Razem dzięki przyjaźni. Imponujące 65 lat małżeństwa państwa Okoniewskich

„Najważniejsza w naszym małżeństwie jest przyjaźń” – mówią Marianna i Zygmunt Okoniewscy. 21 grudnia para obchodziła 65-lecie ślubu.

reportaż 18:50 26-12-20201 0

Pani Marianna i pan Zygmunt są znanymi społecznikami. Od lat działają w Polskim Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów. Pani Marianna pełni funkcję przewodniczącej, jej mąż jest kronikarzem dokumentującym działalność organizacji. Wspierają się wzajemnie – w pracy i w życiu – choć przyznają, że różnice zdań także się zdarzają. Jednak od 65 lat niezmiennie udaje im się znaleźć porozumienie.

Poznali się na początku lat 50. Pani Marianna miała 16 lat. Właśnie zaczęła pracę w miłosławskich Zakładach Odzieżowych. Codziennie w drodze na pociąg przechodziła obok domu przystojnego sportowca, Zygmunta. Wrzesiński bokser jakoś upatrzył sobie tę sympatyczną dziewczynę.

– Jak wracałam z pracy albo w niedzielę szłam do kościoła, to zawsze na mnie czekał. Zaczęliśmy się spotykać, ale tak po koleżeńsku – wspomina pani Marianna.

Bywała na prywatkach w domu pana Zygmunta, gdzie zawsze było pełno znajomych sportowców.

– Rodzice męża przeznaczyli jeden pokój na te spotkania. Teściowa miała zamiłowania kulinarne, więc przygotowywała pyszne sałatki, piekła ciasta dla wszystkich – mówi pani Marianna.

Młodzi mieli się ku sobie, chociaż dziś przyznają, że na początku to wcale nie była wielka miłość. Dlaczego zdecydowali się pobrać? Na stałe połączyły ich... problemy mieszkaniowe.

– W 1955 roku, w wieku 52 lat, zmarł ojciec męża i w komunalnym mieszkaniu był nadmetraż. Zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami postanowiono dokwaterować do jednego pokoju lokatorów. Starało się o niego pewne małżeństwo. Żeby to zablokować, Zygmunt zaproponował mi ślub. „Tata i mama się nie zgodzą” – śmiałam się. Ale mój tata powiedział: „Ja za ciebie wybierać nie będę”. I zgodziłam się – opowiada pani Marianna.

Miała wtedy 19 lat, narzeczony 21. Najpierw wzięli ślub cywilny. Uroczystość była skromna, ale wesoła. Panna młoda cały czas chichotała. Zresztą do dziś lubi się śmiać.

Później wzięli ślub kościelny. I przyszło zwyczajne życie. W 1957 roku urodził im się syn, trzy lata później córka.

– Mamy dwoje dzieci, sześcioro wnuków i czterech prawnuków. Rodzinka jest wspaniała. Jesteśmy bardzo blisko, mamy doskonały kontakt. Nasz najstarszy prawnuk ma już 17 lat. Najmłodsze – Nelka i Leoś – po 3 latka. Właśnie te maluchy to największe pociechy. Uwielbiamy się z nimi bawić. Nelka lubi tańczyć i śpiewać. Jak przychodzi do nas, to robimy kółko graniaste. Leoś najbardziej interesuje się samochodzikami, ale umie też śpiewać – opowiada o rodzinie pani Marianna.

W życiu pary zawsze ważna była praca i działalność społeczna. Pani Marianna, oprócz etatu w zakładach odzieżowych, prowadziła kasę zapomogowo-pożyczkową, była ajentem PKO, ławnikiem i członkiem komisji odwoławczej. Jako kurator zajmowała się nieletnimi – najpierw na terenie Miłosławia, później Wrześni. Do dziś wielu podopiecznych kłania się jej na ulicy.

Pan Zygmunt pracował w Tonsilu, a później w Mikromie. Jego pasją od zawsze był sport. Najpierw jako zawodnik stoczył sto walk na ringu, później został trenerem. Podobnie jak żona, pełnił funkcję ławnika.

– Praca zawodowa i społeczna, dom, dzieci, do tego opieka nad starszymi rodzicami. Jakoś zawsze na wszystko starczało czasu – stwierdza pani Marianna.

Nigdy nie lubili bezczynności. Po przejściu na emeryturę zaangażowali się w działalność Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów.

– Nadal mamy w sobie sporo pozytywnej energii – podsumowuje pan Zygmunt.

– Gdybyśmy siedzieli w domu, to myślelibyśmy tylko o tym, co nas boli. Aktywność daje nam chęć życia. Mąż w styczniu skończy 87 lat, ja mam 85, mamy orzeczenia o niepełnosprawności, ale nadal sobie radzimy – dodaje jego żona.

Co w ich życiu jest najważniejsze? – Rodzina, praca, pomoc innym – wymieniają.

A jaka jest recepta na udany związek? – Przyjaźń – mówią zgodnie.

– Jest jeszcze jedna rzecz. Niektóre pary, jak się pokłócą, śpią oddzielnie. A my zawsze kładziemy się w jednym łóżku. Od początku – wyznaje pan Zygmunt, wywołując salwę śmiechu pani Marianny.

– Faktycznie tak jest – przyznaje jego żona. – Wracamy wieczorem do domu. Czasem się sprzeczamy. Każde ma inne zdanie. A rano budzimy się i jest zgoda. Nigdy nie spaliśmy oddzielnie. Jemu byłoby zimno, mnie zimno – chichocze pani Marianna. Całkiem jak 65 lat temu.

Co najbardziej w sobie lubią?

– Podoba mi się to, że mój mąż jest schludny, zadbany i elegancki. Nigdy nie wyjdzie z domu nieogolony. Zawsze ładnie tańczył. Organizował wspaniałe Bale Technika w Tonsilu. Pomimo tylu obowiązków często znajdowaliśmy czas, żeby wyjść z domu. Bardzo ubolewam, że teraz są takie czasy, że młodzi nie mogą się spotykać i bawić – mówi pani Marianna.

Pan Zygmunt stwierdza, że w swojej żonie najbardziej ceni szczerość i wsparcie, które mu daje.

– Jak skończyła się wojna, to miałem 11 lat. Nie mogłem chodzić do szkoły, uczyć się. Ale po ślubie mobilizowaliśmy się nawzajem. Pracując, ukończyłem technikum. Żona też uzyskała średnie wykształcenie. Łączył nas wspólny cel. Chcieliśmy pomagać sobie i innym ludziom – podsumowuje pan Zygmunt.

Joanna Lewandowska

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

18:50 26-12-2020