Nekielka to fenomen socjologiczno-kulturowy, towarzyszący wychodzeniu elity intelektualnej i finansowej na ciche, ekologicznie czyste obrzeża dużych miast. Jak i czym żyje się we wsi, której nowa, napływowa społeczność wielkomiejska odmieniła oblicze całej gminy?
Pierwszym osadnikiem rekreacyjno-kulturowym w Nekielce, jeszcze z lat 80., był powszechnie ceniony i znany w Poznaniu (a także w Pleszewie i Kaliszu) ginekolog profesor Tadeusz Pisarski, który urodził się na wsi pod Pleszewem, a zmarł w Nekielce w marcu 2010 roku. Jego prywatną, pozamedyczną pasją były konie. Osiedlając się w Nekielce kupił tak zwaną resztówkę po likwidowanym gospodarstwie rolnym. Ryszard Kordus, były naczelnik, wójt i burmistrz Nekli wspomina to tak:
– Profesor Pisarski sprowadził się do Nekielki w połowie lat 80. To był czas, kiedy Nekielka już się poważnie wyludniała, a ziemię z likwidowanych gospodarstw albo zalesiano, albo przejmował PGR w Sokołowie. Wtedy też można było jedynie odkupić kawałek ziemi i stare zabudowania. W dodatku profesor Pisarski, ponieważ kupił ponad pół hektara ziemi, musiał (aby zostać jej właścicielem) wykazać się uprawnieniami rolniczymi. Przełomowy w tej kwestii był rok 1992, kiedy to w listopadzie Rada Gminy podjęła uchwałę o przeznaczeniu w Nekielce 20 hektarów pod indywidualną zabudowę mieszkaniową, z których wydzielono pierwsze sto działek. A tak zwane jezioro, które dzisiaj znajduje się w samym centrum Nekielki, otoczone ulicą Lazurową, jest sztucznym akwenem. Powstał on po zalaniu wodą wielkiej dziury, jaka została w tym miejscu po kopalni odkrywkowej żwiru i kruszywa. Zbiornik jest przepływowy, więc nie grozi mu szybkie zamulenie. Co prawda brakuje tam infrastruktury letniskowo-plażowo-rekreacyjnej, ale i tak (poza siedliskami leśnymi) jest to jedno z najatrakcyjniejszych miejsc w Nekielce.
A wracając na chwilę do procesu wyludniania się Nekielki w latach 60. i 70., to chyba warto przytoczyć kilka liczb, które unaocznią proces współczesnego osadnictwa. I tak, w roku 1931 w Nekielce mieszkało 420 osób, w roku 1964 – 383, w roku 1978 – 340, w roku 1988 – 242, w roku 2000 – już tylko 186 osób. Proces odwrotny zaczął się dopiero w roku 2005, kiedy to Nekielka liczyła znowu 220 osób, a w roku 2010 – 297 osób. Miesiąc temu, a konkretnie 12 listopada, naliczono ich już 367. Docelowo, jak przewidują prognozy, Nekielka może osiągnąć poziom 1500 mieszkańców. I jeszcze jedno porównanie: w roku 2010 były w Nekielce 84 budynki mieszkalne, dzisiaj jest ich już 137. Przeciętnie w każdym roku przybywa 15 nowych.
W każdym razie, za profesorem Pisarskim poszli następni, najpierw przyciągnięci do Nekielki jego osobistą rekomendacją, a potem skuszeni rozchodzącymi się po Wrześni i Poznaniu informacjami o tanich gruntach, leśnym zaciszu, czystej przyrodzie, rozległych przestrzeniach bez wielkomiejskiego hałasu, smogu, dyskotek, knajp i supermarketów. Tak doszło do powstania osadniczej masy krytycznej, która – po dwóch dziesięcioleciach napływu ludności miejskiej do Nekielki – wytworzyła od podstaw nie tylko nową społeczność, ale także nową jakość kulturową, gospodarczą i administracyjno-prawną tej ziemi. A to – w powiązaniu z ruchem obywatelskim rozwijającym się w łonie Nekielskiego Stowarzyszenia Kulturalnego oraz Stowarzyszenia Ekologicznego „Czysta Nekla” – musiało zaowocować swoistym przewrotem decyzyjnym (oraz oglądem medialnym fenomenu pn. „Nekielka”) także w łonie lokalnego samorządu, choć to akurat nie jest widoczne gołym okiem.
A tak w ogóle, to gołym okiem widać w Nekielce niewiele, poza dawnym kościółkiem, dwoma sklepami spożywczymi oraz tablicami ogłoszeniowymi na których wiszą informacje między innymi o możliwości kupna kolejnych działek. Byłem tam z aparatem fotograficznym w poniedziałek 10 listopada. I co zobaczyłem? Przede wszystkim dawną Nekielkę, czyli rzadko rozrzucone przy drogach i rozległe po horyzont dawne siedliska, z których część zniknęła z powierzchni ziemi, część (nadgryziona zębem czasu) rozpada się nieodwołalnie, a reszta – odnowiona, a często przebudowana i pokryta nowym dachem – nadal służy zasiedziałym tam od 1945 roku tubylcom lub nowym już właścicielom. To jest ta historyczna Nekielka, odchodząca fizycznie w materialne nieistnienie, za którą stoi piękna i ubogacająca przeszłość Wielkopolski historia olęderskich osadników. Dlatego na własny użytek starałem się zamknąć w kadrze głównie te pozostałości, bo jak wyglądają nowe domy i rezydencje, wie każdy, kto choć raz zajrzał na tego typu osiedle. Rzecz w tym tylko, że tych nowych domów w Nekielce też prawie nie zobaczy postronny obserwator, jeżeli nie zejdzie z dwóch głównych dróg-ulic (ul. Nekielska i ul. Jana Pawła II) w polne drogi i trakty (np. Trakt Pobiedziski, ul. Leśną, ul. Lazurową oraz kilka innych), które prowadzą do pięknych, niekiedy imponujących rozmachem, siedlisk otoczonych lasem, albo dawnymi polami i pastwiskami olędrów.
Gospodarze, czyli starzy mieszkańcy Nekielki, zapytani o przemiany, których są świadkami, opowiadają bez skrępowania, że na tej ziemi z rolnictwa utrzymać się prawie już się nie da, bo ziemia słaba (najlepiej, gdyby w nocy padało, a w dzień świeciło słońce), a piachy, które przepuszczają wodę jak rzeszoto, nie dają plonów na miarę dzisiejszych oczekiwań. O swoich nowych sąsiadach mówią tak: – Wieś podzieliła się na dwie grupy. Jesteśmy my i są oni. Nas łączy chłopska dola i niedola, a oni trzymają się razem i żyją własnym życiem. Ale nie można im nic zarzucić. Są kulturalni, grzeczni, wysoce kształceni, mają władzę i pieniądze, ale nam też okazują szacunek. A gdy trzeba i można, zapraszają do współpracy. Inny mieszkaniec Nekielki, były gospodarz, ma z tym pewien kłopot: – Dobrze, że stowarzyszenie „Czysta Nekla” nagłośniło sprawę mającej powstać przy krajowej drodze sortowni śmieci. To poszło w Internet i efekt jest taki, że nie tylko spadają u nas ceny działek budowlanych, ale też wycofują się potencjalni nabywcy tych działek. Ja na przykład w ten sposób straciłem dwóch klientów na dwie działki, które były prawie sprzedane.
Nowi mieszkańcy Nekielki nie chcą medialnego rozgłosu wokół swoich spraw i swoich domów, zwłaszcza rozgłosu podlanego sosem taniej sensacji. I choć nie zawsze są oni zamożnymi lekarzami, naukowcami, prokuratorami, artystami czy biznesmenami, to jak jeden mąż bezwzględnie stają w obronie swojej prywatności. Wielu z nich, głównie młodzi, zbudowało lub kupiło tutaj domy za kredyty hipoteczne, a wszyscy razem, osiedlili się w Nekielce, bo ona gwarantuje ciszę, spokój, wolną od wielkomiejskich patologii zadrzewioną przestrzeń oraz dobrosąsiedzkie stosunki. Między innymi dlatego dobrosąsiedzkie, bo... do sąsiada zazwyczaj daleko i nie słychać, co się u niego dzieje. Ci, których próbowałem namówić na rozmowę, albo zdecydowanie odmawiali, albo nie mieli czasu na spotkanie. Ci zaś, którzy mieli czas i chcieli rozmawiać, zdarzało się, że na wszelki wypadek zadawali mi pytanie, czy w jakikolwiek sposób wykorzystam ten reportaż w samorządowej kampanii wyborczej.
***
Hannę Mamzer, mieszkającą w Nekielce prezeskę Stowarzyszenia „Czysta Nekla”, zapytałem o kilka najistotniejszych moim skromnym zdaniem kwestii, które mogą czytelnikowi pomóc zrozumieć istotę najnowszego osiedleńczego fenomenu tej przeoranej współczesnością poolęderskiej osady. Sprawa jest zbyt interesująca na to, aby poprzestać na banalnym streszczeniu, przytaczam więc najważniejszy fragment naszej rozmowy:
– Zastanawiam się, na czym buduje swoją obecną tożsamość lokalna społeczność Nekielki, która powstała inaczej niż przez wielopokoleniowe zasiedzenie i kultywowanie wspólnej przeszłości. Groby przodków, więzy rodzinne, lokalność w nazwach własnych, mit założycielski itp. – tego wszystkiego raczej nie macie, więc co Was łączy?
– Jeśli mam odpowiedzieć socjologicznie, to jest to typowa społeczność lokalna powstała jako antyteza społeczeństwa masowego, oparta na świadomym wyborze związanym z dużym zaangażowaniem. Inaczej mówiąc – ludzie mający dość życia w anonimowych, pędzących społeczeństwach podejmują decyzje o osiedleniu się na długo w miejscu, które jest spokojne, przyjazne, bliskie natury a jednocześnie dające możliwość bycia blisko z innymi, podobnymi ludźmi – świadomymi, tolerancyjnymi i zaangażowanymi. Łączą nas więc zupełnie inne elementy niż te, charakterystyczne dla społeczności tradycyjnych. Mimo, że jesteśmy wsią, to nie wsią tradycyjną.
– Interesuje mnie, jak na rozwój i funkcjonowanie współczesnej Nekielki wpływa (jeżeli wpływa) – sugerowana przez postronnych obserwatorów – nadreprezentacja ludzi wykształconych, raczej zamożnych, także artystów i świadomych swojego celu „uciekinierów” z wielkiego miasta?
– Wpływa doskonale, w moim odczuciu, które podziela bardzo dużo osób. Co ciekawe – na początku naszych aktywnych działań, spotykaliśmy się z komentarzami typu „nie jesteście stąd, nic nie wiecie”. A teraz to się diametralnie zmieniło. Ludzie mówią: „nie jesteście stąd i nie jesteście uwiązani w lokalne sieci. Łatwiej wam działać, bo jesteście niezależni”. I tacy pozostaniemy. Cenimy wzajemnie swoje kompetencje i podejście do życia, jednocześnie nikogo nie dyskredytujemy. To powoduje, że jesteśmy otwarci, próbujemy się porozumieć ze wszystkimi. I w moim odczuciu się to udaje – jedni malują obrazy, inni hodują krowy, ale wszyscy mieszkają razem w jednej wsi. To co jest na pewno widoczne na zewnątrz, to nasza dbałość o przyrodę tego miejsca. A ponieważ wszyscy myślą o życiu w Nekielce w kategoriach najbliższych kilkudziesięciu lat, jest pewne, że ta dbałość się nie zmieni. Druga ważna dla nas rzecz to społeczność lokalna – chcemy się czuć u siebie i żeby wszyscy, którzy tu mieszkają się tak czuli. I jest to wspaniałe uczucie, że znasz osobiście połowę mieszkańców, i w zasadzie, w razie czego u KAŻDEGO można szukać pomocy i wsparcia.
– Jak dogadujecie się z samorządem miasta i gminy Nekla, który ponoć postrzega wasze starania i zabiegi (będące przejawem skutecznej aktywności społeczeństwa obywatelskiego) jako „stwarzanie problemów” i „utrudnianie” rozwoju gminy? Przykład pierwszy z brzegu: powstrzymywania inwestycji, które mogą zniszczyć Nekielkę w wymiarze ekologicznym.
– Jako mieszkańcy zgromadzeni wokół wspomnianych idei, jesteśmy ogromnie rozczarowani postawą władz samorządowych polegającą na odwlekaniu spraw, rozwadnianiu ich i unikaniu konfrontowania własnych pomysłów z pomysłami społeczności i na traktowaniu nas jak wrogów. Od momentu powołania komitetu społecznego Czystej Nekli minęło dziewięć miesięcy, i przez te dziewięć miesięcy burmistrz deklaruje chęć spotkań i rozmów, ale nasze postulaty są odsuwane „na później” – ostatnie pismo jakie otrzymaliśmy, to że analiza dokumentów nadesłanych przez nas potrwa w gminie niemal półtora miesiąca, a na pewno do 30 listopada. Jako że wszyscy mamy, co najmniej średni iloraz inteligencji, rozumiemy co to znaczy w kontekście wyborów. Pewne jest jedno: problemem jest to, co ludzie oceniają jako problem i to odzwierciedla własną perspektywę interpretującego. Czyli jeśli burmistrz widzi, że stwarzamy problemy – to to jest jego problem. Dla nas działania na rzecz otoczenia to SZANSA na poznanie innych, lepszy świat dla nas i otoczenia, zdrowsze życie i szansa na społeczeństwo obywatelskie, za które my wszyscy oddamy wiele. My – w przeciwieństwie do władz – rozumiemy rozwój Gminy nowocześnie, a więc w kategoriach zrównoważonego rozwoju. Przypomnę, że oznacza to korzystanie ze środowiska w oparciu o jego zasoby, ale tak, by przyszłe pokolenia też mogły z tych zasobów korzystać. Perspektyw rozwoju jest wiele: agroturystyka, obszary rekreacyjne i wypoczynkowe, eko-hodowle i eko-uprawy, rozwój turystyki (w oparciu o nasze lasy, jeziora) oraz wiele innych. W gminie mamy minimalne, 6-procentowe bezrobocie, nie są tu więc potrzebne zakłady przemysłowe. Zaskakuje też jeszcze jedno – jak pan wspomina, mamy duże zasoby intelektualne i znaczny potencjał, jeśli więc władze samorządowe oceniają to jako problem, to o czym to świadczy? Że samorząd nie wie po prostu, co z tym zrobić i nie jest przygotowany na taką zmianę w strukturze demograficznej wsi. Dla każdego obserwującego ten stan rzeczy z zewnątrz jest oczywiste: skoro macie tylu zaangażowanych ludzi, to ich wykorzystajcie na rzecz Gminy. Wielokrotnie to proponowaliśmy i nic. W tym kontekście trochę dziwią slogany typu „nie zwalniajmy tempa”. Jesteśmy zdania, że właśnie chodzi o to, żeby działać z namysłem, powoli ale sensownie, a nie pędzić do przodu, bo wszyscy mówią, że jak się pędzi to jest dobrze.
– Co z historii oraz dawnej tradycji (etos pracy i ewangelicka zapobiegliwość) osadników olęderskich tej ziemi przenika (jeśli przenika) do świadomości ludzi, którzy osiedlili się tutaj ostatnio i nadal się osiedlają?
– Myślę, że przede wszystkim jest nam bliski element zróżnicowania, odmienności tożsamościowych i tolerancji. Pochodzimy z różnych światów i jest to bardzo dla nas cenne. Tak jak olędrzy napływali spoza tego regionu, tak i my tu przywędrowaliśmy z różnych miejsc. Bardzo cenimy sobie wymianę umiejętności – i chcę podkreślić, że wszystkie są ważne. Czasem ludziom wydaje się, że nie potrafią nic specjalnego, a okazuje się że ich umiejętności są unikatowe: jak robić ser z mleka, jak wyplatać z wikliny, smażyć powidła. Inni fotografują, jeszcze inni piszą albo budują meble. W co drugim domu ludzie pieką tutaj własny chleb, wędzi się tu własne wędliny, robi zaprawy i jeszcze na dodatek ludzie się tym dzielą ze sobą. Różni, naprawdę różni ludzie tu mieszkają i to jest wspaniałe.
***
Karol Balicki, burmistrz Nekli, zapytany o współpracę ze Stowarzyszeniem „Czysta Nekla” w kwestii powstrzymania budowy sortowni odpadów komunalnych, mówi:
– Chcę być dobrze zrozumiany. To nie ja sprowadziłem tego inwestora do gminy. On wiele lat temu kupił tutaj działkę, a trzy lata temu zakończył w sprawie sortowni procedury administracyjno-decyzyjne. On teraz czeka na wydanie warunków zabudowy i zgodę na rozpoczęcie inwestycji. W tym momencie odkręcenie tej sprawy jest bardzo trudne i nie zależy już od samorządu lokalnego. Ja oczywiście zgadzam się z ekologami z Nekielki co do przestrzegania rygorów technologicznych i sanitarnego nadzoru nad działalnością tej firmy, gdyby już miała powstać, ale stawianie nam zarzutu, że w tej sprawie urzędnik chowa się za przepisami, że wykorzystuje prawo dla obrony przed inicjatywą obywatelską, jest dla nas krzywdzące i niesprawiedliwe.
Burmistrz nie ukrywa satysfakcji z faktu, że na terenie miasta i gminy działają stowarzyszenia oraz inne organizacje oddolne, których aktywność przekłada się na imponujące i budzące szacunek efekty kulturowe (także kulturalne), artystyczne, wydawnicze, społeczne oraz ekologiczne. Szkoda tylko – mówi burmistrz Balicki – że nasi miejscowi ekolodzy z „Czystej Nekli” postrzegają niekiedy samorząd jako przeciwnika w walce o słuszne w gruncie rzeczy cele. Tyle tylko, że te cele nie zawsze są w odczuciu różnych grup takie same. I podaje przykład:
– Budujemy właśnie drogę asfaltową w Nekielce na ulicy Jana Pawła II. Na tę inwestycję starzy mieszkańcy Nekielki czekali z utęsknieniem ze dwadzieścia lat, a dla części nowych mieszkańców wsi ten asfalt jest jakimś nieporozumieniem. Oni, jak sami twierdzą, po to zamieszkali w lesie, z dala od cywilizacji i wielkomiejskiej dżungli, aby nie mieć przed domem asfaltu i ziejących spalinami samochodów. Ja potrafię to zrozumieć i nie obrażam się na tych, którzy tej nowej drogi nie chcą, ale muszę także brać pod uwagę interes tych, którym ta droga przybliża świat i poprawia jakość życia na wsi. Nie wszyscy tam w końcu mają samochody.
***
A Nekielka dzisiaj? Z tych ponad 130 zasiedlonych już domów mieszkalnych dowozi się do szkoły w Nekli trzydzieścioro dzieci. Teren Nekielki jest prawie w całości zwodociągowany oraz zaopatrzony w światłowód, przy pomocy którego do wsi dostarczane są Internet, telewizja i telefon. Kanalizacji oraz sieci gazowej jeszcze nie ma. Poszczególne posesje zaopatrzone są albo w szamba, albo w przydomowe oczyszczalnie. Nie ma też obecnie komunikacji publicznej, bo PKS przestał obsługiwać ten teren. Istniejąca kiedyś linia autobusowa okazała się całkowicie nierentowna. Teraz więc samorząd czyni starania, aby podpisać w tej sprawie umowę z zewnętrzną firmą komunikacyjną, która chce obsługiwać gminę małymi autobusami, typu Bus. I jeszcze jedno – w Nekielce, w okolicach sklepu ABC, istnieją trzy działki samorządowe z przeznaczeniem na zaspokojenie podstawowych potrzeb coraz liczniejszej społeczności: jedna dla księdza, pod budowę kaplicy, jedna pod budowę przedszkola i jedna z przeznaczeniem na przychodnię lekarską.
Zbigniew Sarna, aktualny sołtys Nekielki, który mieszka we wsi od 2006 roku, uważa, że Nekielka jest uroczą miejscowością, w której nowi osiedleńcy chcą żyć długie lata i uczynić z tego miejsca swoje miejsce na ziemi. Wśród obecnych priorytetów inwestycyjnych dla Nekielki wymienia sieć gazową i komunikację publiczną. Cieszy go fakt, że w głosowaniach nad rozdziałem funduszu sołeckiego (16 tys. zł) bierze udział coraz więcej mieszkańców wsi. To dobrze jego zdaniem rokuje na przyszłość, bo ludzie angażują się w życie lokalnej społeczności, także dla realizacji własnych celów. Ostatnio zgłoszono ich 30, a ostatecznie przegłosowano 11. Zapytany o przyszłość Nekielki, mówi:
– Ja tu jestem po to, aby dbać o interes lokalnej społeczności. A robię to z przyjemnością i sporą satysfakcją, bo Nekielka to jest takie fajne miejsce na ziemi, gdzie owszem... sąsiad od sąsiada jest daleko, gdzie ludzie programowo odcinają się od cywilizacji miejskiej, ale gdy trzeba, albo gdy jest dobry pomysł, opuszczają swoje „samotnie” i włączają się we wspólnie realizowane przedsięwzięcia, zaprzyjaźniają się, są otwarci na dobrosąsiedzkie kontakty. Najlepiej podsumowuje to nazwa zrealizowanego już projektu z roku 2011 – „Zrób coś teraz na potem. Znajdź sąsiada za płotem”.
Krzysztof Szymoniak
Tekst archiwalny. Artykuł ukazał się w „Wiadomościach Wrzesińskich” 31 grudnia 2014 roku.
0 0
Dobrze, że ktoś wspomniał o starych mieszkańcach Nekielki
0 0
tekst archiwalny?
0 0
o co chodzi ? przecież to już kiedyś było ? tekst na zamówienie czy co ?
0 0
bo jak się dobrze wczytasz, to wielce pomocny tekst to nie jest. Tylko trzeba czytać dokładnie.
0 0
Celem Czytelni na stronie jest przypominanie dobrych artykułów, m.in. reportaży, które ukazywały się w WW na przestrzeni lat. Tak aby portal był miejscem nie tylko dla osób spragnionych najświeższych newsów, ale też ciekawej lektury.
0 0
profesora Pisarskiego wielu ludzi dobrze wspomina. Ja go znam jedynie z opowieści
0 0
I w tej ostoi spokoju pani prezes CZN też ale to już inna historia.
0 0
Mój wujek też ma kredyt hipoteczny
0 0
to odmiana wsi i gminy
0 0
przed ambasadą brudne flagi .CZN siedziba wasza.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu wrzesnia.info.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz