Wrzesińska „żużlowa” pisarka w słusznej sprawie

Joanna Krystyna Radosz, wrocławianka z urodzenia, wrześnianka z wyboru, nie może usiedzieć na miejscu. Kiedy nie lata do Moskwy, wykłada na uczelni, kiedy nie kibicuje rozgrywkom żużlowym, pisze książki. Teraz autorka „Czarnej książki” i „Czarnej książki. Zostać mistrzem” zajęła się działalnością charytatywną.

społeczeństwo 22:33 07-02-20190 0
Joanna Krystyna Radosz z debiutancką książką

„WW”: Do tej pory twój związek z Fundacją Speedwaya polegał na tym, że przekazywałaś jej dochód ze swoich książek, ale od niedawna stał się o wiele bardziej ścisły. Co się wydarzyło?

JOANNA KRYSTYNA RADOSZ: – Przez ostatni rok współpracowaliśmy z Fundacją przede wszystkim na poziomie sprzedaży moich książek i przekazywania dochodu z nich na rehabilitację kontuzjowanego żużlowca, Witalija Biełousowa. W październiku jednak postanowiliśmy zacieśnić więzy współpracy. Konkretnie: panowie z Fundacji zaproponowali mi stanowisko członka zarządu. Chętnie przyjęłam te obowiązki, tym bardziej że pozwalają mi systemowo zajmować się tym, czym dotąd zajmowałam się jako osoba prywatna i – przyznaję – dość chaotycznie.

Jak odnalazłaś się w nowej roli?

Mam wrażenie, że rzeczy zaczęły się tak po prostu dziać. Przede wszystkim – padło hasło: zmieniamy wektor działania. Fundacje pomagające kontuzjowanym chłopakom już są, nie wymyślimy koła. Oprócz tego, że będziemy wspierać kilku zawodników w dochodzeniu do zdrowia, potrzebujemy podstawowego celu. Tym celem stała się pomoc młodym żużlowcom, którzy mają talent, chcą pracować, chcą się doskonalić, ale brakuje im pieniędzy. Potem ta wizja została rozszerzona: nie tylko pieniędzy, ale też możliwości takich, jakie ma polska żużlowa młodzież. Postanowiliśmy – nieco szaleńczo – wspomóc rozwój żużla za granicą, poczynając od małych kroczków i pracy totalnie u podstaw, czyli z samymi wschodzącymi gwiazdami.

Skąd pomysł, żeby pomagać zawodnikom spoza Polski? Czy nie byłoby lepiej zacząć najpierw od własnego podwórka?

Polska to w tym momencie mekka żużla. Tutaj ten sport rozwija się śpiewająco, nasza najniższa liga ma siłę rażenia nadal porównywalną lub większą niż kilka lig z innych krajów Europy. W Polsce w żużlu są największe pieniądze, największy biznes, najwięcej sponsorów. To nie znaczy, że u nas jest tak różowo, o czym świadczy chociażby fakt, że naszym podopiecznym jest też 12-letni adept z Akademii Janusza Kołodzieja, Kajetan Kupiec. Trzeba uzmysłowić sobie jednak, że w innych krajach jest jeszcze gorzej. Nie ma sponsorów. Żużel nie ma praktycznie żadnego zaplecza finansowego i niewielką rozpoznawalność na skalę kraju. A jeżeli my, z poziomu naszego polskiego żużlowego bogactwa, nie pomożemy innym krajom, to w pewnym momencie możemy zostać w tej dyscyplinie sami – Polacy i bogacze z kilku krajów, których stać na ten drogi sport i którzy mają dość fantazji, żeby uprawiać tak egzotyczną dyscyplinę. Docelowo chcielibyśmy uczestniczyć w rozwoju żużla w kilku krajach. Na poziomie federacji, na poziomie ogólnokrajowym. Teraz zaczynamy od wspierania pojedynczych zawodników – dwóch młodych i utalentowanych chłopaków z Rosji. Jak to wypali, pójdziemy o krok dalej.

Kajetan Kupiec jest pierwszym podopiecznym Fundacji Speedwaya w sezonie 2019 

Kim są wasi obecni podopieczni? Ilu ich jest?

W tym momencie łącznie jest to czterech chłopaków. Witalij Biełousow, na którego wciąż jest przekazywany dochód z „Czarnej Książki”. W 2015 roku odniósł poważną kontuzję, po której nie każdy wraca do zdrowia – a dzięki rehabilitacji Witalij już trenował na torze żużlowym. Kajetan Kupiec, jak mówiłam, to 12-letni adept żużla z południa Polski. Pomagamy mu zdobyć pieniądze na sprzęt, w końcu uprawianie żużla to droga sprawa. Za jego talent ręczy jeden z najlepszych Polaków w Ekstralidze – Janusz Kołodziej, wciąż aktywny żużlowiec i założyciel szkółki, w której chłopcy tacy jak Kajetan mogą się uczyć żużlowego fachu. Oprócz tego mamy pod opieką dwóch rosyjskich juniorów. Starszy, Roman Lachbaum, przed rokiem podpisał kontrakt w Ekstralidze, dokładnie w Grudziądzu. Chłopak ma 20 lat, naprawdę sporo talentu i ogromnego pecha – w mieście, z którego pochodzi, klub żużlowy zamknięto, kiedy miał kilka lat. Zaczął trenować w pobliskim ośrodku – i on upadł. Teraz jego macierzą jest Togliatti, miasto gospodarz tegorocznych mistrzostw par (Speedway of Nations). Roman ma talent, ciężko pracuje, ale nie ma zbyt wielu sponsorów, co uniemożliwia mu zakup dobrego sprzętu i tym samym występy na najwyższym poziomie. Drugi z Rosjan to 15-letni Paweł Nagibin ze szkółki żużlowej w Saławacie w Baszkirii. Miałam przyjemność odwiedzić to miejsce w grudniu i byłam pod wrażeniem tego, jak niewielkim kosztem i praktycznie bez wsparcia sponsorskiego grupie zapaleńców udało się zorganizować szkółkę motocrossowo-żużlową dla kilkudziesięciu chłopaków. Paweł dopiero zaczyna przygodę w dorosłym żużlu, ale już podpisał kontrakt w polskiej lidze – będzie jeździł w drugoligowym zespole z Rawicza. Obaj potrzebują nie tylko pieniędzy, ale też wsparcia związanego z budową bazy w Polsce. Każdorazowe podróże z Rosji na mecze są nieopłacalne, trzeba się na dobre osiedlić w Polsce, co oznacza konieczność załatwienia licznych formalności i naukę języka. Z tym też pomagamy. Moi koledzy z Fundacji są prawnikami, ja zajmuję się kwestiami językowymi. Przy czym muszę dodać, że i Roman, i Paweł zaczęli się uczyć języka sami, oglądając mecze polskich lig. Możemy więc stwierdzić, że żużel sprzyja promocji polskiej kultury za granicą!

Dwanaście i piętnaście lat to strasznie mało, zwłaszcza jak się pomyśli, że w żużlu niezbędny jest motocykl, a w tym wieku nawet nie można przystępować do egzaminu na prawo jazdy. Co pcha tak młodych chłopaków w stronę żużla, że zaczynają go trenować, zanim w ogóle usiądą na zwykłym motocyklu?

Pasja. Głód adrenaliny. To zazwyczaj są chłopcy, którzy mają za sobą co najmniej rok startów na motocrossie. Na crossówkę można posadzić i pięciolatka. Dla niego to zabawa, która niekiedy przeradza się w miłość do motosportu. Potem takich chłopak rośnie, kiedy kończy 11-12 lat, może siąść na motocykl żużlowy, i wielu zakochuje się w tej dyscyplinie. Wyścig żużlowy jest krótki, trwa około minuty, i to jest minuta przypływu tak niesamowitej adrenaliny, że nawet kibic może się uzależnić, a co dopiero zawodnik.

Jak wyglądają zajęcia członkini zarządu w fundacji? Jakie masz obowiązki? Czy twój głos ma znaczenie, czy jesteś jednym z wielu trybików?

Tak naprawdę jest nas raptem kilkoro, więc decyzje podejmujemy wspólnie i obowiązkami dzielimy się na bieżąco. Każdy głos ma znaczenie, każdy działa w swojej niszy – ja na przykład odpowiadam przede wszystkim za kontakty międzynarodowe – ale nie mamy ściśle porozdzielanych zadań. Trzeba napisać coś na stronie na Facebooku? Nie ma sprawy. Sprawdzić informacje w regulaminie? Załatwione.

Ekipa Fundacji Speedwaya z Emilem Sayfutdinovem; w różowej czapce Joanna Krystyna Radosz 

Kontakty międzynarodowe? Czyli wręcz idealnie, biorąc pod uwagę twoje wykształcenie i zawód. Chyba szybko odnalazłaś się w tej roli.

Kontakty międzynarodowe brzmią tak dumnie, a naprawdę chodzi o bardzo nieformalne rozmowy z naszymi podopiecznymi oraz potencjalnymi partnerami – więc tak, to wymarzona praca dla mnie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że rozmawiam nie tylko z Rosjanami i nie tylko po rosyjsku. Ostatnio przyszło mi nawet odbywać konwersację w trzech językach naraz: angielskim, norweskim i... polskim!

Fundację Speedwaya wspierają znani żużlowcy, prawda?

Tak jest. Naszymi ambasadorami w ubiegłym roku byli Indywidualny Mistrz Polski, Szymon Woźniak, Indywidualny Mistrz Świata Juniorów oraz Drużynowy Mistrz Polski, Bartosz Smektała, a także Indywidualny Mistrz Europy, Indywidualny Mistrz Świata Juniorów, mistrz świata w drużynie i medalista cyklu Grand Prix, Rosjanin Emil Sajfutdinow. Z tym ostatnim niedawno „przedłużyliśmy kontrakt”, ale i nasi polscy ambasadorzy są bardzo chętni do dalszej współpracy.

Szymon Woźniak, ambasador Fundacji Speedwaya 

Nie kusiło cię nigdy, by spróbować się ścigać?

Kusić kusiło. Ale wiem, że żeby w ogóle siąść na motocyklu żużlowym i wejść w łuk, trzeba mieć porządne przygotowanie fizyczne, na które dotychczas nie miałam czasu ani odwagi. Ale w przyszłości – dlaczego nie?

Na zakończenie – co poza fundacją? Jakie masz na najbliższy czas plany: naukowe, literackie?

Skończyć rozprawę doktorską. To w tym momencie priorytet. Ale spokojnie, działalności literackiej ani nie kończę, ani nie zawieszam. Chcę dalej pisać, dawać radość i samej czerpać przyjemność z tworzenia.

Czyli zobaczymy w przyszłości kolejną „Czarną książkę”?

Pewnie! Nie chcę podawać dat, ale jedno mogę już powiedzieć na pewno: w trzeciej antologii akcja bardziej skupi się na rozmaitych polskich wątkach w żużlowersum. Wiem, że na to czekało wiele osób, a ja mam już dość materiału, żeby taki zbiorek stworzyć.

Rozmawiała Anna Tess Gołębiowska

Fundację Speedwaya można śledzić na Facebooku oraz na stronie FundacjaSpeedwaya.pl.

Cele statutowe fundacji można wesprzeć przelewem na konto:

mBank: 23 1140 2004 0000 3202 7722 5754Fundacja Speedwaya ul. Półwiejska 25/3 61-886 Poznań

Thumb anna tess go%c5%82embiowska fot idzikowski 1

Anna Tess Gołębiowska

22:33 07-02-2019