Wrzesińskie poczucie humoru – zabawny wpis na OLX-ie

Jeden z naszych Czytelników znalazł bardzo nietypowy wpis na portalu ogłoszeniowym. Mieszkaniec naszego powiatu wystawił 20-letnie UNO i niczego nie ukrywa, przeczytajcie opis „fury”:

gospodarka 18:35 09-01-20190 6
Koń jaki jest – każdy widzi…wróć, jak mawia się w wojsku. Samochód jaki jest – każdy widzi na załączonych zdjęciach. Choć nie do końca – z prostej przyczyny – na zdjęciach wygląda lepiej!!! Nie to, że majstrowałem przy nich godzinami w Photoshopie, nie…po prostu mój telefon (nie zdradzę marki, żeby nie było „product placement”) robi tak dobre zdjęcia. Uwierzycie?Ale przejdźmy do meritum, czyli dzisiejszej transakcji, na której oferuję (o czym znawcy motoryzacji i wszelkiego rodzaju koneserzy marki już zdążyli się przekonać po zamieszczonych fotkach) Fiata UNO 1.0, po niezbyt wygórowanej cenie. Tutaj powinien nastąpić opis – wzrost, wiek, waga…ale ponieważ mówmy o samochodzie sekcję „wzrost” zastąpimy sekcją „pojemność” – iście diabelskie wartości jeżeli odwrócimy ekran „do góry nogami” bowiem cyfra jego 999 centymetrów sześciennych. Wiek 20 lat nie stanowi o pełnoletności w niektórych krajach, gdzie np. wódę można kupić po ukończeniu 21-go roku życia. No ale nasze autko nigdy z wódą nic wspólnego nie miało, nie szlajało się po podejrzanych imprezach, żaden nietrzeźwy kierowca za kółkiem nie siedział. I wiem, co piszę, bowiem znam poprzedniego właściciela, który alkoholu najzwyczajniej nie tykał. Tak, tak…dobrze wywnioskowaliście – jestem drugim właścicielem Fiacika. Co więcej – auto ściągnięte było z salonu i w jego pierwszej dekadzie żywotności nawet garażowane i w pełni serwisowane. Co jak co, ale jego poprzedni właściciel miał bzika na punkcie Fiatów, a przesiadając się z „malucha” do UNO mógł się czuć bez mała jak lokalny macho – w 1999 roku niewiele było u nas na wsi osób, które mogły się poszczycić „salonową” furą. Laski, które wsiadały wtedy do UNO teraz są gdzieś pod czterdziestkę, ale założę się o letnie opony (a tak, są na wyposażeniu), że z rozrzewnieniem wspominają te chwile. Oczywiście nie namawiam w tym momencie do „podróży sentymentalnej” zachęcając do kupna, po prostu po dwudziestu latach auto się trzyma jak niejedna „czterdziestka”. Co prawda tu i ówdzie nadgryzione zębem czasu, ale uwaga – może jeszcze zaszaleć na drodze.Jednak to nie lata są najważniejsze, tylko przebieg, jak powiedział Indiana Jones do Marion Ravenwood w kultowych „Poszukiwaczach zaginionej arki”…cóż, nie wypada o nim nie wspomnieć – na dzień dzisiejszy UNO ma przejechane 126868 km! Wiem, że w dobie obecnych, licznikowych (nomen omen) przekrętów ta wartość przy dwudziestolatku brzmi trochę jak żart, ale fakt jest taki, że to realny przebieg. Jeżeli czytaliście uważnie, to wywnioskowaliście, że pierwszy właściciel jeździł nim do kościółka, ewentualnie odwieźć pannę do sąsiadującej wioski. Drugi właściciel to co innego – pokazał UNO jak wygląda kraj (co prawda „ściana wschodnia” skończyła się na Warszawie, no ale Stolica, jakby nie patrzeć), zagranica (tu kłaniają się czeskie, malownicze dróżki). UNO było też w Gdańsku i na Mazurach. Mogło być też nieco dalej, ale w pewnym momencie jego kariery zostało zastąpione przez nowszy model – co nie znaczy, że poszło najzwyczajniej w świecie w odstawkę – bo służyło dzielnie od tej pory jako bardzo wygodny transport do pracy. Tanie w utrzymaniu (nie to co nowe, znacie to – prawda?). Wszelkie naprawy były przeprowadzane na czas, zgodnie z harmonogramem. Może trochę o wadach, bowiem nikt nie jest idealny, a dwudziestoletnie auto również łapie się pod tę zasadę. Wspomniałem wcześniej o zębie czasu, więc Ci z Was, którzy mają trochę pojęcia o Fiatach od razu będą wiedzieli, że karoseria ta żadna „stal Kruppa” a zwyczajna słabszej jakości blacha, lubiąca często być atakowana przez korozję. Najbardziej widać to po drzwiach od strony kierowcy i pasażera. Oczywiście utalentowany blacharz szybko sobie z tym poradzi, leniwy klient po prostu dokupi nowe drzwi na jakimś portalu aukcyjnym i po kłopocie. Podwozie w bardzo dobrym stanie, nienapoczęte przez rdzę. Wnętrze miłe, wygodne. Auto odpala ładnie, bez dławienia się, chodzi równo – no ale ktoś napisałby, że przy 126 tysiącach to silnik się jeszcze nie dotarł. Nie wiem, nie znam się – ale UNOzaliczam do tych „analogowych”, bez gówien typu komputer pokładowy, który lubi często „siadać” zubożając przy okazji portfel właściciela o kilka portretów Władysława Jagiełły. Tylko naturalne zużycie – brzmi jak reklama, ale powiem Wam – UNO jeszcze nigdy mnie nie zawiodło. Tak, banał – każdy tak pisze, ale jak patrzę na zdjęcia to trochę sentyment mnie ogarnia. Co prawda trochę na nich nie widać, że lakier z przedniej maski nie jest w idealnym stanie, nosi ślady codziennych walk z kapryśną nierzadko aurą, przez co swe piętno odcisnęły tam deszcze na przemian z palącym słońcem. Na kolorze czerwonym to niestety wali po oczach. Uważny obserwator dostrzeże też przyklejony na taśmę prawy przedni kierunkowskaz, którego mi już się nie chciało naprawiać.Papiery w porządku, raz tylko w całej dwudziestoletniej karierze oglądane przez policjanta, czego osobiście doświadczyłem. Przegląd i ubezpieczenie ważne do połowy lutego 2019.Po numerach rejestracyjnych widać, że UNO jest do obejrzenia we Wrześni, do czego zachęcam.Zdaję sobie sprawę, że czasy świetności ma już za sobą, ale potencjalny kupca może być:- osobą szukającą taniego w eksploatacji autka służącego do dojazdów do pracy- handlarzem, który bo małym remoncie (blacha u drzwi) puści je dalej z zyskiem (parę stów na ulicy nie leży, co nie?)- zwariowanym kolekcjonerem Fiatów, który potrzebuje drugiego auta w celu wykorzystania na części zamienne- każda inna osoba, której spodoba się prezentowane UNO.Możliwość obejrzenia po wcześniejszym umówieniu się – dni powszednie po 17.00.Weekendy – cały dzień.

Życzymy szybkiej sprzedaży. Co myślicie o takim sposobie na klienta? 

Thumb img035

Waldemar Śliwczyński

18:35 09-01-2019