jako dramat. Mam ogromny żal do policji i do pani prokurator, która, podsuwając mi zeznania do podpisania, powiedziała, że i tak mnie udupi, a także do sądu, że skazał mnie za coś, czego nie zrobiłem. Myślę jednak, że ta gehenna niedługo się skończy – podkreślał pan Jarosław.
Rodzeństwo ma nadzieję, że prawdziwi winni tej zbrodni poniosą odpowiedzialność. Czują, że za sprawą stoi ktoś wpływowy, komu przez lata zależało, aby tajemnica śmierci Małgorzaty nie wyszła na jaw.
– Bardzo bym chciała, żeby winni zostali ukarani. W tej chwili najważniejsze jest jednak dla mnie to, aby brat opuścił mury więzienia i znów był z nami – podsumowała Joanna Adamska.
Rodzina cały czas oczekuje też na wyznaczenie terminu rozprawy o kasację wyroku.
1 3
Skoro mówi że był niewinny, to po co się przyznawał? Senator z platformy kryje swoich.
0 0
Jak było tego się już nigdy nikt nie dowie!!! Jeśli to był on to dlaczego ma wyjść! A co jeśli był nie winny?? I więzienie zmarnowało mu życie??? Ciężko jest się bawić w Pana Boga!!! Fakt swoje już odsiedział
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu wrzesnia.info.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz