Wrześnianie za granicą w czasach zarazy (2) – Teraz świat wygląda jak z filmu

Marcus Beym nie pochodzi z Wrześni, ale mieszkał tu parę lat. W 2014 r. wyjechał z kraju na stałe. Mieszka w Wielkiej Brytanii, w Margate, i pracuje jako menedżer transportu w firmie logistycznej.

wywiad 13:57 24-04-20203 1
Marcus Beym w swoim biurze, zwykle pełnym ludzi, teraz pustym

„WW”: Jak się czujesz i jak sobie radzisz?

MARCUS BEYM: – Czuję się dobrze, nie narzekam. Unikam spotkań. Każdego dnia robię godzinne „wyjście na rower”, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Muzyka to moja pasja, więc winyl kręci się cały dzień i to mi pomaga najbardziej, plus Netflix czasem. Zaglądam też do rodziców co kilka dni – mieszkają 600 metrów ode mnie – by się upewnić, że wszystko u nich w porządku. Nie mam problemu z pracą zdalną, bo w poprzedniej firmie pracowałem w ten sposób przez trzy lata, więc teraz ta sytuacja mnie nie przeraża. W firmie, w której aktualnie pracuję, jeden dzień jestem w biurze, a w pozostałe pracuję zdalnie. Jest taka zasada, że jak możesz, to zostań w domu, a kluczowi pracownicy, do których ja się zaliczam, raz w tygodniu muszą przyjść do biura. I tutaj też mamy mnóstwo zmian: jedna osoba na rząd komputerów, dwa metry od siebie. Fajnie, że jest mało osób, tak kameralnie się zrobiło i spokojnie. Trzeba pojedynczo wchodzić do WC i do kuchni. Wszędzie wisi żel do dezynfekcji. Aż dziwne, że to nie było normalne dla ludzi – mycie rąk! Nie ma w ogóle korków, gdy jadę do pracy, a powietrze jest lepsze, czystsze. Ale fakt, że świat teraz wygląda jak z filmu.

Plaża w Margate w okolicach świąt wielkanocnych w 2019

Co cię zaskoczyło w tej sytuacji – pozytywnego i negatywnego?

– Pozytywne jest to, że większość ludzi dostosowuje się do zasad brytyjskiego „zostań w domu”. Niestety przeraża mnie głupota innych, którzy myślą, że są niezniszczalni i mają gdzieś zakazy, nie zdając sobie sprawy, że mogą zarażać innych, chorując bezobjawowo. No cóż, nie ma recepty na głupotę! A przecież ja też mogę mieć wirusa i zarażać, więc staram się unikać ludzi. Chcę, by to wszystko minęło jak najszybciej, a im lepiej dostosujemy się do zasad, tym szybciej to zwalczymy.

Jakie są te zakazy i nakazy?

– Można wyjść na dwór, ale tylko na godzinę i to po to, żeby skorzystać z jakiejś formy ruchu, takiej jak bieganie czy rower. W ostatnią niedzielę byłem nawet na tenisie z kumplem. Trzeba po prostu trzymać odstęp od siebie. Policja nie sprawdza oczywiście tego czasu spędzonego na dworze – to jest niemożliwe, za mało jest policji – ale ludzie sami się boją i wracają do domu. Jest jak w jakiejś grze komputerowej po apokalipsie. Nie można urządzać zgromadzeń i trzeba być ciągle w ruchu. Czyli na plażę można się przejść, ale na spacer, a nie na grilla. I oczywiście pojedynczo albo w gronie tych samych osób, z którymi jesteś na kwarantannie. To nie jest tak, że idziesz z rodziną i każdy ma być dwa metry od siebie, więc pod tym względem jest jeszcze OK. Ludzie tutaj też łamią prawo, bo przecież można dostać na łeb w domu, siedząc 24 godziny z czwórką dzieci. No ale rozsądku też trzeba trochę mieć, a nie wszyscy go mają – więc policja rozdaje mandaty, jak widzi, że jest za dużo ludzi albo jak leżą na plaży zamiast iść dalej. Nie są to jednak tak wysokie kwoty jak w Polsce, tutaj dostanie się mandat w wysokości 50, może 100 funtów.

Plaża w Margate w okolicach świąt wielkanocnych w 2020

Jak zmieni się Twoje życie zawodowe, rodzinne, osobiste, gdy pandemia minie?

– Inteligentni wyciągną wnioski, ale myślę, że niewiele się zmieni. Ludzie mają krótką pamięć i po kilku tygodniach wrócą do swoich starych, brzydkich nawyków. Wydaje mi się, że tylko niewielki procent wyciągnie wnioski. Myślę, że świat biznesu trochę się po tym wszystkim zmieni i mam nadzieję, że skończą się np. te zbędne podróże do klientów. Czasami jechało się 600 km na spotkanie, które trwało 15 minut, bo liczyło się to, aby się z nim osobiście spotkać. A przecież można włączyć Skype’a i też się wszystko załatwi. Brakuje mi wolności w poruszaniu się. Na razie można jeszcze na godzinę wyjść, ale nie wiadomo, czy niebawem nie będzie tak jak w Polsce. Ogólnie trochę to potrwa, zanim świat wróci do normalności, jeżeli w ogóle wróci do niej tak na 100 proc. Może wreszcie ludzie zrozumieją, że rzeczy materialne nie są najważniejsze na świecie. I jak bardzo delikatne jest nasze zdrowie, życie, i że to się liczy najbardziej. Świat stanął w miejscu, ale za to nasza planeta zaczęła lepiej oddychać, więc są jakieś pozytywy w tej całej pandemii. Ja chcę po prostu wrócić do robienia tego, na co mam ochotę, a nie czuć się jak w grze komputerowej – że za każdym razem, gdy wychodzę na dwór, to muszę omijać innych ludzi jak jakieś przeszkody!

Rozmawiała: Ola Śliwczyńska-Kupidura, Fotografie: Marcus Beym

Wrześnianie żyjący poza granicami Polski zainteresowani wzięciem udziału w tym projekcie, zapraszam do kontaktu: sliwczynskaola@gmail.com

Inne artykuły z cyklu „Wrześnianie za granicą w czasie zarazy”:

Weronika Kwiatkowska – Nowy Jork, USA

Michał Erne-Wawrzyniak – Hamburg, Niemcy

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

13:57 24-04-2020