Żegnaj, „Rebeko”! Osobiste wspomnienie o Ewie Demarczyk

„Jestem do dyspozycji publiczności absolutnie do końca”. W piątek, 14 sierpnia, zmarła gwiazda estrady, która się wycofała. 

Moim zdaniem 13:00 23-08-20201 0

Ewa Demarczyk była artystycznym despotą – impulsywna i wymagająca. Niezależna artystycznie. Wiele lat współpracowała z krakowską Piwnicą pod Baranami. Nie znosiła playbacku, liczył się żywy przekaz, jego jakość i np. kolor fortepianu (wszystko musiało być czarne). Mało nagrywała, ale każdy jej song to perełka pełna kunsztu i artystycznej emocji. 

Koncertowała w USA, Szwajcarii, Belgii i słynnej paryskiej Olimpii, której szef błagał ją, aby podpisała dwuletni kontrakt. Odmówiła. „Ja nie jestem na sprzedaż” – powtarzała. Za granicą była przyrównywana do Edith Piaf! U nas nazywana Czarnym Aniołem, dla wielu była boginią sceny. Odeszła świadomie, do końca niezależna. 

Miałem zaszczyt poznać ją osobiście, kiedy zagrała w 1985 r. pięć koncertów w Teatrze Polskim w Poznaniu. Okazała się być skromną i bezpośrednią. „Cześć, Ewa jestem” – podała mi dłoń na przywitanie. 

„Nie można nikogo zmusić do miłości” – powiedziała w ostatnim wywiadzie, pytana o powody odejścia ze sceny. Najwięksi odchodzą! Żegnaj, „Rebeko”... 

Jacek Pietrzyk

wrześnianin

Thumb go dziewicz2

Joanna Goździewicz

13:00 23-08-2020