Zapowiadało się święto, była stypa. Kto wymienia psychikę?

We wtorkowy wieczór Krispol zagrał główną rolę w thrillerze „Dr Jekyll and mr Hyde”. Porażkę z BAS Białystok można jeszcze wytłumaczyć, ale tak diametralnie różnej postawy naszych siatkarzy w pierwszej i drugiej części meczu już nie.

siatkówka 21:07 05-01-20213 0

Spotkanie w Białymstoku rozpoczynało drugą rundę rozgrywek I ligi. Wrześnianie za wszelką cenę chcieli wydostać się ze strefy spadkowej. Warunkiem było zwycięstwo z niżej notowanym zespołem.

Pomarańczowi bardzo mocno weszli w mecz. Po blokach Roberta Brzóstowicza, Tomasza Narowskiego i Mateusza Lindy prowadzili 10:5. Przy 13:6 gospodarze wykorzystali już oba czasy na żądanie. Seta atakiem zakończył Łukasz Kalinowski.

Po bloku i ataku z kontry Lindy Krispol w drugiej partii prowadził 6:4. W jej połowie nasza przewaga wzrosła do trzech oczek. Białostoczanie poderwali się do walki, prowadzili nawet 15:14. Czas trenera Mariana Kardasa przyniósł zamierzony efekt. Wrześnianie zdołali szybko odzyskać prowadzenie. Przy 18:17 nasz blok nie pozwolił przebić się rywalom, a oddaną piłkę na kontrze zakończył Kalinowski. W następnej akcji cała sytuacja się powtórzyła się jota w jotę i było już 20:17. Przewagę dało się spokojnie dowieźć do końca seta. Krispol prowadził 2:0. Serce rosło!

Postawieni od ścianą gospodarze zaczęli od mocnego uderzenia w secie trzecim. Po błędach Kalinowskiego prowadzili 4:1, a trener Kardas zadecydował zmienić swojego przyjmującego na Jakuba Czyżowskiego. I właśnie on swoim blokiem wyprowadził pomarańczowych na pierwsze w tym secie prowadzenie (10:9). Rywale szybko odzyskali rezon. Niewesoło zaczęło robić się, gdy prowadzili już 18:14. W tym fragmencie sprawy w swoje ręce zapragnął wziąć Narowski. Po jego ataku i dwóch kolejnych blokach Krispol prowadził 21:19. Niestety, w tym momencie ktoś wrześnianom wyłączył światło. Zamiast gładkiego 3:0, trzeba było walczyć i z rywalami, i z własnymi demonami. Jak się później okazało nasi siatkarze w przeciągu dwóch minut oddali dwa punkty meczowe i lepsze perspektyw w kontekście całego sezonu.

W secie czwartym gospodarze poszli za ciosem. W połowie partii prowadzili już sześcioma punktami, a potem było dla nich już tylko lepiej.

Tajbrek zaczął się w najgorszy z możliwych sposobów. Pomarańczowi przegrali sześć pierwszych piłek i teraz oni byli pod ścianą. Jeszcze nigdy w swoich ligowych występach tak źle nie wchodzili w decydujący set. Pierwszy czas trener Kardas wziął przy 0:5 (sic!), drugi przy 1:9. Czy wrzesiński szkoleniowiec myślał, że coś zmieni? Nawet jeżeli tak, to się srodze pomylił.

Krispol udowodnił, że jednak można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Sześć dni temu identycznie przegrał pojedynek w Siedlcach. Oby tylko skończyło się na przegranych meczach...

BAS Białystok – Krispol Września 3:2 (-14, -21, 23, 17, 5)

I set: 2:4, 4:8, 6:12, 9:16, 11:20, 14:25

II set: 4:3, 7:8, 9:12, 15:16, 17:20, 21:25

III set: 4:1, 8:7, 12:11, 16:13, 19:20, 25:23

IV set: 4:2, 8:5, 12:6, 16:7, 20:10, 25:17

V set: 3:0, 6:0, 9:1, 12:2, 15:5

Krispol: Krawiecki (3 pkt), Linda (20), Brzóstowicz (9), Narowski (10), Kalinowski (9), Pizuński (9) i Dzierżyński (libero) oraz Czyżowski (2), de Oliveira (0), Herbich (4), Leracz (0), Rakowski (0), Koliński (0)

Thumb ww nowacki

Leszek Nowacki

21:07 05-01-2021