Tańczący z wojnami. Mój dziadek Andrzej Adamczak

Żołnierska sylwetka. Prostota, powściągliwość i kult wolności. Pod poduszką „Trylogia” Sienkiewicza. Urodzony pod wojenną gwiazdą. Mój dziadek Andrzej Adamczak (1890–1974).

sylwetka 13:07 05-01-20190 0

Jakim był żołnierzem, dowiedziałem się dopiero z internetu, sam będąc już na emeryturze. Po dziadku nie zachowały się żadne dokumenty. Jedynie kilka obrazów z dzieciństwa i przekazów ojca. Oto one.

WRZEŚNIA, województwo poznańskie, lata 60. Ulica Słowian, ogród

Wakacje. Jadę z dziadkiem rowerem na ogród. Siedzę na rurze i obserwuję, jak spod opony pryska piasek. Od tego czasu uwielbiam jazdę rowerem po ubitych, szemrających piachem ścieżkach.

Dziadek rwie agrest do skupu. Uzbrojony w łuk, z piórem we włosach, tropię blade twarze w wielkim ogrodzie. Zakradam się od tyłu, celuję i trafiam go strzałą w plecy. Dziadek zrywa się z taboretu, ze złością wyrywa mi łuk i łamie na pół. Becząc, uciekam w najdalszy kąt ogrodu. Po pół godzinie znajduje mnie i pociesza:

– No, nie płacz już.

W ręku trzyma nowy, klonowy łuk i napinając cięciwę, pyta:

– Dobry będzie?

Pośrodku ogrodu stoi stara szopa. W szczelinach słońca tnących jej wnętrze tańczy kurz. Dziadek drzemie w fotelu z przechyloną głową na oparciu. Poprzez otwarte na oścież drzwi widać zagon truskawek i cztery czereśnie pod płotem. Mruczą owady, brzęczą pszczoły. W niespokojnym śnie otwiera oczy i wykrztusza niezrozumiałe słowa, żylastymi dłońmi szarpiąc poręcze fotela, po czym znów je rozluźnia, bierze głębszy oddech i ponownie zasypia.

Siedzę przed szopą na zydlu. Naprzeciwko dziadek w fotelu ćmi sporta przez szklaną lufkę. Pytam, ilu Niemców zabił na wojnie. Nigdy nie otrzymuję odpowiedzi. Ani słowa o wojnach. Kiedyś powiedział mi tylko:

– Zapamiętaj, Niemcy zawsze byli wrogami Polaków, ale nie ukrywali się z tym i przynajmniej stawali do walki twarzą w twarz. Natomiast Rosjanie mówili, że są przyjaciółmi, a wbili nam nóż w plecy.

Nie wiedziałem, o co chodzi z tymi Rosjanami, braćmi i wyzwolicielami. Niemców się bałem. Wyobrażałem sobie ich jako ludzi bez twarzy, jak ich przedstawiano na pomnikach.

Idziemy z dziadkiem wystrugać strzały do łuku. W pewnym momencie dziadek chwyta nos w dwa palce i odchylając głowę do tyłu, wydmuchuje jego zawartość w pobliskie krzaki. Następnie wyjmuje chusteczkę i wyciera nos. Próbuję wysmarkać się „po wojskowemu”. Nie wychodzi. Pobrudziłem koszulkę.

Dziadek z moją kuzynką Elżunią, około 1956 r.

Ulica Lenina, mieszkanie rodzinne

Przy stole w kuchni siedzą ojciec z dziadkiem. Na stole ćwiartka wódki z czerwoną etykietką. Zaparzają herbatę i dolewają do niej wódki.

– Druga strona gadała... – zaczyna dziadek.

– E, facik, przestałbyś już – przerywa mu ojciec.

– A, głupi jesteś – mówi dziadek.

Facik – od niemieckiego „Fater”, ojciec. „Druga strona” – Radio Wolna Europa. Wtedy nie rozumiałem, o co chodzi. Dziś wiem, że ojciec starał się chronić nas od prawdy o tamtej rzeczywistości.

PRUSY ZACHODNIE, koszary wojskowe (przekaz ojca)

Dziadek Andrzej, wcielony do armii niemieckiej, jest na ćwiczeniach w koszarach. W kantynie jakiś niemiecki żołnierz wyzywa go od polskiej świni. Dziadek bez chwili namysłu wymierza mu cios w głowę kuflem od piwa. Następnego dnia stoją przed pruskim dowódcą „na dywaniku”, pokrzywdzony żołnierz z bandażem na głowie. Dowódca po wysłuchaniu obydwu zwalnia dziadka, a Niemca skazuje na kilka dni aresztu ścisłego.

VERDUN, I wojna światowa (przekaz ojca)

Dziadek bije się pod Verdun w armii niemieckiej. Pewnego dnia, na zwiadzie, oddala się od swego oddziału z zamiarem przejścia na stronę francuską. Kiedy dostrzega francuskie okopy, zaczyna krzyczeć: „Pologne! Pologne!”. Ale na pierwszej linii siedzą czarnoskórzy Senegalczycy i walą do niego z szańca, aż się kurzy, więc musi się wycofać do „swoich”.

WRZEŚNIA, ulica Lenina, bar U Wuja. Własność mojego drugiego dziadka Nikodema, ze strony matki

Moi dwaj dziadkowie siedzą przy stoliku służbowym i kłócą się o medale. Dziadek Andrzej twierdzi, że Nikodem kupił sobie wszystkie medale, bo nigdy nie był na wojnie. Tamten wysłuchuje go cierpliwie i mówi:

– I co ci po tych medalach, kombatancie z Bożej łaski?

Andrzej nie wie. No, po nic. Żyje w ubóstwie. Do medali nie przywiązywał wagi. Dał je mnie i bratu do zabawy. Szybko gdzieś poginęły.

USTKA, ówczesne województwo koszalińskie, lata 60. Dom wczasowy FWP

Jestem na wczasach z zaprzyjaźnioną rodziną F. z Bydgoszczy. Wyżywienie w FWP mizerne. Jesteśmy wiecznie głodni. W środku wakacji przychodzi paczka od mojego dziadka: 15 kg papierówek z naszego ogrodu!

Leżymy z bratem i kuzynami na kocu i jemy jabłka, aż pęcznieją nam brzuchy. Wieczorem w pokoju odbywa się mecz na bąki: ja z bratem kontra nasi starsi kuzyni z Bydgoszczy – Adam i Michał (późniejszy znany działacz Solidarności bydgoskiej). Przegrywamy 13 do 24. Z wakacji przywożę dziadkowi prezent – bursztynową lufkę do papierosów.

WRZEŚNIA, lata 70. Ulica Słowian, dom rodzinny

Siedzimy całą rodziną w pokoju gościnnym przy niedzielnym placku i śmiejemy się z komicznych min, jakie robi dziadek Andrzej po wyjęciu z ust sztucznej szczęki. Po jego wyjściu ojciec opowiada:

– Dziadek stracił większość zębów w niemieckim więzieniu podczas okupacji. Wypuścili go ledwo żywego. Szedł, czepiając się płotów i co rusz przewracając. Na szczęście zauważył go ogrodnik O. z ulicy Słowian. Wciągnął do siebie i nakarmił talerzem zupy.

Ulica Witkowska, mieszkanie dziadka Andrzeja, rok 1974

Ojciec powiedział, że dziadek chce nas zobaczyć. Idziemy z bratem do jego jednoizbowego mieszkanka (kuchnia odgrodzona zasłonką). Dziadek Andrzej leży w łóżku. Jest ciężko chory od dłuższego czasu. Uśmiecha się do nas. Całujemy go i wychodzimy czym prędzej. Na drugi dzień umiera.

Tablica nagrobkowa na cmentarzu komunalnym we Wrześni

MORZE KARAIBSKIE, lata 90. Statek „Kent Atlantic” (déjà vu)

Płynę na szwedzkim statku na Karaiby, jako oficer pokładowy. Reszta oficerów i kapitan to Szwedzi. Piją dzień w dzień, jak przystało żeglarzom z krwi i kości. W czasie przelotu przez Antyle na mostek przychodzi pijany Chief maszynowy i w sposób wulgarny określa moją narodowość. Chwytam go za klapy i rzucam mocno o szot. Potem kop w tyłek na schodach, po których turla się w dół. Następnego dnia wzywa mnie szwedzki kapitan i mówi:

– Jak bijesz skurwysyna, to porządnie, a nie tak, żeby zaraz przychodził na skargę. Możesz odejść.

DĄBRÓWKA koło Poznania, rok 2017. Ulica Daglezjowa, moje nowe mieszkanie

Jestem na emeryturze. W internecie znajduję uchwałę Rady Państwa z 1958 roku:

Adamczak Andrzej, syn Michała i Marianny. (...) Należał do współorganizatorów oddziału powstańczego ppor. Kopy w Dopiewie (mojej obecnej gminie) koło Poznania. Brał udział z bronią w ręku (jako dowódca plutonu) w działaniach bojowych o Wolsztyn, pod Zbąszyniem, Łomnicą, „rzeźni” pod Kcynią i Rynarzewem. Po zakończeniu Powstania w pułku strz. wlkp. wziął udział w stopniu st. sierżanta w wojnie polsko-niemieckiej. (...) Jednostka o dużej wartości bojowej – wyróżnia się we wszystkich działaniach bojowych odwagą i wzorowym spełnianiem zadań.

Komuniści nie wspomnieli, że po Powstaniu Wielkopolskim, w 68. Pułku Piechoty, wziął udział w wojnie z bolszewikami w Bitwie Warszawskiej, w ciężkich walkach zdobywając Nasielsk.

Harmonogram wojenny dziadka Andrzeja: I wojna światowa, Powstanie Wielkopolskie (wraz z bratem Józefem), wojna bolszewicka, Kampania Wrześniowa, więzienie niemieckie w czasie okupacji.

Na stronie internetowej „Poznań Projekt” znajduję kolejnych przodków. Ojciec powstańca Andrzeja miał na imię Michał, Michała – Józef, a Józefa – Urbanus, urodzony gdzieś pod koniec 1700 roku. Wszyscy pochodzili ze wsi Jeziorki (słynnych z ich właściciela Henryka von Tiedemanna, współzałożyciela antypolskiej Hakaty), odległej zaledwie 13 km od Dąbrówki!

Nieświadomie zatoczyłem krąg, by na stare lata osiedlić się blisko moich Przodków, w kręgu ich siły, niezłomności i gotowości stawania w obronie zagrożonej wolności. Jestem u siebie. Odnalazłem swój matrix.

JEZIORKI, rok 1920, dom rodzinny dziadka (przekaz ojca ze wspomnień brata Andrzeja – Józefa Adamczaka)

Kiedy Andrzej wrócił z wojny polsko-bolszewickiej, wszedł do domu i zaczął tańczyć.

Stanisław Adamczak

Artykuł ukazał się w "Wiadomościach Wrzesińskich" 28 grudnia 2018 roku

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

13:07 05-01-2019