Wrześnianie zagranicą w czasach zarazy (4) – Brakuje mi zwyczajnego dotyku

Joanna Olichwer mieszka w Norwegii, zawodowo zajmuje się koordynacją prac podczas największych festiwali w Norwegii i Szwecji, organizuje też małe eventy w klubach czy pubach. W Polsce nie mieszka od kilku lat, ale nadal bywa tu od czasu do czasu. Do Oslo wracała jednym z ostatnich samolotów już po wybuchu pandemii. 

społeczeństwo 10:26 13-05-20200 0
Joanna Olichwer w Oslo, stolicy Norwegii od 2004. Fot.Katarzyna Mateja

„WW”: Jak się czujesz i jak sobie radzisz?

JOANNA OLICHWER: – Czuję się dobrze, bo tak naprawdę potrzebowałam pobyć sama ze sobą. Trochę za długo żyłam za szybko, za intensywnie. Jest to odpowiedni czas, żeby zwolnić, przemyśleć wiele spraw – czas na chwilę refleksji, zbliżenia do natury, spojrzenia z dystansu na to, jak do niedawna tętniący przemysł ją niszczył. Ta pompująca się konsumpcjonizmem bańka musiała w końcu pęknąć; szkoda, że dzieje się to kosztem ludzkiego zdrowia czy życia. Teraz jest chwila na wyciągnięcie wniosków przez każdego z nas i zapytanie: dlaczego tak właśnie jest? Obecnie żyjemy bez supermarketów, wielkich centrów handlowych, nie musimy biegać co kilka dni do sklepów, zdobywając następną zbędną rzecz z promocji – i okazało się, że dajemy radę. Wielu spośród moich polskich znajomych uciekło do lasów, domów na wsiach, w miejsca po prostu spokojne, oddalone od tego straszliwego zgiełku, a mnie ucieszyła ich reakcja obronna przed tą pandemiczną sytuacją. Norwegowie natomiast byli namawiani do niewyjeżdża- nia w miejsca, do których jest słaby dojazd. Chodzi głównie o chaty w lasach, które komunikacyjnie są źle usytuowane, a to było związane ze względami bezpieczeństwa i możliwością szybkiej interwencji ambulansu w razie potrzeby.

Największą trudnością, z którą się mierzę, jest brak możliwości spotkania się z rodziną i znajomymi spoza kraju. Brakuje mi namacalności, cielesności, przytulenia, zwyczajnego uścisku dłoni na przywitanie. Życie online nie jest moim światem, nie czuję urodzin wyprawianych na czatach, internetowych koncertów na żywo. Mało pocieszający jest też fakt, że „wszyscy” są teraz w takiej samej sytuacji.

Ale moim sposobem na przetrwanie jest układanie planu działania na dany dzień, nadrabianie zaległości czy robienie rzeczy, na które nie miałam wcześniej czasu jak sadzenie kwiatów czy rysowanie, słucham śpiewu ptaków. Odradzam przesiadywania w mediach społecznościowych. A w ramach mojej osobistej akcji DYSTANS zdecydowałam o zerkaniu głównie na stronę z danymi z całego świata: worldometers.info

Pełna ulica, nieliczni w maseczkach fot. Joanna Olichwer

Co cię zaskoczyło w całej tej sytuacji? Jakie w Norwegii wprowadzono zakazy i nakazy?

– Pozytywnie zaskoczyła mnie bardzo szybka reakcja Norwegii na rozwiązanie problemów spowodowanych skutkami, jakie niesie za sobą ten wirus. Oczywiście atak paniki w pierwszych dniach pandemii pojawił się również tutaj – było to widoczne w szczególności po pustkach w centrum. Społeczeństwo jednak nie było zastraszane, a uspokajane. Ja i większość moich znajomych dostaliśmy na samym początku mejla od największych sieci sklepów spożywczych z informacją o wysokich zapasach żywności i zapewnieniem o ich uzupełnianiu, a także prośbę o to, aby zaopatrzyć się tylko w produkty potrzebne nam na bieżąco. Rząd poinformował o zabezpieczeniach finansowych dla osób żyjących na umowach śmieciowych. Do lekarza można umówić się online. Tutaj każdy aspekt życia społecznego jest już od dawna scyfryzowany i wszystko można załatwić, nie wychodząc z domu. Wszystko jest uporządkowane i każdy wie, gdzie szukać informacji. System ten funkcjonuje już od wielu lat, więc osoby starsze też nie mają problemu z jego obsługą, z odnalezieniem się w sytuacji. I tak na przykład: informacje dotyczące przepisów związanych z kwarantanną/izolacją zostały umieszone na stronie www.fhi.no aż w 22 językach! Od niedawna działa również aplikacja na telefon Smittestopp, która informuje, czy znajdujesz się w pobliżu kogoś zarażonego. Nie korzystam z tej apki, aczkolwiek kusi mnie, aby ją zainstalować na kilka dni i sprawdzić, na czym to polega. [więcej informacji o tej aplikacji w języku polskim znajduje się tu: https://tiny.pl/7t4q3]. 

A wokół toczy się normalne życie, fot. Joanna Olichwer

Jak zmieni się twoje życie zawodowe, rodzinne, osobiste, gdy pandemia minie?

– Najchętniej poleciałabym na wakacje, gdy to wszystko się skończy. Tutaj powoli życie wraca do normy. Jeśli chodzi o globalną kwestię – oj, nie chce mi się nawet o tym myśleć, jak będzie wyglądał postpandemiczny świat. Z pewnością będzie to bardzo dobre wytłumaczenie na całe zło, które nastanie po. Mam tylko nadzieję, że człowiek nie będzie bał się drugiego człowieka i że minie w ludziach poczucie strachu, ten cały obłęd, który pielęgnowany jest teraz. I chyba najbardziej obawiam się wybuchu pandemii depresji po zakończeniu pandemii „korony”.

Czy w związku z zaistniałą sytuacją planujesz powrót do kraju?

– Planuję przyjechać w odwiedziny, być może połączone z jakimiś działaniami artystycznymi, ale dopiero pod koniec maja, na początku czerwca. Na stałe obecnie nie chcę wracać.

Wszystkie zdjęcia w galerii zostały wykonane przez Joannę Olichwer 

Wrześnianie żyjący poza granicami Polski zainteresowani wzięciem udziału w tym projekcie, zapraszam do kontaktu: sliwczynskaola@gmail.com

Inne artykuły z cyklu „Wrześnianie za granicą w czasie zarazy”:

Weronika Kwiatkowska - Nowy Jork, USA

Marcus Beym - Margate, Wielka Brytania

Michal Erne - Hamburg, Niemcy

Thumb img035

Waldemar Śliwczyński

10:26 13-05-2020