Wrześnianie poza granicami w czasach zarazy (3) – Odkryłem super zakamarki dzielnicy, w której mieszkam

Michal Erne-Wawrzyniak mieszka w Hamburgu, jest nauczycielem języka hiszpańskiego i francuskiego, koordynatorem i kierownikiem szkoły średniej. Z Wrześni na stałe wyjechał w 2000 r. Rozmowa odbyła się na początku kwietnia br.

społeczeństwo 13:06 05-05-20207 3
Michal Erne-Wawrzyniak w pracy, zwykle jest tu tłoczno...

„WW”: Jak sobie radzisz w tych czasach? Jakie masz sposoby na przetrwanie?

MICHAŁ WAWRZYNIAK: – Ze względu na mój zawód i jako urzędnik państwowy należę do grupy uprzywilejowanej, która nie ma problemów takich jak np. prywatne firmy, artyści czy osoby pracujące na wolnym rynku pracy. Najbardziej teraz pomaga mi intensywny kontakt z rodziną mojej siostry, która mieszka w okolicy. Dobrą metodą na przetrwanie jest czytanie. Wreszcie mam czas, aby poczytać ostatnią polską noblistkę. Ponieważ uprawiam dużo sportu, a siłownie i kluby fitness są zamknięte, nauczyłem się biegać na zewnątrz – tutaj jest to cały czas dozwolone. W ten sposób odkryłem superzakamarki dzielnicy, w której mieszkam.

Hamburg w 2015, jedno z nabrzeży, Fot. Aleksandra Śliwczyńska-Kupidura

A co cię ostatnio zaskoczyło?

– To, że ludzie w ciągu kilku dni wykupili papier toaletowy oraz drożdże. Ja natomiast kupiłem owoce, uzupełniłem zapasy wina i wyposażyłem się w produkty wysokobiałkowe: masło z orzeszków ziemnych, tuńczyka.

Jakie są u was zakazy i nakazy?

– Jest zakaz zgromadzeń na zewnątrz, na spacer mogą iść rodziny, ale w odstępie 1,5 metra. Na straganach na zieleniaku, gdzie robię regularnie zakupy, są narysowane linie w kolejce, żeby klienci wiedzieli, jaki odstęp mają zachować. Można przebywać na zewnątrz, spacerować, wybrać się na zakupy. Nie ma zakazu przebywania na zewnątrz, tak jak np. w Madrycie. Ze względu na fakt, ze Niemcy to republika federalna, każdy kraj związkowy ma swoje własne zakazy i nakazy. I tak np. w Saksonii wprowadzono nakaz noszenia masek, a w Meklemburgii tylko w środkach transportu publicznego. Niektóre kraje związkowe – np. Schleswig-Holstein i Mecklemburg-Vorpommern – wprowadziły zakaz wjazdu obywatelom z innych regionów kraju, co jest dużym problemem np. dla osób, które mają drugie miejsce zamieszkania i dom nad morzem. Niemcy to bardzo zdyscyplinowany naród i bierze te nakazy i zakazy na serio. System ochrony zdrowia funkcjonuje bardzo sprawnie: od zeszłego tygodnia szpitale muszą raportować zasoby łóżek wolnych na intensywnej terapii. Od dzisiaj (20 kwietnia – przyp. red.) mają rozpocząć się operacje, np. bioder, kolan, na które pacjenci już dłużej czekają, a które wcześniej zostały przełożone ze względu na epidemię. Otwierają też sklepy o powierzchni mniejszej niż 800 m², a większe mogą się otwierać pod warunkiem zmniejszenia swojej powierzchni. 27 kwietnia rozpoczną się stopniowo zajęcia w szkołach, ale tylko dla tych roczników, które mają w tym roku egzaminy.

Hamburg 2015 – Fot. Aleksandra Śliwczyńska-Kupidura

Jak zmieni się twoje życie zawodowe, rodzinne, osobiste, gdy pandemia minie?

– Lubię spędzać czas na zewnątrz, poza domem, w dobrych restauracjach z moimi przyjaciółmi – i brakuje mi tego teraz bardzo. Obecnie jest superpogoda, nasze miasto ze swoim portem jest przepiękne, a niestety nie można nigdzie wypić kawy. Jako koordynator w oddziale szkoły średniej będę miał po tej pandemii bardzo dużo pracy organizacyjnej ze względu na plan zajęć, egzaminy i nadrobienie straconego czasu. Będzie trudno, ale jakoś damy radę. Najważniejsze i tak jest, aby uczniowie nie ponieśli za dużych strat. Myślę, że świat postpandemiczny pogrąży się w kryzysie gospodarczym na skalę europejską. Martwię się też bardzo o południe Europy, a zwłaszcza o Hiszpanię i jej stolicę – Madryt, w którym kiedyś żyłem i studiowałem. Mówi się, że Hiszpania jest nosem Europy, który zawsze jako pierwszy ma katar przed wielkimi europejskimi nieszczęściami. Bo z historycznego punktu widzenia zawsze było tak, że zanim wojny i zarazy ogarnęły resztę Europy, witały najpierw na Półwysep Iberyjski. Po każdym kryzysie przychodzi czas na odnowę, obawiam się jednak, że obecne pokolenie, które jest przyzwyczajone tylko do pozytywnych cech globalizacji, do nieskończonej wolności słowa i konsumpcji i podróżowania, nie da rady w tej odbudowie. Czasami boję się też bardziej tych społecznych rozrób i konfliktów niż samego wirusa.

Hamburg 2015, jeden z biurowców, Fot. Aleksandra Śliwczyńska-Kupidura

Podaj przykład jakiegoś działania, które ma na celu wspieranie wzajemne się społeczności, a które tobie najbardziej się spodobało.

– Jeżeli chodzi o inicjatywy społeczne, to widzę większe zainteresowanie sąsiadami, którzy potrzebują pomocy. Ze względu na fakt, że Niemcy – przynajmniej północne – są krajem protestanckim, żyje się tu bardziej anonimowo i indywidualnie, co jest na co dzień wielką zaletą. Wspólne muzykowanie na balkonach jak we Włoszech nie pasowałoby do tego konceptu i wydawałoby się trochę wymuszone. Na początku epidemii było klaskanie na ulicy, ale także ta inicjatywa wyglądała bardziej jak „akcjonizm”. Lepiej dziękować lekarzom, pielęgniarkom i kasjerkom każdego dnia, będąc po prostu miłym i wdzięcznym za ich pracę. Minister zdrowia wspomniał nawet o podwyżce dla pracowników służby zdrowia, którzy zgodnie stwierdzili, że ten sposób uznania i szacunku jest bardziej wiarygodny i długotrwały.

Rozmawiała
 Ola Śliwczyńska-Kupidura

Wrześnianie przebywający poza granicami kraju chcący podzielić się swoimi obserwacjami proszone są o kontakt: sliwczynskaola@gmail.com

Wcześniejsze artykuły z cyklu „Wrześnianie za granicą w czasach zarazy:

Marcus Beym – Margate, Wielka Brytania

Weronika Kwiatkowska – Nowy Jork, USA

Thumb img035

Waldemar Śliwczyński

13:06 05-05-2020