Stan wojenny we Wrześni. Jak milicja ostrzegła opozycję? Kto dowodził lokalną SB?

Termin wprowadzenia stanu wojennego był jedną z najściślej chronionych tajemnic reżimu generała Jaruzelskiego. Ale wrzesińska Solidarność została ostrzeżona przed nadchodzącym uderzeniem.

historia 13:19 13-12-20180 49

12 grudnia 1981 roku we Wrześni. Minus 20 stopniu Celsjusza, śnieg po kolana. W drzwiach mieszkania Jana Koralewskiego, szefa wrzesińskiej Solidarności, staje Romuald Bednarek, inżynier z Tonsilu, też działacz Solidarności. – Janek, przyjdą po ciebie, ukryj się – mówi wyraźnie przejęty niespodziewany gość.

Szczegóły tamtych wydarzeń Koralewski postanowił upublicznić dopiero po 33 latach. A dokładnie to, że wrzesińska Solidarność została ostrzeżona o zbliżających się aresztowaniach przez Alicję Kostrzewską, ówczesną kierownik Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej we Wrześni.

Bednarek był bliskim znajomym Ryszarda Kostrzewskiego, męża Alicji. Milicjantka miała skorzystać z tego kanału, aby poinformować działacza o zbliżającym się zagrożeniu. Dzisiaj wiemy, że Koralewski nie zdołał wszystkich ostrzec. Jego dom był pod obserwacją i on sam musiał się ukrywać. Zawiadomił Czesława Łabędzkiego i Bogdana Spychałę, którzy – jak się później okazało – nie byli przeznaczeni do internowania. Koralewski pół godziny spóźnił się do Bogdana Narożnego, którego zabrała grupa realizacyjna KM MO.

Wspólne zdjęcie z lat 80. z żołnierzami radzieckimi z wrzesińskiej bazy. Alicja Kostrzewska w pierwszym rzędzie. Fot. Muzeum Regionalne we Wrześni

Typowanie do internowania

Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego ruszyły w listopadzie 1980 roku, w ramach operacji o kryptonimie „Jodła”. W styczniu i lutym 1981 z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych trafiły do Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej we Wrześni (a więc także do Służby Bezpieczeństwa, która działała w strukturach milicji) pierwsze plany i zalecenia w sprawie izolacji „elementu antysocjalistycznego”, czyli internowania działaczy Solidarności, kół dysydenckich – właściwie każdego, którego bezpieka uznała za wroga ludowej ojczyzny.

Kandydatów do internowania MSW wskazało ogólnikowo. To miały być osoby prowadzące działalność destrukcyjno-polityczną co najmniej od lipca 1980 do grudnia 1981, zwłaszcza w okresie po V i VI Plenum PZPR. Albo takie, których sprawność fizyczna i intelektualna predysponowała do politycznej destrukcji. Nie mogły być uwięzione osoby, które były jedynymi opiekunami (żywicielami) rodziny. Wytypowanie konkretnych ludzi zlecono Komendzie Miejskiej Milicji Obywatelskiej we Wrześni.

Odpowiedzialny za rozpracowanie opozycji demokratycznej był Wydział III Służby Bezpieczeństwa. Kandydatury przekazywał do zaakceptowania naczelnikowi wydziału śledczego KW MO płk. Bogdanowi Jeleniowi. Niewątpliwy udział w akcji internowania działaczy Solidarności miała Milicja Obywatelska, dlatego Alicja Kostrzewska musiała uczestniczyć w przygotowaniach do operacji „Jodła”, zadysponować odpowiednimi siłami i środkami. Zatrzymania internowanych odbywały się zawsze w asyście milicji i to właśnie milicjanci później zajmowali się rekwizycją i likwidacją komisji zakładowych Solidarności we wrzesińskich zakładach pracy.

Od lewej: szef wrzesińskiej SB Lechosław Chudziński oraz jego podopieczni Waldemar Jamro i Jan Chmielewski, którzy zajmowali się zwalczaniem opozycji demokratycznej we Wrześni w latach 80. Fot. Instytut Pamięci Narodowej

Ekstrema Solidarności

W sumie internowano 4 mieszkańców Wrześni. Już w lutym 1981 wytypowano Jana Koralewskiego z Tonsilu, który przez bezpiekę został określony „mózgiem” zakładowej Solidarności. Był też szefem Wrzesińskiej Rady Koordynacyjnej (zrzeszenia komisji zakładowych). Numerem dwa na liście został Zbigniew Musiałkiewicz z Mikromy:

Poprzez prowadzenie działalności agitacyjnej do nowych związków wyrósł na samozwańczego lidera – tak charakteryzowała go esbecja w sprawie operacyjnej „Silnik”, która miała na celu rozpracowanie Solidarności w Mikromie.

MSW zaleciło jednostkom podległym stałe aktualizowanie listy, wraz z rozwojem sytuacji w kraju. Wykaz uzupełniono o Bogdana Narożnego ze Stokbetu (źródła nie podają daty), wiceprzewodniczącego WRK, delegata na I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność w Gdańsku, członka Zarządu Regionu. Prawdopodobnie była to decyzja komendy wojewódzkiej. Zorientowano się bowiem, że Narożny jest łącznikiem między Wrześnią a komisjami zakładowymi w Poznaniu.

W katalogu ujęto też Bogdana Nowakowskiego z Gierłatowa, rzecznika prasowego NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych w Poznaniu. Skreślono go jednak we wrześniu 1981: – Aktualna postawa polityczno-związkowa nie wskazuje na to, że podejmie wrogą, antysocjalistyczną działalność – pisano w uzasadnieniu tej decyzji. Prawdopodobnie miało to związek z gratulacjami, które wysłał do Wojciecha Jaruzelskiego po asygnowaniu tego na stanowisko premiera.

Lista „elementów antysocjalistycznych” była nowelizowana nawet po 13 grudnia, o czym świadczy internowanie Andrzeja Jasińskiego, pracownika Zakładu Mechanizacji i Chemizacji w Grabowie Królewskim (podległego Kombinatowi PGR Bieganowo), dopiero w tzw. drugim rzucie 17 grudnia. Miało się to odbyć na wyraźne żądanie Bogumiła Paula, dyrektora kombinatu. Dodajmy, że Jasiński został zatrzymany w miejscu pracy, a więc wbrew zaleceniom centrali MSW. Miało to również taki skutek, że rodzina przez dłuższy czas nie wiedziała, co tak naprawdę się z nim dzieje.

Stanęła u drzwi załoga G

Wpisanie na listę internowanych pociągało za sobą dalsze rozpracowywanie przez grupę śledczą Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Poznaniu. Zbierano informacje o dotychczasowej działalności antypaństwowej figuranta, o kontaktach, miejscu zamieszkania i innych, w których przebywał. Przygotowywano formalne decyzje o zatrzymaniu i uwięzieniu. Służba Bezpieczeństwa obserwowała domy osób wyznaczonych do internowania, aby uniemożliwić ewentualną ucieczkę.

W niedzielę 13 grudnia nie było w telewizji „Teleranka” ani serialu animowanego „Wojna planet”. Mimo to przed drzwiami trzech mieszkań we Wrześni stanęła... załoga G. Trzyosobowa ekipa realizacyjna (przynajmniej jeden funkcjonariusz musiał być w mundurze), w jej skład wchodzili milicjanci i esbecy z Komendy Miejskiej MO we Wrześni. Funkcjonariusze byli uzbrojenie w osobistą broń palną, ręczne miotacze gazu, kajdanki oraz protokoły przeszukania, na wypadek gdyby zaszła potrzeba jego wykonania, a także zestaw do wyłamywania drzwi. Zadanie to oczywiście realizowali funkcjonariusze KM MO.

Takie obwieszczenie, informujące o wprowadzeniu stanu wojennego, pojawiło się 13 grudnia 1981 roku na ulicach Wrześni Fot. Muzeum Regionalne we Wrześni

Akcją internowania dowodził pełnomocnik mjr Wojciech Sobisiak, wyznaczony przez KW MO w Poznaniu. Zatrzymani działacze Solidarności najpierw byli rejestrowani w komendzie we Wrześni (część z nich trafiła do Poznania), potem przewieziono ich do Zakładu Karnego w Gębarzewie.

Operacja „Klon”

Służba Bezpieczeństwa zajęła się też innymi aktywnymi działaczami wrzesińskiej Solidarności. W ramach operacji „Klon” na przełomie grudnia 1981 i stycznia 1982 przeprowadzano tzw. rozmowy ostrzegawcze. Była to nieco lżejsza niż internowanie forma represji. Taka rozmowa za każdym razem kończyła się podpisaniem tzw. lojalki. Była to pisemna forma zrzeczenia się działalności opozycyjnej. Niepodpisanie najczęściej wiązało się ze zwolnieniem z pracy i innymi trudnościami, natomiast podpisanie skracało też pobyt w internowaniu – dlatego odmów prawie nie było.

W wielu przypadkach podpisanie lojalki rozpoczynało kontrolę operacyjną figuranta, działacza Solidarności, która trwała aż do 1989 roku. Każdy figurant otrzymywał kryptonim, który go w jakiś sposób charakteryzował. Na przykład Czesław Łabędzki, szef Solidarności w Tonsilu miał kryptonim „Piłkarz”, ponieważ w młodości był napastnikiem Victorii Września. Ludwika Gromadzińskiego z PGR Sokołowo ochrzczono „Żbikiem” , ponieważ był zadziorny wobec dyrektora Hilarego Korzyniewskiego. Franciszek Karpiński został „Belfrem”, ponieważ był emerytowanym nauczycielem.

Lojalki podpisali też internowani: Jan Koralewski, Zbigniew Musiałkiewicz. Bogdan Narożny napisał „własną lojalkę”, a nie tę podsuniętą przez esbeka. Zarówno wówczas, jak i dziś te podpisy nie mają większego znaczenia dla środowiska Solidarnościowego. W czasie stanu wojennego spora grupa osób i tak kontynuowała działalność opozycyjną w warunkach konspiracji.

Trudne powroty

Warunki pobytu w Zakładzie Karnym w Gębarzewie były spartańskie. Fizycznie do wytrzymania, choć żywienie kiepskie. Trudniej było z psychiką. Rozłąka z najbliższymi, pozostawione żony i małe dzieci (żona Bogdana Narożnego była w zaawansowanej ciąży). Do tego izolacja, więzienny dryl i prowokacje służby więziennej.

W takich warunkach przebywali internowani wrześnianie w Zakładzie Karnym w Gębarzewie Fot. Instytut Pamięci Narodowej

Jako pierwszy, w Wigilię, ze względów zdrowotnych został zwolniony Zbigniew Musiałkiewicz. Dieta więzienna nie sprzyjała też zdrowiu Jana Koralewskiego, który wyszedł na wolność 19 stycznia 1982. Najdłużej siedzieli Andrzej Jasiński (do 25 marca) i Bogdan Narożny do (29 kwietnia).

Z teczki internowania Narożnego wiadomo, że był karany za śpiewanie hymnu i „Boże, coś Polskę”. To był protest internowanych na wieść o pacyfikacji kopalni Wujek. Uczestniczył w strajku głodowym wywołanym przez esbecką prowokację, polegającą na inscenizacji rozstrzelania człowieka.

Internowani do Wrześni wrócili nie jako bohaterowie, a jako renegaci. Przekonali się o tym na własnej skórze w miejscu zatrudnienia. Bogdan Narożny w Stokbecie i Zbigniew Musiałkiewicz w Mikromie byli mobbingowani i nachodzeni przez funkcjonariuszy SB. Jak przyznał po latach Narożny podjął grę z bezpieką. Pod pozorem leczenia w gnieźnieńskiej Dziekance dostał chorobowe i wolne w pracy (równy okresowi internowania). Był to czas gdy mógł w pełni zaangażować się w konspirację.

Młode wilki

W stanie wojennym Solidarność zdołała utrzymać część struktur. W pierwszym okresie stanu wojennego sukcesem było ukrycie przez Włodzimierza Mokrackiego sztandaru tonsilowskiej Solidarności, poszukiwanego przez SB i milicję. Bogdan Narożny był współorganizatorem punktu pomocowego dla prześladowanych. Przełom nastąpił w 1984, po śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Narożny zaangażował się w budowę samorządu pracowniczego. Opozycja zaczęła spotykać się w Biechowie.

Rozpracowywaniem Solidarności na początku zajmował się porucznik Marek Worwąg. W 1981 do wrzesińskiej SB trafili młodzi funkcjonariusze, którzy nadali wigoru działaniom bezpieki. Młodszy chorąży Jan Chmielewski trafił do SB z ZOMO i zajął się kluczowymi zakładami pracy: Tonsilem, Mikromą, Meramontem. Przez kilka lat udało mu się pozyskać ponad 30 tajnych współpracowników. Potrafił pracować z siecią agentów. W 1985 szef wystawił mu laurkę:

Posiada wrodzone predyspozycje do pracy operacyjnej. Wielokrotnie nagradzany za wyniki osiągane w pracy.

Chmielewski otoczył agenturą m.in. Włodzimierza Mokrackiego i Romualda Bednarka, którzy zajmowali się kolportażem nielegalnych wydawnictw w Tonsilu. Kontrolował też poczynania Zbigniewa Musiałkiewicza i Ludwika Gromadzińskiego.

– Pracowaliśmy po to, aby wilk był syty i owca cała. SB miało robotę, a opozycja sobie istniała. Nikt z osób, którymi się zajmowałem, nie był skazany ani internowany. Góra zlecała zadania na opozycję, domagała się wyników, więc je dostawała. A informatorzy? Każdy wywiad i kontrwywiad będzie ich zawsze miał – mówi Chmielewski.

Niezłe rezultaty osiągał także mł. chor. Waldemar Jamro, który zwalczał rolniczą Solidarność i kościół. To on korzystał z usług wydajnego agenta o kryptonimie TW Lewandowski, który przez ponad 20 lat działał na styku rolnictwa i przemysłu. To on przejął agenta-księdza donoszącego na Bogdana Nowakowskiego.

Pytaliśmy działaczy Solidarności, czy wybaczyli esbekom stan wojenny i późniejsze represje. Najczęściej padała odpowiedź: „Tak”. – Bo tak zrobił Jacek Kuroń. Ale pewnych rzeczy nie zapomnę. Wciąż pamiętam, jak mnie przesłuchiwał Chmielewski. I tego nie zapomnę, bo obudziły się we mnie najgorsze instynkty – wspomina Włodzimierz Mokracki.

Filip Biernat

Artykuł archiwalny, który ukazał się w "WW" 12 grudnia 2014 roku.

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

13:19 13-12-2018