Uprawa bezorkowa ma wiele zalet, przez które wciąż zdobywa popularność. Jednak w tym tekście piszemy nie o zaletach, ale o wyzwaniach bezorki – większej presji szkodników, chorób i chwastów. Wielu rolników obawia się, że rezygnacja z orki to konieczność częstszego sięgania po chemię. Jednak odpowiednia agrotechnika potrafi zminimalizować użycie środków ochrony roślin (ŚOR) nawet w bezorce.
Jak to zrobić? Pomocą służą eksperci marki Rolmako z Psar Małych, specjalizującej się w maszynach do uprawy bezorkowej.
Skąd większa presja szkodników w uprawie bezorkowej?
Orka odwraca glebę i zakopuje głęboko resztki pożniwne, a przy tym również nasiona chwastów i larwy szkodników. Dzięki temu na polu po orce na ogół obserwujemy mniejsze zachwaszczenie i mniejsze nasilenie niektórych chorób oraz szkodników w pierwszym momencie. Uprawa bezorkowa za to jedynie spulchnia i miesza wierzchnią warstwę gleby, pozostawiając resztki roślinne na powierzchni. To daje wiele korzyści agronomicznych. Poprawia się struktura, zwiększa się ilość materii organicznej i pojemność wodna gleby, ale nasiona chwastów i samosiewów pozostają na górze, często masowo kiełkując, zaś patogeny i szkodniki bytujące na resztkach pożniwnych mają ułatwiony atak na młode rośliny uprawne – są po prostu fizycznie bliżej.
Poza tym w Wielkopolsce uprawia się przede wszystkim ziemniaki, zboża, buraki cukrowe i rzepak. Nawet jeśli więc gospodarze stosują płodozmian, często jest on bardzo uproszczony, a przez to trudniej uniknąć nasilenia chorób podsuszkowych, fuzarioz kłosów czy plag chwastów typowych dla zbóż ozimych. Przejście na system bezorkowy w takich warunkach wymaga bardzo starannego podejścia do ochrony upraw. Poniżej analizujemy główne wyzwania – chwasty, choroby i szkodniki – oraz sposoby ich rozwiązania w duchu integrowanej ochrony roślin.
Chwasty w systemie bezorkowym – czy potrzeba więcej herbicydów?
W pierwszych latach bez orki obserwuje się wyraźnie większe natężenie zachwaszczenia łanu ze względu na pozostawione resztki i nasiona chwastów. Szczególnie nasilona bywa ekspansja uciążliwych chwastów wieloletnich (jak perz właściwy), których rozłogi nie są co roku przecinane pługiem. Wielu przeciwników uprawy bezorkowej argumentuje, że z powodu presji chwastów ten system wymaga wylewania na pola ton herbicydów totalnych (np. glifosatu), jednak rzeczywistość jest bardziej złożona.
W systemie siewu bezpośredniego (zero-till/no-till) faktycznie często niezbędne staje się użycie glifosatu lub podobnych środków przed siewem, jednak w Polsce nie jest to popularna technologia uprawowa. W innych, dużo powszechniejszych wariantach uprawy uproszczonej (np. bezorkowej oraz ultrapłytkiej) zużycie herbicydów wcale nie musi być większe niż przy orce. Poza tym warto podkreślić, że w tradycyjnej uprawie płużnej również stosuje się glifosat, choćby do zwalczania perzu na ściernisku.
Konieczność używania herbicydów – albo jej brak – zależy od warunków na konkretnym polu, a nie systemu uprawy. W systemie bez pługa najczęściej wymusza to:
uprawa w wieloletniej monokulturze albo mocno uproszczonym zmianowaniu,
duża presja chwastów trwałych (perz, ostrożeń, powój),
pierwsze zasiewy rzepaku ozimego po zbożach (duża ilość samosiewów).
Jednak doświadczenia wielu rolników pokazują, że można obyć się bez glifosatu – kluczowe jest połączenie starannej uprawy pożniwnej i przemyślanego płodozmianu. Po zbiorach najlepiej intensywnie rozdrobnić resztki pożniwne, rozprowadzić je równomiernie po polu, a następnie zniszczyć wschodzące siewki chwastów i samosiewów kultywatorem do płytkiej uprawy. Z narzędzi marki Rolmako doskonale nadaje się do tego m.in. ComboTill, kombinacja kultywatora z broną mulczującą – z jego pomocą można wykonać wszystkie te zabiegi.
Choroby grzybowe w uprawie bezorkowej – więcej fungicydów?
Pozostawienie nieprzyoranych resztek pożniwnych oznacza, że wiele patogenów chorobotwórczych zimuje na polu tuż przy powierzchni gleby. Szczątki roślinne często są siedliskiem form przetrwalnikowych grzybów, np. sprawców fuzariozy, septoriozy liści, antraknozy, czerni krzyżowych czy szarej pleśni. Gdy resztki leżą na powierzchni, zarodniki mają ułatwiony dostęp do zasiewów i mogą szybciej powodować infekcje w kolejnym sezonie. W systemie orkowym znaczna część takich resztek zostaje zakopana na głębokość 20 cm, gdzie ulega powolnej degradacji, a patogeny są częściowo izolowane od nowych roślin. Bez orki presja chorób tzw. odglebowych i od resztek rośnie, co potwierdzają zarówno doświadczenia rolników, jak i eksperci ochrony roślin.
Czy to oznacza konieczność częstszego stosowania fungicydów? Niekoniecznie, o ile wdrożymy szereg działań profilaktycznych. I tutaj znowu kłania się płodozmian. To podstawowa metoda ograniczania chorób w integrowanej ochronie. Zmienianie gatunków w uprawie sprawia, że specyficzne patogeny nie znajdują co roku tego samego żywiciela, przez co ich populacja spada (nie tylko w systemie bezorkowym zresztą). W powiecie wrzesińskim udział zbóż w uprawach jest ogromny, dlatego tym bardziej warto wprowadzić rośliny „czyszczące”, np. strączkowe, okopowe czy motylkowe, zamiast siać ciągle zboże po zbożu.
Oprócz tego warto przyspieszać rozkład resztek pożniwnych, np. poprzez dokładne rozdrobnienie i płytkie wymieszanie z glebą. W ofercie marki Rolmako jest mnóstwo narzędzi do tego celu – wspomniany już ComboTill, ale też inne kultywatory (U497, U436), brony talerzowe (np. mulczująca SpringExpert) czy wały (TurboCut, ProCut). Wiele z nich można wynająć bezpośrednio w siedzibie firmy w Psarach Małych, żeby przekonać się, jak działają na polu.
Wreszcie do działań zapobiegawczych należy też wysiewanie odmian odpornych na konkretne choroby (np. pszenicy o podwyższonej odporności na fuzariozę kłosów, rzepaku odpornego na suchą zgniliznę kapustnych czy zgniliznę twardzikową) oraz korzystanie z zapraw nasiennych. Dzięki temu można ograniczyć potrzebę późniejszych oprysków fungicydami.
Co ze szkodnikami w uprawie bezorkowej?
W systemie bezorkowym zaobserwowano wyższą liczebność takich szkodników, jak drutowce (larwy sprężykowatych), pędraki czy rolnice (gąsienice motyli sówkowatych) – czyli tych, których rozwój w dużej mierze odbywa się w glebie. Ślimaki nagie również stanowią problem, choć suchszy klimat Wielkopolski nie zawsze im sprzyja. Resztki zachęcają do wizyt na polu także gryzonie, zwłaszcza jeśli graniczą z nieużytkami lub łąkami.
Oprócz ściślejszej kontroli upraw może zachodzić potrzeba dodatkowych zabiegów pestycydowych. Przykładowo, na polu z dużą populacją drutowców, które wcześniej tłumiono przez głęboką orkę, po kilku latach bez orki może być konieczne zaprawianie nasion insektycydem lub użycie granulatu w rzędach, by ochronić kiełkujące zboże przed larwami. Z kolei w rzepaku ozimym bezorkowym często obserwuje się presję śmietki kapuścianej i innych szkodników glebowych – tu również może zajść potrzeba dodatkowego zabiegu w porównaniu do tradycyjnej uprawy.
Na szczęście pozostawianie resztek i brak orki ma nie tylko minusy – sprzyja też pożytecznym drapieżcom. W glebie i na powierzchni pola bezorkowego żyje więcej dżdżownic, chrząszczy biegaczowatych, pająków i innych organizmów pożytecznych. Dlatego w systemie bezorkowym warto dbać o sprzyjanie naturalnym wrogom szkodników, np. poprzez zakładanie miedz i pasów kwietnych, gdzie owady pożyteczne mogą przezimować. W przypadku gryzoni bardzo pomocne jest ustawienie na polu czatowni dla ptaków drapieżnych (sów, myszołowów) oraz zachowanie/remontowanie zadrzewień śródpolnych.
Czy uprawa bezorkowa to więcej chemii?
Bezorkowy system uprawy może być prowadzony przy minimalnym użyciu chemii, jeśli wdrożymy zasady integrowanej ochrony. Firma Rolmako zyskała opinię eksperta od uprawy bezorkowej nie tylko dzięki maszynom, ale i doświadczeniu praktycznemu. Uprawa bezorkowa nie musi oznaczać więcej chemii. Wręcz przeciwnie, może być elementem szerszej strategii redukcji zużycia pestycydów przy jednoczesnej dbałości o żyzność i zdrowie gleby.