Prezes Wisły Kraków? To kaczka dziennikarska! – odpowiada D. Stachowiak

Dariusz Stachowiak, pochodzący z Orzechowa wychowanek miejscowej Sparty, miał być poważnym kandydatem na prezesa Wisły Kraków. Ta informacja pojawiła się w sieci środowym późnym popołudniem. Weryfikowaliśmy ją u najlepiej zorientowanego.

piłka nożna 22:22 19-12-20180 1

Stachowiak już od najmłodszych lat związał się z Lechem Poznań, reprezentował Polskę w Mistrzostwach Europy Juniorów, później grał w ekstraklasie także w Górniku Zabrze i ŁKS-ie. Miał grecki epizod, występował również dwukrotnie w Victorii. Wcześniej kończył wrzesiński ogólniak maturą w 2003 r.

Obecnie jest agentem piłkarskim, przedstawicielem hiszpańskiej firmy produkującej stroje sportowe i... pierwszym „strażakiem” Wisły. To on do spółki z innym agentem Adamem Pietrowskim miał, sprowadzając poważnego inwestora, uratować krakowski klub przed finansową klapą. Sprawą żywo interesuje się cała piłkarska Polska.

„WW”: – Można powoli zwracać się do ciebie, panie prezesie?

D.S.: – Zdecydowanie nie. To klasyczna dziennikarska kaczka. Nikt mi nie proponował prezesowania w Wiśle, a gdyby nawet tak było, to bym się nie zgodził. Nie mam na tym polu doświadczenia.

– W każdej informacji jest źdźbło prawdy. To jaka część jest prawdziwa? Może coś innego, funkcja skauta w Wiśle?

– Tak, już mamy agencję, która oferuje klubom piłkarzy. Nie ukrywam, że z Wisłą, choćby poprzez to, że w agencji działają też byli piłkarze Białej Gwiazdy, współpracuje mi się dobrze, a będzie, mam taką nadzieję, jeszcze lepiej.

– A propozycja dla Adama Pietrowskiego objęcia stanowiska dyrektora sportowego Wisły też jest wyssana z palca?

– Nie, Adam dostał taką propozycję i pewnie się zgodzi. Będzie jednak musiał zawiesić swoją licencję agenta piłkarskiego, bo pachniałoby to konfliktem interesów.

– Szum wokół twojej osoby pomoże w kwestiach biznesowych?

– Mam taką nadzieję. Reklama dźwignią handlu, a teraz tę reklamę mam za darmo. Chociaż nie – nie za darmo. Jakby nie było w jakiś sposób przyczyniłem się do znalezienia inwestora i – w co głęboko wierzę – uratowania krakowskiego klubu.

– Ilu piłkarzy masz pod swoimi skrzydłami, ilu z nich gra w ekstraklasie?

– Raczej, ilu mamy. Bo choć to ja zakładałem agencję, to szybko wciągnąłem swoich kolegów, którzy zawiesili już buty na kołku. Jedna osoba nie da rady uciągnąć tego wózka, w każdym rejonie kraju trzeba mieć swojego człowieka, który obserwuje zdolną młodzież. Mamy około 30 piłkarzy, w tym 15 w ekstraklasie. Ostatnio finalizowaliśmy transfer młodego bramkarza do Napoli.

– Victoria szuka piłkarzy, ale to pewnie dla ciebie zbyt niskie loty?

–Hmm... Nie wiem, czy prezes Eugeniusz Nowicki znalazłby pieniądze na człowieka z wyższej półki. No, może na młodzieżowca, który potrzebuje gry.

– Jeżeli Wisła ucieknie spod topora, to jej kibice postawią ci pomnik? Pomnik byłemu lechicie. To brzmi ciekawie...

– Nie jest to do pomyślenia w Krakowie (śmiech). Nie spodziewam się zresztą wielkiej wdzięczności od kibiców Wisły, bo wiele się teraz w klubie zmieni i nie będą to dobre zmiany dla pewnej grupy. To skomplikowane układy i zależności.

– Telefon pewnie od kilku godzin rozgrzany do czerwoności?

– No tak. Wiele osób się do mnie dobija. Wy byliście, jeżeli nawet nie pierwsi, to jedni z pierwszych. Zresztą tylko „Wiadomości Wrzesińskie” zaproponowały mi spotkanie.

W piątkowej gazecie także wynurzenia Dariusza Stachowiaka o swojej niespełnionej karierze i o dopingu astmatyków.

Rozmawiał Leszek Nowacki

Thumb ww nowacki

Leszek Nowacki

22:22 19-12-20180 1