To nie ich znoszono ze Śnieżki! Rozmowa z uczestnikiem wyprawy w kąpielówkach

Kiedy rozmawiałam z Kamilem „Kamoszką” Stachowiakiem o jego „rozbieranej” wyprawie na Śnieżkę, żadne z nas nie podejrzewało, że kilka dni później temat zdobywania gór w kąpielówkach stanie się numerem jeden różnych stacji telewizyjnych. Powracamy więc do tematu i precyzujemy – to dwie różne wyprawy.

aktualności 22:49 07-12-20180 28

1 grudnia Śnieżkę zdobyła czteroosobowa ekipa morsów z gminy Września: Kamil Stachowiak, Dorota Jewczuk oraz Tomasz i Anna Klukowie. Wyprawa zakończyła się sukcesem. Niezależnie od nich z górą i temperaturą 4 grudnia zmierzyła się siedmioosobowa grupa (trzy kobiety i czterech mężczyzn) „Icemanów” z Holandii, Anglii, Francji, Szwecji i Irlandii. W tym przypadku musiał interweniować GOPR – ratownicy ewakuowali poszukiwaczy przygód w stanie hipotermii. Z relacji wynika, że to pierwsza tego typu interwencja, choć o podobnych wspinaczkach słyszą od co najmniej dwóch lat.

Zbieżność dat sprawiła, że wiele osób pomyliło obie wyprawy i odzywało się do wrzesińskich morsów w przekonaniu, że to ich wspinaczka zakończyła się interwencją GOPR-u. W najnowszym numerze „WW” opublikowaliśmy rozmowę z Kamilem Stachowiakiem, a tutaj – foto- i wideorelację ze wspinaczki. Teraz wracamy do tematu, by porozmawiać o kwestiach bezpieczeństwa i przygotowania do tak ekstremalnego sportu.

„WW”: Wspomniałeś, że po Waszej wyprawie na Śnieżkę przez trzy dni byliście bohaterami, a potem się zmieniło...

KAMIL STACHOWIAK: Cały czas jesteśmy bohaterami! Zwłaszcza w obliczu ostatnich wydarzeń. To nam się udało zdobyć szczyt i wrócić w komplecie bez uszczerbku na zdrowiu, w szczęściu i radości (śmiech). Myślę, że wśród ludzi, których spotykaliśmy na swojej drodze, nadal budzimy pozytywne odczucia. Po prostu byli tam i widzieli nasze zmagania i mieli okazję z nami porozmawiać, czy to na szlaku czy to w Domu Śląskim. I myślę, że byli na tyle uważni, żeby dostrzec, że mijali się z nami na szlaku w sobotę, 1 grudnia, i nie mamy nic wspólnego z ekipą, o której trąbią media, która to wchodziła trzy dni później. Jeśli ktoś uważnie czyta doniesienia prasowe, powinien zauważyć, że dzieliło nas kilka dni. Ale po wiadomościach, jakie otrzymujemy, można odnieść wrażenie, że ogromna część komentatorów podchodzi do serwowanych im informacji z dużym brakiem uwagi i refleksji i… posądza nas o brak odpowiedzialności, zaangażowanie GOPR-u do zniesienia nas z góry i kłamstwo na Waszych łamach, jakoby wyprawa się udała. Raz jeszcze podkreślę – nie mamy niczego wspólnego z nieudanym wejściem na Śnieżkę, o którym głośno w ostatnich dniach.

Czy skomentowałbyś tę feralną wyprawę?

Nie znam szczegółów wyprawy, aby ją komentować. Znam przekaz z mediów, którym niekoniecznie ufam, ponieważ nikt z redaktorów nie szedł z nimi. Nie wiem, kim są ludzie, którzy tego dnia wyszli w góry, nie wiem czy i jak się do tego przygotowywali, jakie mieli cele i motywy do wejścia na Śnieżkę w tych strojach. Wiem, że nie takiej pewnie odpowiedzi oczekiwałaś, ale nie chcę wejść w rolę eksperta od wypraw zimowych w kąpielówkach, jakich nam się w ostatnich dniach namnożyło w internecie. Choć wiedzę mam większą od pozostałych, bo przekonałem się na własnej skórze, czym jest zdobywanie Śnieżki w kąpielówkach, to nie skomentuję tej wyprawy. Wydarzyło się coś, co przerwało wyprawę i uniemożliwiło szczęśliwe jej zakończenie. Należy przeanalizować, na którym etapie wyprawy wystąpił czynnik, który zadecydował o jej niepowodzeniu. Czy na etapie przygotowań, czy już samej realizacji.

Jak wyglądały Wasze przygotowania do wyprawy? W jaki sposób zadbaliście o swoje bezpieczeństwo?

Z Tomkiem od lat morsujemy w ekstremalny sposób. Wystawiamy swoje ciało na długotrwałe działanie zimna i jest to dla organizmu bardzo wymagające. Nasze morsowanie to każdorazowo pływanie minimum godzinę, co jest olbrzymim wydatkiem energetycznym dla organizmu. Początki to była walka ze samym sobą, a raczej z blokadami, które człowiek ma w głowie. W miarę treningu udało się odblokować i nasze organizmy nie reagują już na zimno w taki sposób, jak kilka lat temu. W trakcie pływania zawsze komentujemy, że woda o temperaturze 2-3 stopni to komfortowe warunki do pływania (śmiech). To naprawdę dobry trening, który stał się częścią składową naszych przygotowań do Śnieżki. Oprócz tego zadbaliśmy o sprzęt w postaci raków, termosów z gorącą herbatą, ciepłej odzieży na wypadek pogorszenia się warunków, choć zakładaliśmy, że całość wyprawy realizujemy w kąpielówkach. Tylko w krytycznej sytuacji, którą każdy z nas by trafnie ocenił, sięgnęlibyśmy po odzież. To właśnie zdrowy rozsądek, o którym nie należy zapomnieć. Góry nie wybaczają błędów, więc trzeba być o krok naprzód i nie dać się zaskoczyć. Jestem ratownikiem WOPR, przygotowanym także do ratownictwa śniegowego i lodowego, i potrafię trafnie ocenić realne warunki. Dorota jest pielęgniarką i doskonale zadbała o wyprawową apteczkę, której wyposażenie było przygotowane specjalnie do skrajnie zimowych warunków. Tomek powiedział kiedyś, że czuje się ze mną bezpiecznie i dlatego tak chętnie wchodzi w tak szalone pomysły. Jesteśmy bardzo zgranym zespołem i jeden jest odpowiedzialny za drugiego. Myślę, że tylko w takiej dobrej relacji możliwe jest osiąganie kolejnych sukcesów w zimowym pokonywaniu siebie. Nie należy zapominać o mentalnym przygotowaniu. Można zrobić kondycję fizyczną, ale jeśli zawiedzie psychika, nie ma mowy, aby zrobić krok w którąkolwiek stronę. Wtedy pozostaje liczyć na pomoc odpowiednich służb. Jak wspominałem wcześniej, należy zaprogramować odpowiednio swój umysł na powodzenie takiej wyprawy i realizować ułożony plan. Nam, jak widać, wszystko doskonale się udało i jestem spokojny o kolejne wyprawy.

Czy mieliście plan B na wypadek, gdyby coś się Wam stało?

Tak, plan B każdy z nas niósł w swoim plecaku i jeśli byłaby taka potrzeba, przeszlibyśmy do jego realizacji. Jak wspominałem, byłaby to ostateczność i tylko raz o tym sobie powiedzieliśmy. Zaprogramowaliśmy się na sukces wyprawy i wiedzieliśmy, że na się uda. Byliśmy piekielnie dobrze przygotowani, co w połączeniu z niesamowitą atmosferą gór dało świetny wynik. Naprawdę, ogromną rolę odgrywa mentalne przygotowanie. Ale to trening samego siebie. Trzeba po prostu mieć w sobie wolę nieustającej walki i zwyciężania. Dzięki temu wiesz, że każde kolejne przedsięwzięcie zakończy się sukcesem. Należy dodać, że na zdjęciach, które pojawiły się w sieci, wygląda to pięknie. Ale zdjęcia nie oddają zarówno całego piękna, jak i trudów, z którymi każdy z nas musiał się zmierzyć w niektórych punktach wyprawy. Ale jeszcze raz powtórzę – na początku wyprawy widzieliśmy siebie szczęśliwych już po zdobyciu Śnieżki, czytających po powrocie gratulacje od znajomych i słowa uznania od osób, które gdzieś się o nas dowiedziały. Nasza projekcja nie zakładała fali krytyki, jaka przez pomyłkę dotknęła uczestników naszej wyprawy, dlatego nie należy się nią przejmować. Nie ma na to miejsca w naszej historii!

Czy po relacjach o nieudanej wyprawie przeszło Ci przez myśl, że ktoś może się Wami zainspirować? Zobaczyć, uśmiechy na twarzach zdjęcia i ruszyć w góry bez przygotowania, a w skrajnie pesymistycznej wersji  już z nich nie wrócić?

Absolutnie nie! Mam nadzieję, że nie doczekaliśmy jeszcze czasów, gdy ludzie coś widzą i zaraz, bez zastanowienia to robią. Inaczej natychmiast należy zakazać telewizji, kina, książek... tam jest jeszcze więcej do naśladowania. Nie sądzę, żeby osoby biorące udział w nieudanej wyprawie inspirowały się naszym wejściem. Z tego, co usłyszałem, była to zagraniczna ekipa, która nie miałaby czasu na przygotowania między naszą a ich wyprawą. Chyba, że tego czasu właśnie zabrakło... nie sądzę. Co do inspiracji – okazało się, że odkryliśmy przed ludźmi nowy rozdział do zimowej aktywności, takiej ekstremalnej i udowodniliśmy, tak namacalnie, że to rzeczywiście możliwe. Ale wszyscy oni, pytają jak się przygotować, czy mogą uczestniczyć w naszych treningach i wreszcie czy mogą z nami wyruszyć na kolejną wyprawę. Złamaliśmy kolejną barierę zimna i część z zainspirowanych naszym wyczynem osób zacznie od zimnych kąpieli pod prysznicem, część zacznie niebawem morsować, a jeszcze inna część rozpoczyna właśnie przygotowania do styczniowej wyprawy. Góry, zwłaszcza te zimowe, nie są dla każdego. Zwłaszcza jeśli jedynym strojem mają być buty i kąpielówki. Jeśli mamy tego świadomość, to nie ma najbardziej pesymistycznej wersji, o którą zapytałaś, czyli niepowrotu. Z drugiej strony nie możemy odpowiadać za to, że ktoś zobaczył, że nam się udało i w jego głowie powstał też taki pomysł. I zabrał się za jego realizację bez przygotowania. To bardzo ekstremalny sport i należy mieć tego świadomość. Jeśli komuś świta pomysł, zapraszam do kontaktu.

Dzięki wielkie za rozmowę. To tyle z mojej strony. Chcesz coś jeszcze dodać?

Żeby szanować czyjąś pasję i sposób na życie. Nawet jeśli jej nie rozumiemy, należy ją szanować. Dzięki takim ludziom odkrywamy i poznajemy świat i ludzkie granice. I że zanim się kogoś oceni, źle czy dobrze, warto poznać jak najwięcej szczegółów żeby później nie przepraszać (śmiech).

Rozmawiała Anna Tess Gołębiowska

Zdjęcia: archiwum prywatne Kamila Stachowiaka

Wrzesińska wyprawa liczyła cztery osoby, ale na szczycie spotkała innych miłośników ekstremalnego wypoczynku
„Kamoszka” zwracał na siebie uwagę na szlaku
Tomasz Kluk i Kamil Stachowiak morsują od lat
Kamil Stachowiak i Dorota Jewczuk byli przygotowani na ewentualne komplikacje

Thumb anna tess go%c5%82embiowska fot idzikowski 1

Anna Tess Gołębiowska

22:49 07-12-2018