Rozprawa administracyjna pełna emocji

Podczas wtorkowej (12 marca) "urzędowej" rozprawy w sprawie budowy fermy drobiu w Kawęczynie, mieszkańcy po raz kolejny wyrazili swoje niezadowolenie z tej inwestycji. Ich obawy potwierdzili obecni na sali sesyjnej naukowcy.

społeczeństwo 12:53 15-03-201910 69

Przeprowadzenie rozprawy administracyjnej z udziałem społeczeństwa nakazał gminie Prokurator Rejonowy we Wrześni. Jednak ani on sam, ani żaden z jego prokuratorów w niej nie uczestniczył. Nad prawidłowością przebiegu rozprawy czuwała Anna Ratajczak-Gibowska, radczyni prawna Urzędu Miasta i Gminy we Wrześni.

W sali sesyjnej zebrało się kilkadziesiąt osób, w tym: spora grupa mieszkańców Kawęczyna i okolicznych wsi, radni z Projektu Września, entomolog Agata Piekarska, prof. Hanna Mamzer oraz Małgorzata Friedrich z pracowni zapachowej jakości powietrza Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie. Inwestora – czyli lokalnego biznesmena Rajmunda Gąsiorka – reprezentowali jego prawnicy oraz Piotr Stępniak, jeden z autorów raportu środowiskowego dla planowanej inwestycji.

– Rozprawa jest elementem postępowania administracyjnego, a nie jego rozstrzygnięciem. Ma służyć zapewnieniu możliwości wypowiedzenia się stronom – podkreślała radczyni urzędu.

Jako pierwszy głos zabrał prawnik, pełnomocnik inwestora. Mówił m.in. o tym, jak kluczowym dokumentem w tej sprawie jest raport środowiskowy. Aby można było go podważyć, strona przeciwna (mieszkańcy) musiałaby zlecić przygotowanie kontrraportu. Zaznaczył także, że żaden z przepisów nie uzależnia wydania przez gminę decyzji środowiskowej od zaakceptowania inwestycji przez lokalne społeczeństwo.

– Skoro tak, skoro nasze stanowisko nic nie znaczy, to także raportu burmistrz nie musi brać po uwagę – mówił Maciej Słowiński, członek PW, sołtys Gulczewa.

Piotr Stępniak przedstawił zgromadzonym charakterystykę fermy. Twierdził, że 20 kurników ma stanąć na dużej, 62-hektarowej działce. Budynki będą miały łącznie ponad 51 tys. m2 powierzchni. Na wspomnianym terenie znajdzie się 10 zbiorników bezodpływowych, 20 silosów do paszy oraz ponad 150 dużych wentylatorów. Tłumaczył także, jak będzie wyglądał chów, w jakich będzie odbywał się cyklach, jak będzie wyglądało sprzątanie fermy i co stanie się z pomiotem.

Mieszkańcy cierpliwie słuchali tych wypowiedzi, podobnie jak naukowcy, którzy w końcu nie wytrzymali i zaczęli kontrować argumenty przedstawicieli Rajmunda Gąsiorka. Mówili o wielu nieprawidłowościach w raporcie środowiskowym, o potrzebie wykonania nowych badań, o zagrożeniu, jakie ta inwestycja niesie dla ludzi – i to nie tylko teraz, ale także za kilka lat, a nawet później.

– Raport nie spełnia warunków w zakresie oddziaływania i to jest bezsprzeczne – podkreślała Agata Piekarska.

Naukowcy zadawali tyle konkretnych pytań przedstawicielom inwestora, że ci w końcu zrezygnowali z publicznego udzielania odpowiedzi. Jak się wyrazili – nie byli na nie przygotowani. Odpowiedzi mają więc przesłać do urzędu gminy, na piśmie.

– Dla mnie jest to szokujące, że wypowiadają się tutaj naukowcy, a nikt nie bierze ich zdania pod uwagę. Żyjemy otoczeni fermami, a pan (prawnik Gąsiorka – przyp. red.) mówi nam o przepisach, o prawie. W nosie to mam, mówiąc szczerze, bo źle się tam żyje. I proszę nam nie mówić, że bierze pan pod uwagę zdanie mieszkańców czy ich wolę, bo to nie jest prawda. Mam swój rozum i widzę, co się dzieje. Dla mnie jest to skandaliczne – mówiła Urszula Rusinek z Marzenina.

– Jeśli ta ferma powstanie, będziemy żyli w otoczeniu trzech ferm, w których rocznie będzie produkowanych ponad 7,5 mln zwierząt. Dlaczego my mamy żyć w takim koszmarze?! I ktoś tu mówi, że nad tym stoi prawo, że są wyroki sądów. Ale przypominam państwu, że nad tym wszystkim jest konstytucja – powiedziała na zakończenie trzygodzinnej rozprawy Małgorzata Nowak z Kawęczyna. 

Thumb zrzut ekranu 2016 12 30 o 12.21.24

Dorota Tomaszewska

12:53 15-03-2019