Wojowniczy Haremzowie w drodze do Paryża

Świadomość, że walkę mają we krwi, dojrzewała stopniowo. Teraz bez taekwondo nie wyobrażają sobie życia. 

sporty walki 10:37 16-01-20190 0

To życie, mimo że usiane wyrzeczeniami, już jest okraszone trofeami i satysfakcją. A to tylko początek. Przed sobą mają całą karierę – i tę trenerską, i tę zawodniczą. Bo rodzinie Haremzów, zasiedziałej od pokoleń we Wrześni, marzy się przede wszystkim olimpijski start. I wcale nie bezzasadnie. Na szyjach trojga z nich zawisły już medale mistrzostw Polski seniorów. W tym wymiarze są wyjątkowi.

BASKET NA STARCIE

Choć przodkowie Tomasza nie stronili od ruchu, to nie traktowali sportu w kategoriach samorealizacji. Ćwierć wieku temu, wówczas dwunastolatek, nieoczekiwanie wpadł w sidła sportowej rywalizacji w Szkole Podstawowej nr 2.

– Początkowo nie zapowiadał się na dobrego koszykarza. Był za niski, ale miejsce w zespole potrafił wywalczyć sobie pracowitością. Gdy powstała „piątka”, przenieśliśmy się tam z całą drużyną. Tomasz nagle wyskoczył w górę i już w starszych kategoriach był ważnym ogniwem w zespole Ryszarda Kurzawskiego – wspomina Jarosław Graczyk, pierwszy trener Tomasza Haremzy.

– Po koszykówce przyszła kolej na sporty walki. Zawsze czułem do nich pociąg – zwierza się Tomasz. – Miałem już co prawda 25 lat, gdy zaczynałem we wrzesińskim Tigerze, u braci Wesołków, ale nie brakowało mi wytrwałości. I się opłaciło. W 2007 r. na mistrzostwach w Śremie osiągnąłem swój największy sportowy sukces w taekwondo: zostałem wicemistrzem kraju seniorów – dodaje.

Zdawał sobie sprawę, że po trzydziestce trudno będzie poprawić ten wynik. Zdecydował, że skoncentruje się na roli trenera. Tym bardziej że miał kogo szkolić. Był już szczęśliwym ojcem.

KWIAT MŁODOŚCI

– Zmieniłem klub, założyłem własny. Długo zastanawiałem się nad nazwą. Ostatecznie stanęło na Hwarangu. Słowo to oznacza po koreańsku „kwiat młodości”, a odnosi się do rycerza, człowieka szlachetnego, ale i wojownika – tłumaczy głowa rodu Haremzów.

By powiązać nazwę z Wrześnią, początkujący szkoleniowiec, a jednocześnie prezes klubu, założył, że tym kwiatem będzie wrzos. I to właśnie on widnieje w klubowym herbie.

Szkolenie zaczął od podstaw. Pracował z młodzikami, ci rośli i z biegiem czasu zaczęli odnosić sukcesy. Tak duże, że może zakręcić się w głowie. Już za 2017 rok Hwarang w Systemie Sportu Młodzieżowego zdobył we współzawodnictwie sportowym worek punktów. Za 2018 r. jeszcze pomnożył zdobycze, ugruntowując swoją drugą pozycję wśród wszystkich wrzesińskich klubów różnej maści.

ZWĄTPIENIE KRYSTIANA

– Nigdy nie wywierałem żadnej presji na moje dzieci. Decyzję o podjęciu treningów podejmowały autonomicznie, w różnym wieku, a czasami po okresie fascynacji inną dziedziną życia – zapewnia szkoleniowiec Hwaranga.

Najwcześniej, ze względu na wiek, przygodę z taekwondo rozpoczął Krystian.

– Ojciec imponował mi pracowitością. Zawsze był dla mnie wzorem sportowca. Potem, z wiekiem dotarło do mnie, że nikt lepiej nie potrafi udzielić mi wskazówek – przekonuje utalentowany zawodnik, który zaczyna coraz więcej znaczyć w kraju.

– Krystian miał momenty zwątpienia. Po blisko dziesięciu latach pracy brakowało mu spektakularnych wyników. Półtora roku temu przyplątała się fatalna kontuzja, która wyłączyła go na sześć miesięcy z treningu. Paradoksalnie ta przerwa dała mu kopa. Wrócił na matę z czystą głową, co zaowocowało wynikiem. W 2018 r. wywalczył dwa brązowe krążki, najpierw w mistrzostwach kraju juniorów, a po chwili w mistrzostwach seniorów – wylicza ojciec.

– Czekam na rok 2019, bo mam ambicje związane z czempionatem kraju młodzieżowców. Kroją mi się też występy międzynarodowe. W dłuższej perspektywie myślę o starcie w igrzyskach olimpijskich. Pewnie jeszcze nie tych tokijskich w 2020, ale cztery lata później jest przecież Paryż – snuje plany blisko dwumetrowy taekwondzista.

TANIEC DAGMARY

– Ze starszą z córek było inaczej. Początkowo fascynował ją taniec. Na tatami nie trafiła od razu, czego nie żałuję. Myślę, że taniec pomógł Dagmarze. Ma luz, czuje rytm, co w walce jest niezwykle ważne przy wzroście grubo ponad 180 cm – zauważa ojciec.

Wrześnianka szybko zaczęła odnosić sukcesy. Juniorskie medale zdobywała seryjnie, sukcesy odnosiła także na międzynarodowych zawodach. Ubiegłoroczna jesień była jednak wyjątkowa. Dagmara wystartowała w mistrzostwach Polski seniorek i od razu zdobyła złoty medal w swojej kategorii wagowej.

Przy okazji stała się członkinią ekskluzywnego grona wrzesińskich sportsmenek. Dotychczas tylko cztery kobiety urodzone w naszym mieście zostały mistrzyniami kraju seniorek. Dagmara jest piątą, a członkostwa dostąpiła w wieku 17 lat!

– Jest zadziorem. Pamiętam taką walkę z Czeszką na jednym z turniejów. Rywalka była pewna siebie i okazywała to przed pojedynkiem bardzo ostentacyjnie. Gdy po pierwszej rundzie Dagmara siadała na krzesełku, rzuciła do mnie: „Teraz już tak się nie śmieje”. Faktycznie, Czeszce nie było już do śmiechu.

– W 2019 r. są Mistrzostwa Europy Juniorek i chciałabym na nich wystąpić. Nic więcej nie chcę mówić, by nie zapeszyć. To są plany na ten rok. A na przyszłość? Start w igrzyskach olimpijskich, choć zapewne dopiero w Paryżu. Trenuję teraz i uczę się razem z bratem w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Poznaniu, ale fachowych uwag i pomocy ojca, tu, w domu, nic nie jest w stanie zastąpić – przyznaje Dagmara.

NAJMŁODSZA LATOROŚL

– Hwarang to nie tylko Haremzowie. Dwa razy w tygodniu trenuje u nas sporo dzieciaków, wielu bardzo utalentowanych. Dla ich dobra nie chcę wymieniać, kto ma największą szansę zaistnieć na międzynarodowych matach – zaznacza Tomasz Haremza. – Wyjątek zrobię może jedynie dla Weroniki Przybysz, która już odnosi juniorskie sukcesy – dodaje szkoleniowiec i prezes Hwaranga.

W tej grupie twardych charakterów – bo tylko tacy młodzi adepci nadają się do sportów walki – jest też 12-letnia Nikola Haremza. Podobnie jak jej starsza siostra, zaczynała od tańca. O tym, czy pójdzie utartym przez rodzinę śladem sukcesów w taekwondo, zadecyduje niedaleka przyszłość.

Thumb ww nowacki

Leszek Nowacki

10:37 16-01-2019