Spod samiuśkich Tater talent niedoceniony

Nieodgadnione są kręte ścieżki piłkarskiej kariery. Klasycznym przykładem jest droga, jaką przeszedł zapomniany przez wrześnian Mieczysław Gwiżdż, były piłkarz Zjednoczonych, który upokorzył Legię Warszawa.

piłka nożna 07:46 16-05-20202 2

Młode piłkarskie talenty upodobały sobie jeden kierunek – w górę. Czasami jednak trzeba okrzepnąć, założyć obóz pośredni przed atakiem szczytowym. Tak było z piłkarzem który trafił do Wrześni „spod samiuśkich Tater”.

Nikt już nie pamięta w jakich dokładnie okolicznościach Mieczysław Gwiżdż w 1959 zasilił Zjednoczonych. Miał ledwie 17 lat, był wychowankiem Sandecji Nowy Sącz i podpisał kontrakt z Lechem Poznań. W Kolejorzu nie mieścił się jednak w kadrze ze względu na młody wiek. Miał ogrywać się w III lidze i blisko Poznania. Kto wie, czy przysłanie juniora nie było ukłonem ze strony Lecha za pozyskanie do Zjednoczonych rok wcześniej wówczas także siedemnastoletniego Mariana Wilczyńskiego, o którym pisałem poprzednio.

Różnie bywało w Zjednoczonych w kwestii stawiania na młodzież

We Wrześni niespecjalnie chciano stawiać na Gwiżdża. Był młody, a zespołem rządzili starzy wyjadacze. Z trudem przebijał się do drużyny seniorskiej. Trafił też na okres, gdy w ciągu dwóch lat Zjednoczonych trenowało trzech trenerów, co prawda każdy z potężnym CV. Młody napastnik rozpoczynał pod skrzydłami Tadeusza Polki, potem szkolił go Jan Włodarczyk, by w końcu trafić pod skrzydła Tadeusza Kołtuniaka. Aklimatyzacja przebiegała ciężko i z tego też powodu bez wyrzutów sumienia pożegnano już wówczas dziewiętnastolatka.

– Kompletnie nie pamiętam Gwiżdża. Musiał grać „ogony” –  wyrokował zapytany niedawno o kolegę Stefan Wichłacz, były piłkarz Zjednoczonych, tylko o cztery lata starszy od górala.

Chłopak wrócił na rok do Nowego Sącza. Szybko jednak został zauważony przez pierwszoligowców (ówczesna ekstraklasa). Najpierw próbował sił w Cracovii, by wiosną 1964 być objawieniem ligi w koszulce z białą gwiazdą. Gwiżdż rozegrał ostatnie 11 meczów (7 w pełnym wymiarze czasowym) Wisły Kraków w sezonie i zdobył aż 5 bramek, co dla napastnika w słabym zespole było wynikiem rewelacyjnym. Szczególnie dał się we znaki Legii, której w zremisowanym w Warszawie meczu 2:2 zaaplikował obie bramki.

Wisły jednak nie uratował. Krakowianie spadli do II ligi, a Gwiżdż był związany kontraktem. Potem przyplątały się kontuzje i kariera zaczęła ostro hamować. Ostatecznie poprzez Gwardię Szczytno wrócił do Sandecji, gdzie przygodę z piłką skończył w 1973 roku.

Znalazł jednak sposób na dalsze życie. „Wszedł w gołębie” i został uznanym hodowcą. Miał pioruńskie szczęście. Z wystawy w katowickiej hali w 2006 roku wyszedł na 10 minut przed katastrofą budowlaną, w której zginęło 65 osób. W nowym Sączu był personą. Znany i lubiany został samorządowcem. W radzie miejskiej zasiadał do roku 2018 – człowiek, na którego talencie nie poznała się Września.

Thumb ww nowacki

Leszek Nowacki

07:46 16-05-2020