Wrzucasz śmieci do pieca? Jesteś grzesznikiem. Wywiad z księdzem Bartoszem Rajewskim

Palenie śmieci w domowych piecach to zmora wielu mieszkańców. – To grzech ciężki i wymaga pokuty i zadośćuczynienia – mówi ksiądz Bartosz Rajewski. 

społeczeństwo 20:35 15-12-20180 31

35-letni duchowny to kapelan archidiecezji gnieźnieńskiej, przed laty wikariusz w Miłosławiu, a od 5 lat proboszcz parafii pw. św. Wojciecha w Londynie.

„WW”: Wiem, że w grudniu odwiedził ksiądz Miłosław. Gdzie jest lepsze powietrze – w Miłosławiu czy w wielomilionowej metropolii jaką jest Londyn?

BARTOSZ RAJEWSKI: Londyn wyciągnął wnioski z ogromnej tragedii, którą przeżył 66 lat temu. 5 grudnia 1952 roku brytyjską stolicę spowiła bardzo gęsta mgła. Na początku nikt się tym nie przejmował – przecież była to wtedy typowo londyńska pogoda. Nagle mgła zrobiła się żółta i śmierdząca. Na ulicach leżały martwe zwierzęta. Wielki londyński smog w ciągu kilku dni zabił 12 tys. ludzi. Jakie było źródło tej śmiercionośnej „mgły”? Pojawił się przymrozek i londyńczycy zaczęli palić w piecach kiepskiej jakości węglem z dużą zawartością siarki. Już wtedy wyciągnięto wnioski i podjęto działania w trosce o poprawę jakości powietrza. Po 66 latach w Londynie, największej metropolii Unii Europejskiej, powietrze jest dużo zdrowsze niż w większości polskich miast i miasteczek. Nie trzeba mieć specjalnych przyrządów do pomiaru jakości powietrza. Gołym okiem widać mgłę, która zwłaszcza pod wieczór spowija Miłosław i okolicę. Widać kłęby dymu unoszące się z kominów, a powietrzem, od którego robi się słono w buzi, nie da się oddychać. 

Czy spalanie śmieci w domowych piecach jest grzechem?

Mówię to z całą świadomością i odpowiedzialnością: palenie śmieci w piecach domowych czy w jakimkolwiek innym miejscu do tego nieprzeznaczonym jest grzechem ciężkim! Chrześcijanin, który świadomie i dobrowolnie tak postępuje, narażając w ten sposób siebie i innych na utratę zdrowia a nawet życia, popełnia grzech ciężki. Bardzo jasno mówi o tym papież Franciszek: „Jeśli ludzie zanieczyszczają wody ziemi, jej tereny lądowe, powietrze, życie substancjami trującymi – to wszystko to są grzechy. Ponieważ «zbrodnia przeciw naturze jest zbrodnią przeciw nam samym i grzechem przeciw Bogu” („Laudato Si’” nr 8).

Ksiądz Bartosz Rajewski

Nie tak dawno Szymon Hołownia podjął temat smogu i zagrożeń. Przytoczył dane, które pokazują, że w Polsce z powodu smogu ginie tyle samo dzieci, co z powodu aborcji. „To teraz sobie powiedzmy, co to znaczy dla nas katolików być pro-life” - mówił. Nie wszystkim wypowiedziane słowa się spodobały. Ksiądz również się do nich zalicza?

Mnie te słowa Szymona bardzo się spodobały, ponieważ obudziły świadomość społeczną, nawet jeśli oburzyły wielu – jednych chwytały za serce i rozum, innych doprowadzały do furii i chęci jak najszybszej odpowiedzi. Potrzebujemy dzisiaj takiej dyskusji w Polsce, także w Kościele, bo palenie śmieci, tworzyw sztucznych, opon, plastików itd. w piecach to skazywanie innych na śmierć. 

Pośród 50 europejskich miast z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem, aż 33 znajduje się w Polsce. Roczna liczba zgonów spowodowana tą sytuacją szacowana jest na blisko 40 tysięcy. 

To dane, które przytoczyli polscy biskupi w liście pasterskim „W trosce o wspólny dom”, który był czytany w kościołach 4 października br. Pytałem Szymona o dane, na które on się powołuje. Nie wyssał ich sobie z palca. To wyniki badań polskiego oddziału United Nations Global Compact zawarte w raporcie zatytułowanym „Wpływ zanieczyszczeń powietrza na zdrowie”. Badania te pokazują, że syf wrzucany do polskich pieców zwiększa o kilkadziesiąt procent ryzyko obumarcia płodu w trzecim trymestrze ciąży oddychającej zanieczyszczonym w ten sposób powietrzem kobiety, podwyższa prawdopodobieństwo rozwinięcia się u dziecka autyzmu, może skutkować obniżeniem jego inteligencji o cztery punkty IQ. Inne badania, których wyników jeszcze nie opublikowano, mają pokazać, że liczba poronień naturalnych z powodu zanieczyszczenia powietrza, zbliżona jest w Polsce do liczby dzieci ginących na skutek legalnie przeprowadzonych aborcji. Szymon Hołownia pisze o tym w swej najnowszej książce pt. „Boskie zwierzęta”.   

Spalanie śmieci w piecu jest to taki sam grzech jak dokonanie aborcji?

Z pewnością jedno i drugie jest godnym potępienia występowaniem przeciwko życiu i szerzeniem śmierci. I aborcja i palenie trujących śmieci to dla człowieka wyrok śmierci. Od strony teologii moralnej, jako ksiądz, dopuściłbym się uproszczenia, gdybym stwierdził, że aborcja i palenie śmieci to dwie identyczne sytuacje o takim samym ciężarze moralnym. Ocena moralna każdego czynu ludzkiego dokonuje się najpierw w sumieniu. Człowiek o dobrze ukształtowanym sumieniu jest w stanie rozeznać, jak wielkim złem jest palenie śmieci. W ocenie moralnej czynu ważne są kryteria takiej oceny: przedmiot czynu, intencja i okoliczności. To sprawia, że w jednym przypadku dany czyn zostanie jednoznacznie oceniony jako moralnie negatywny, w innym ta ocena może się różnić. Myślę jednak, bez wchodzenia w szczegóły, że tak aborcja, jak i podtruwanie innych jest skazywaniem na śmierć i domaga się pokuty oraz zadośćuczynienia. „Środowisko jest dobrem publicznym, mieniem całej ludzkości i wszyscy są za nie odpowiedzialni. Ten, kto posiada jego część, ma ją jedynie po to, aby zarządzać nią dla dobra wszystkich. Jeśli tego nie czynimy, to bierzemy na swe sumienie ciężar zaprzeczenia istnieniu innych” – pisze papież Franciszek we wspomnianej encyklice ekologicznej „Laudato Si’” (nr 95). 

Wiele osób zapewne o tym nie wie, bo nie sądzę aby w konfesjonale ktoś mówił, że pali w piecu śmieciami?

Może dlatego, że zbyt mało o tym mówimy z naszych kościelnych ambon? Sam nie głoszę zbyt często „ekologicznych” homilii. Przed dwoma tygodniami, w uroczystość Chrystusa Króla mówiłem, że podobnie, jak Jezusowi, również nam powierzono panowanie, chwałę i władzę królewską nad światem, w którym żyjemy. To nasze królowanie ma się wyrażać m.in. w trosce o ekologię. Po Mszy św. podeszła do mnie kobieta i podziękowała za kazanie, na które czekała – jak sama powiedziała – 38 lat. 

A wrzucanie do pieca śmieci z biedy jest grzechem? Nie wszystkich stać na ekologiczne źródła ciepła? Dobrej jakości węgiel.

Dobrze wiemy jak duża pomoc płynie aktualnie z budżetu państwa dla rodzin. Chociażby program 500+. W tym kontekście zakup opału dla wielu nie jest już takim wyzwaniem, jak dawniej. Przecież nie musi być to zaraz węgiel najlepszej jakości. Dzisiaj istnieją możliwości, by zaradzić takim problemom. Chociażby dopłaty do zakupu nowych, bardziej ekologicznych pieców. By do takich sytuacji jednak nie dochodziło, potrzeba jeszcze większego zaangażowania przede wszystkim polityków, samorządowców, ale też duszpasterzy. Zabezpieczenie uboższych osób czy nawet rodzin w opał na zimę powinno być nie mniej ważne, jak zaopatrzenie ich w żywność czy inne dobra konieczne do godnego życia. 

Ks. Bartosz Rajewski jest proboszczem parafii pw. Św. Wojciecha w centrum Londynu. 

Wiele osób wie, że ich sąsiad wrzuca do pieca np. opony, a mimo to nie informuje o takim procederze odpowiednich służb. Uważają, że to donosicielstwo, czyli jest to złe. Może ksiądz się do tego odnieść?

Tu nie chodzi o donosicielstwo. Znamy przecież sytuacje analogiczne. Zdarza się, że wiele osób w danej społeczności wie, że ich sąsiad jeździ pijany samochodem, a jednak nic z tym nie robią. Przebudzenie przychodzi dopiero wraz z tragedią, np. gdy ów sąsiad śmiertelnie potrąci dziecko. Tak samo w przypadku palenia śmieciami, przebudzenie może przyjść za rok lub za pięć lat, kiedy okaże się, że ludzie z danej społeczności nagle zaczną, ni stąd ni zowąd, powszechnie chorować na raka. Przecież to już się zaczyna dziać. Jasne, że można ten problem bagatelizować, można się śmiać z Hołowni i z tego o czym tutaj mówię, bo tych smogowych zgonów „gołym okiem” jeszcze nie widać. Nie znam nikogo, kto wyszedł na niedzielny spacer, zaczął się dusić wdychanym powietrzem i zmarł w ciągu pięciu minut. To właśnie jest nasza krótkowzroczność. Jeśli nie widzimy natychmiastowych efektów, wydaje nam się, że coś jest niegroźne. Smog to jednak bomba z opóźnionym zapalnikiem. 

Dziwi mnie, że ludzie nie zastanawiają się nad prostym faktem, że coraz więcej osób w ich otoczeniu choruje na nowotwory. Ze zdziwieniem patrzymy, jak rak dziesiątkuje nasze rodziny, zabiera naszych przyjaciół, uśmierca znajomych. Może warto się zastanowić, czy do śmierci sąsiada z klatki obok nie przykładam ręki paląc śmieciami w moim „prywatnym” piecu. 

Prawda jest niestety brutalna i jeśli palę śmieciami, oponami czy plastikiem, jestem współodpowiedzialny nie tylko za chorobę sąsiada spod dwójki, ale też za powolną śmierć tego dziecka, który żyje nieświadome wraz ze swoimi rodzicami kilka czy kilkanaście kilometrów dalej oraz tego dziecka, które jest moim „oczkiem w głowie” i żyje pod jednym dachem ze mną – swoją matką, ojcem, babką czy dziadkiem. Warto o tym pamiętać, nim będzie za późno. 

Thumb 20170528 165212

Łukasz Różański

20:35 15-12-2018