Wrześnianie za granicą w czasach zarazy (1) – Szok większy niż po zamachu na WTC

Rozpoczynamy nowy cykl rozmów z wrześnianami, którzy żyją w różnych zakątkach globu. Na początek Weronika Kwiatkowska, mieszkanka Nowego Jorku.

wywiad 17:00 16-04-20204 5

„WW”: Jak się czujesz, jak sobie radzisz? Jakie masz sposoby na przetrwanie, co ci teraz najbardziej pomaga?

Weronika Kwiatkowska

WERONIKA KWIATKOWSKA (zaprasza na bloga stanywewnetrzne.com): – Nowy Jork jest dzisiaj światowym epicentrum pandemii. A epicentrum epicentrum znajduje się na Queensie. Żeby było straszniej, najwięcej zachorowań i zgonów przypada na dzielnice o nazwach: Elmhurst, Jamaica oraz – uwaga – Corona! Można by to uznać za makabryczny żart, gdyby nie to, że codziennie umiera blisko 800 osób. Największe ogniska Covid-19 znajdują się jakieś 5-6 kilometrów od miejsca, w którym mieszkam, więc poczucie zagrożenia jest całkiem realne. Nastroje się zmieniają. Od początkowej paniki i paraliżującego strachu, przez poczucie bezradności i gniewu, po obojętność i coś na kształt akceptacji. Groza sytuacji objawia się tym, że wychodząc z domu (nadal nie ma zakazu opuszczania mieszkań, można spacerować, uprawiać sport itd.) wydaje się, że wszystko jest... normalnie. Owszem, większość sklepów jest pozamykanych i po ulicach chodzi dużo mniej ludzi, ale oprócz tego nic się – z pozoru – nie dzieje. Jest piękna, słoneczna wiosna. Kwitną kwiaty, śpiewają ptaki. Może jest trochę brudniej, bo od miesiąca służby nie sprzątają ulic i ciągle słychać karetki na sygnałach, ale poza tym... atmosfera przypomina raczej niedzielne, świąteczne popołudnie. Wczoraj byliśmy nad oceanem. Nowojorskie plaże są gigantyczne, więc mimo to, że było dużo spacerujących, każdy trzymał wymagany dystans. Bez problemu można poruszać się po mieście, bo cały transport publiczny działa. Nie ma kontroli, nikt nie wystawia mandatów za brak maseczki albo bieganie po parku. Jedyne utrudnienie to to, że zamknięto pralnię na rogu. Ale trochę dalej jest inna, z której można skorzystać, więc to nie koniec świata. Największym problemem, z którym muszę się zmierzyć, to utrata części zarobków. Pracowałam jako freelancer w kilku miejscach i niestety, z powodu pandemii zostałam pozbawiona większej części dochodu. Żyję z oszczędności. I pracy dziennikarskiej. Ale oczywiście martwię się o przyszłość. Co mi najbardziej pomaga? Chyba poczucie, że mam wokół siebie wiele serdecznych osób, które okazują duże wsparcie i podnoszą na duchu. Poza tym: książki, filmy i... koty. Ale chyba najważniejszą rolę odgrywa internet. Bez kontaktów online nie wyobrażam sobie przetrwania pandemii.

Rigewoodzki Superman, Fot. Weronika Kwiatkowska

Co cię zaskoczyło w tej sytuacji – pozytywnego i negatywnego?

– Zaskoczyło mnie, że Stany Zjednoczone, które w opublikowanym w październiku zeszłego roku Global Health Security Index (w którym oceniano poziom zabezpieczenia na wypadek epidemii) zajęły zaszczytne pierwsze miejsce (na 195 badanych krajów), są całkowicie nieprzygotowane na walkę z Covid-19. Nie mogłam uwierzyć, że pracownicy nowojorskich szpitali w pierwszych dniach pandemii mówią o tym, że brakuje im podstawowego sprzętu: maseczek, rękawiczek, kombinezonów. To, co się wydarzyło w Nowym Jorku, jest dla jego mieszkańców szokiem. Chyba nawet większym niż zamach na World Trade Center. Choć może wielu nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy, ponieważ atak, którego doświadczamy teraz, dokonuje się po cichu. Ludzie umierają w szpitalach i tylko zdjęcia ciężarówek chłodni na zwłoki (tzw. Body Collection Points) porozstawiane po całym mieście przypominają, że mamy do czynienia z prawdziwym zagrożeniem. Ale nadal nie jest to tak spektakularne jak widok samolotów, które uderzają w wieżowce. Dlatego, mam wrażenie, trudno dostrzec jakiekolwiek objawy paniki wśród nowojorczyków. Czasem podglądam przez kamery zainstalowane w centrum miasta, jak wygląda ruch na ulicach (np. słynna Piąta Aleja) i nie mogę uwierzyć, że miejsca, które zawsze były pełne ludzi, nawet nocą, dzisiaj są całkowicie puste. Z drugiej strony, znajomi wysyłają zdjęcia z parków na Brooklynie (np. Domino Park), gdzie w słoneczne popołudnie na ławkach i trawnikach przesiadują tłumy. Więc z jednej strony cieszy subordynacja nowojorczyków, puste wagony metra i puste ulice, z drugiej... wkurza, że jakaś część mieszkańców jednak ignoruje zalecenia władz.

Przed butikiem Ridgewood Queen, fot. Weronika Kwiatkowska

Jakie są te zakazy i nakazy?

– Jak wszędzie na świecie, zamknięto sklepy i firmy, które nie są kluczowe, tzw. „non essential businesses”, co ciekawe, oprócz sklepów spożywczych i aptek, do strategicznych zaliczono także sklepy monopolowe Obowiązuje zakaz zgromadzeń i praca zdalna, mieszkańcy miasta są proszeni o to, by przebywać jak najwięcej w domu, ale parki, plaże, lasy pozostają otwarte i można spacerować, zachowując odpowiedni dystans oraz uprawiać sport. Nie ma żadnych kar finansowych, można poruszać się samochodem, a znajomy oficer policji powiedział nawet, że jest odgórne ciche przyzwolenie na to, by w czasie pandemii nie wystawiać mandatów, np. za złe parkowanie lub inne drobne wykroczenia, ponieważ władze nie chcą dodatkowo obciążać finansowo mieszkańców, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej. Przesunięto też o dwa miesiące termin płacenia podatków (z kwietnia na lipiec), a także weszła ustawa, że przez najbliższe trzy miesiące zawieszone są wszelkie eksmisje i właściciel mieszkania, nawet jeśli najemca nie będzie przez te trzy miesiące płacił czynszu, nie może go wyrzucić z mieszkania. Kilka dni temu burmistrz miasta ogłosił, że wszystkie dzieci, które nie mają odpowiedniego sprzętu do nauki zdalnej, zostaną wyposażone w IPady firmy Apple oraz inne urządzenia znanych amerykańskich firm informatycznych. Są też uruchomione punkty pomocowe i banki żywności dla potrzebujących. Można ubiegać się o wsparcie finansowe (np dopłaty do czynszu i innych rachunków). Każdy dorosły Amerykanin spełniający kryteria otrzyma od państwa jednorazowy czek na 1200 dolarów. 

Jak zmieni się Twoje życie zawodowe, rodzinne, osobiste, gdy pandemia minie?

– To pytanie, które zadają sobie wszyscy. Czy świat wróci do tzw. normalności? Czy może na naszych oczach, kończy się epoka bliskich kontaktów, kompulsywnego przemieszczania się, turyzmu i pracy stacjonarnej? Może świat wirtualny, który już w dużej części zastępuje ten realny, przestanie być światem alternatywnym, a zacznie być dominującym? Na pewno chciałabym, żebyśmy wyciągnęli lekcję z tego niełatwego doświadczenia i zdobyli się na zmiany, np. przestali eksploatować planetę w tak haniebny sposób, w jaki robiliśmy to do tej pory oraz zmienili podejście do zwierząt, przede wszystkim kończąc z okrucieństwem chowu przemysłowego. Natomiast w węższym kontekście, czyli życia osobistego, to bardzo tęsknię za wychodzeniem na lunche, brunche, kolacje, wystawy, otwarcia itd. Nowojorczycy pół życia spędzają out, nikt nie spotyka się w domu, wszyscy wychodzą „na miasto” i życie towarzyskie kwitnie. Tego mi bardzo brakuje, więc gdy tylko pandemia się skończy, planuję dużą imprezę z przyjaciółmi. Mam również nadzieję, że powrócą spotkania Klubu Książki Ridgewoodteka, który prowadzę dla Polonii. W tej chwili uruchomiłam zajęcia online, ale nic nie zastąpi wieczorów przy książce i kawie, w pięknych okolicznościach miłej, lokalnej kawiarenki, dlatego liczę na to, że jeszcze w tym sezonie uda nam się usiąść przy wspólnym stole.

Podaj przykład jakiegoś działania, które ma na celu wspieranie wzajemne się społeczności, a które Tobie najbardziej się podoba albo może jest po prostu warte naśladowania przez innych w innych krajach:

– W niektórych częściach miasta, szczególnie na osiedlach, gdzie ludzie mieszkają w blokach/ wieżowcach, są oklaski dla medyków; u nas tego nie zauważyłam (niska zabudowa, niewysokie kamienice).

Czy w związku z zaistniałą sytuacją planujesz powrót do kraju?

– Zawsze planuję powrót do kraju. I nigdy (śmiech). Myślę, że gdyby pandemia wygoniła mnie z obecnego życia i musiałabym wrócić do domu, to pewnie byłoby to wynikiem jakichś tragicznych okoliczności, dlatego wolałabym nie prowokować, nawet gdybaniem, takiej ewentualności. Ale oczywiście tęsknię za rodziną, przyjaciółmi i miastem, w którym się wychowałam. Często zaglądam na strony „WW” i chętnie oglądam filmy, które pokazują zapamiętane ulice i bliskie sercu miejsca. Września to kawał mojego życia. Pozdrawiam wszystkich Czytelników „WW” i jeśli ktoś jest zainteresowany tym, co dzieje się w Nowym Jorku, zapraszam do śledzenia mojego bloga: stanywewnetrzne.com

Rozmawiała Ola Śliwczyńska-Kupidura

Osoby zainteresowane wzięciem udziału w tym projekcie, żyjące poza granicami Polski, zapraszam do kontaktu – adres e-mail: sliwczynskaola@gmail.com.

Ankieta

Czy masz za granicą kogoś z najbliższej rodziny?

Inne artykuły z cyklu „Wrześnianie za granicą w czasach zarazy”:

Marcus Beym – Margate, Wielka Brytania

Michał Erne-Wawrzyniak – Hamburg, Niemcy

OGŁOSZENIA DROBNE do GAZETY (ukażą się w piątek) lub na PORTAL (ukażą się natychmiast) nadasz tutaj

Cyfrowe wydanie numeru „Wiadomości Wrzesińskich” z 17 kwietnia kupisz tutaj.

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

17:00 16-04-2020