Wrześnianka wśród najlepszych blogerów książkowych roku

Literacki portal Granice.pl wybrał najlepszych w Polsce blogerów książkowych. W zestawieniu znalazła się wrześnianka – Elwira Przyjemska.

kultura 12:41 04-09-20205 0

Wyróżnienia przyznawane są od dwóch lat z okazji Dnia Blogów (31 sierpnia). Redakcja portalu wraz z internautami wybiera osoby, które najaktywniej promują literaturę w sieci.

Wrześnianka tworząca blog „Księgarka na regale” znalazła się w dziesiątce najlepszych książkowych influencerów roku, czyli osób kreujących trendy w internecie.

Chociaż w ciągu miesiąca na blogu Elwiry Przyjemskiej nie pojawia się kilkadziesiąt nowych materiałów, to jej teksty są przemyślanymi i wartościowymi opiniami. Dzięki swojej pracy blogerka zdobyła spory zasięg wiernych obserwatorów, a jej zdjęcia na Instagramie łączy ciekawa koncepcja wizualna – czytamy w uzasadnieniu.

Elwira Przyjemska jest nauczycielką języka angielskiego. Mówi, że dzień bez książki jest dla niej stracony. Czuje się chora, jeżeli nie przeczyta przynajmniej kilkudziesięciu stron przed snem.

Elwira Przyjemska Fot. Arch. prywatne

Poniżej przypominamy wywiad z blogerką, który ukazał się na łamach „Wiadomości Wrzesińskich” w 2018 roku.

„WW”: Jak zaczęła się Pani przygoda z blogowaniem? Kiedy i w jakich okolicznościach powstał blog „Księgarka na regale”?

ELWIRA PRZYJEMSKA: – Księgarka zrodziła się w mojej głowie w lipcu zeszłego roku, zatem jestem dość młoda w świecie blogerów. Zawsze czytałam dużo, a recenzje pisałam jedynie na portalu lubimyczytac.pl. Coraz częściej zachęcana przez znajomych, mając dodatkowo więcej czasu w wakacje, zaczęłam działać i tworzyć w głowie wizje swoich działań, dzięki czemu jestem tutaj dziś i mogę rozmawiać o tym frapującym świecie książek.

Jakie książki Pani recenzuje? Czy interesują Panią określone gatunki, autorzy?

To ważne pytanie, ponieważ niektórzy sądzą, że blogerzy zrecenzują wszystko, co im wydawnictwo wyśle i dodatkowo zrobią to pochlebnie z obawy przed utratą współpracy. Nic bardziej mylnego. Lektury dobieram sama, ufając swojej znajomości literatury i gustowi czytelniczemu, wiedząc mniej więcej, co może trafić do wrażliwości czytelników. Dlatego trudno znaleźć u mnie lektury łatwe czy lekkie. Jak to pięknie ujęła Susan Sontag: „Czytanie to dla mnie rozrywka, oderwanie myśli, pocieszenie, małe samobójstwo”. Zatem recenzowane przeze mnie książki często mogą „pokiereszować” człowieka.

Jak wygląda współpraca z wydawnictwami?

Z początku to oczywiście ja inicjowałam kontakt z wybranymi wydawcami. To praktycznie zawsze były pozytywne zaskoczenia i wydawcy chętnie zgadzali się na współpracę. Obecnie to wydawcy często zgłaszają się sami i prezentują nadchodzące nowości, pytając o chęć ich zrecenzowania. Jednak gdy zależy mi na zrecenzowaniu jakiejś perełki, nie chcąc, by mi umknęła, sama się po nią zgłaszam do wydawcy.

Czy kontaktują się z Panią także autorzy?

Tak, zgłaszają się autorzy np. powieści obyczajowych, romansów, niekiedy poezji. Praca blogera wymaga jednak selekcji materiału, ponieważ niestety doba ma tylko 24 godziny, a człowiek żałuje, że nie ma więcej oczu do czytania. Dlatego nie zdarzyło mi się jeszcze zrecenzować takowych książek.

Jak wyglądają kulisy tworzenia bloga książkowego?

To jest duży nawał pracy. Zamieszczam przynajmniej jeden wpis tygodniowo, niekiedy dwa, czyli to dość sporo. Książkę trzeba przeczytać, słowa do recenzji muszą przypłynąć. Dodatkowo dochodzi do tego swoista sesja zdjęciowa książki, która ma oddać jej aurę. Na początku tego roku zainwestowałam w dobry aparat i niekiedy używam programu graficznego, by zadbać o jeszcze lepszą jakość zdjęć. Jedna recenzja to dobre kilka godzin intensywnej pracy.

Blogerzy książkowi nie mogą liczyć na taką popularność i liczbę odsłon, jaką mają tzw. szafiarki lub osoby piszące o gadżetach czy kosmetykach. Co jest najważniejsze dla blogera książkowego?

To ważny aspekt naszej działalności: jesteśmy malutcy w porównaniu z innymi sferami blogowania. Są bookstagramerzy, mający kilkadziesiąt tysięcy obserwujących, czy booktuberzy, mający tysiące wyświetleń na YouTubie. Co jednak się liczy? To już chyba zależy od indywidualnego podejścia. Nigdy nie nastawiałam się na cyferki, bo nigdy nie spodziewałam się jakichkolwiek osiągnięć. To dzielenie doświadczeń jest najpiękniejsze. Posiadanie swojego świata, gdzie najlepszą nagrodą jest usłyszenie zdania: Kupiłam tę książkę, bo „Księgarka na regale” polecała.

To pytanie musi paść: czy na prowadzeniu bloga książkowego da się zarobić?

Istnieją liczne wyobrażenia na ten temat. Na blogu książkowym się raczej nie zarabia. Znam raptem trzy osoby w Polsce, które coś na tym zarobiły, a to raczej w związku z podpisaniem umowy z jakimś portalem bądź przez prowadzenie spotkań autorskich. Nie płaci się nam za recenzje. Nie wszystkie wydawnictwa mają też budżet, by zapłacić blogerowi za patronat medialny czy napisanie blurba na okładkę książki. Otrzymujemy jedynie egzemplarze recenzenckie książek za darmo. To naprawdę praca raczej „misyjna”, z pasji.

Kim Pani zdaniem są odbiorcy bloga „Księgarka na regale”?

Ze statystyk mogę powiedzieć, że w 80 proc. to kobiety w wieku 25-35 lat oraz młodsze i starsze. Przekłada się to zwyczajnie na statystyki czytelnicze w Polsce, z których dowiadujemy się, że czytają najczęściej kobiety. Kim jest mój odbiorca? Mam nadzieję, że to czytelnik ciekawy nowych wyzwań czytelniczych, odważny, próbujący przełamać swoje nawyki czytelnicze, który nie boi się silnych emocji po lekturze.

Wiadomo, że każdy bloger książkowy kocha czytać, ale czy czasem nie czuje Pani przesytu? Czy wydawnictwa obligują Panią jakoś terminami?

Zauważam ten przesyt u niektórych – mnie jeszcze nigdy nie dopadł, ale kto wie. Rzadko kiedy wydawca narzuca termin, ale niekiedy są to dwa tygodnie bądź miesiąc od otrzymania egzemplarza recenzenckiego. Blogerzy zwyczajnie wiedzą, że aby być wiarygodnym i utrzymać szacunek wydawcy, wypada zrecenzować ją w terminie w ramach rozsądku. Ja czytam średnio 100-120 książek rocznie.

Jak wygląda Września okiem blogera książkowego?

Nie powiem, że nie jest smutno siedzieć w kawiarni bądź nad naszym pięknym zalewem i być jedyną czytającą. Z ciężkim bólem serca obserwuję też nieustanne przeprowadzki naszej księgarni, odkąd pojawił się Empik we Wrześni. Może nie każdy się orientuje, że dyskonty i sieci sklepów wymuszają na wydawcach ogromne rabaty, a to, co znajdziemy na ich półkach czy na stole na froncie Empiku, zależy od tego, ile wydawca musiał za to zapłacić. Gdy kupujemy w sieciach, autor zarabia zaledwie około 3 zł za książkę, a gdzie tu miejsce na tłumacza, korektę, grafikę. Wiem, że nie każdego stać na okładkową cenę książki, ale gdy tylko możemy, zaglądajmy do księgarni. Nie tylko ze względu na docenienie autora, ale też wysiłek księgarzy. Szanowane wydawnictwo Karakter ogłosiło, że otwiera w Krakowie swoją księgarnię hasłem: „Otwieramy księgarnię, najwyżej splajtujemy”. Daje do myślenia, prawda?

Czy zdarzyło się Pani recenzować książki wrzesińskich autorów?

Niestety nie, ale ucieszyłam się, gdy czytelnicy pisali do mnie, że kupili „Zegarmistrza” Filipa Springera z Kolekcji Wrzesińskiej i wysyłali mi jej zdjęcia.

Trzy najważniejsze książki w Pani życiu? Pewnie trudno będzie wybrać.

Postawię na „Godziny” Michaela Cunninghama, które wprowadziły mnie w świat pięknej narracji, „Przekleństwa niewinności” Jeffreya Eugenidesa jako piękny traktat o dojrzewaniu i odchodzeniu oraz „Ostatnie rozdanie” Wiesława Myśliwskiego jako próba jednego z najlepszych polskich pisarzy.

Jaką książkę z ostatnich nowości poleciłaby Pani naszym Czytelnikom?

To jest kolejne trudne pytanie! Tylko jedną? Postawię na reportaż „Przecież ich nie zostawię. O żydowskich opiekunkach w czasie wojny”. Książka, która – oprócz wystawienia swoistego pomnika tym zapomnianym kobietom – ubiera przedstawianie opowieści w wybitny język bez tanich sentymentów. Ta książka wywołuje te wszystkie wspomniane przeze mnie silne emocje, dzięki którym nie wyobrażam sobie życia bez książek.

Thumb go dziewicz2

Joanna Goździewicz

12:41 04-09-2020