Rzecz o zabójcy. Cichym i bezwzlędnym

Każdy chciałby zapisać się w pamięci potomnych. Najlepiej na wieki. Mało kto szuka jednak inspiracji w osiągnięciach poprzedników. To klasyczny paradoks czasu. Czas ma też inną cechę – potrafi nie jedno wymazać ze zbiorowej pamięci, zabić, unicestwić. Tak, jak miało to miejsce w z pewną grupą przecierających szlaki siatkarzy.

siatkówka 21:35 01-05-20201 7

Od fanfar do kompromitacji

Rok temu z wielką pompą obchodzono w Miłosławiu 70-lecie lokalnego sportu. Organizatorzy wykazali się jednak zatrważającą amnezję lub – co nie mniej dyskwalifikujące - ignorancją. Miłosławski sport w ubiegłym roku liczył sobie nie skromne 70 lat, ale równo 125, i to jakich lat!

W 1894 staraniem Filipa Skoraczewskiego – a to nazwisko powinno wiele mówić każdemu miłosławianinowi - powołano w miasteczku gniazdo Sokoła. Dopiero rok później – uznając starszeństwo sąsiadów zza między - tym samym śladem poszli wrześnianie. Sokół miłosławski jeszcze w XIX wieku szczycił się sekcją gimnastyczną (ze specjalizacją budowa piramid) oraz siedmioosobową sekcją cyklistów, jedną z pierwszych w kraju.

Być może jednak dla współczesnych miłosławskich działaczy zakochanych (ostatnio bez wzajemności) w piłce nożnej i siatkówce jakaś gimnastyka czy inne kolarstwo to rzecz niegodna uwagi. Jeżeli tak, to zostawiając już ten trącący starożytnością wiek XIX przenieśmy się do końca lat 30. XX w. Do Wrześni w 1937 zjechał „jakiś tam” prowincjonalny zespół Pocztowego Przysposobienia Wojskowego Miłosław. Zaprawieni w bojach wrzesińscy siatkarze mieli zjeść gości na śniadanie. Tymczasem, jak donosi „Orędownik Wrzesiński”, skazani na pożarcie siatkarze PPW udzielili butnym wrześnianom srogiej lekcji. Wygrali mecz 2:0, w setach 15:0, 15:1! Ten wynik wielkimi cyframi powinien być wymalowany na ścianie hali na Bugaju. Jak się okazuje - tradycje dobrej siatkówki sięgają w Miłosławiu przedwojnia.

Na publikowanym głównym zdjęciu widnieje tylko pięciu młodych siatkarzy. Być może szósty chwycił za aparat. Wiemy tylko, że są miłosławianami, ale nazwiska już pewnie bezpowrotnie przepadły. Nieznana jest także nazwa organizacji, którą reprezentowali.

W siatkówkę grały przed wojną też dziewczęta żeńskiego gniazda miłosławskiego Sokoła. Choć w ich wypadku żaden wynik w archiwach się nie ostał. I tyle o miłosławskiej niepamięci.

Era preprogressowska

Z pamięcią wrzesińską też nie jest lepiej. W powszechnej opinii siatkówka w mieście przed 2001 rokiem praktycznie nie istniała. Wówczas to Tonsil, która zaraz stał się Progressem, awansował do II ligi. Nawet jak „ktoś tam” wcześniej odbijał piłkę, to była to totalna amatorka. Czy rzeczywiście? Nieliczni mogą jeszcze pamięcią sięgnąć tylko nieco wstecz, gdy młodzież MKS-u w latach 90. zajmowała w Polsce 8. miejsce. Nikt już nie może pamiętać, że pierwszy wielki sukces odniesiony został w 1952!

Tego roku Zryw Września, którego zawodnicy rekrutowali się z wrzesińskiego ogólniaka, najpierw bezapelacyjnie został mistrzami województwa poznańskiego juniorów. Co ciekawe, licealiści byli tak pewni swojej wartości, że złoty medal zapowiadali w... zobowiązaniach przedzjazdowych! Zobowiązania były komunistyczną tradycją. Każda organizacja – w tym także sportowa - musiała, pod groźbą zakręcenia kurka z dotacją, uczcić zjazd partii postanowieniem sukcesu. Tfu… Nieopacznie zeszliśmy na politykę. Wróćmy do sportu.

Siatkarze Zrywu zakwalifikowali się do półfinału mistrzostw Polski juniorów, który rozegrano we Wrocławiu. Chciało by się napisać, że podopieczni trenera X wypadli rewelacyjnie. Wypadli, ale tego X z nazwiska nie poznaliśmy. Nie wiedząc czemu jedyne dostępne źródło nie podaje kto był szkoleniowcem wrześnian. Na ośmiu półfinalistów Zryw zajął czwarte miejsce, dając się wyprzedzić jedynie przez miejscową Gwardię i AZS-AWF Warszawa i i Ogniwo Koszalin. O tym jak silna była to grupa świadczy fakt, że dwa pierwsze zespoły zostały miesiąc później mistrzem i wicemistrzem Polski. Ostatecznie Zryw sklasyfikowano na dzielonym 7-8 miejscu w kraju. Nigdy potem tak wysoko siatkarska Września nie była, toteż pamięć o tym wydarzeniu wypadałoby pielęgnować.

Na sukces zapracowało tylko ośmiu siatkarzy, bo moda na długie ławki rezerwowych przyszła później. Na publikowanym zdjęciu widnieje tylko pierwsza szóstka w składzie, od lewej: Jerzy Włodek, Janusz (Stanisław) Nowiński, Jan Mielcarek, Józef Olędzki, Stanisław Janiak, Józef Idelze. Nie można jednaka zapomnieć o Andrzeju Ziętku i najmłodszym z tego grona Ryszardzie Kostrzewskim, bezsprzecznie najwszechstronniejszym sportowcu w historii wrzesińskiego sportu. Ale to już materiał na kolejną opowieść.

Thumb ww nowacki

Leszek Nowacki

21:35 01-05-2020