List emerytowanego nauczyciela – reakcja na artykuł „Nauczyciele mówią: źle się dzieje w szkole”

W numerze 1495 z 28 grudnia 2018 ukazał się artykuł Waldemara Śliwczyńskiego „Nauczyciele mówią:...”, w którym autor oddał głos tym, których trudno skłonić do zwierzeń na temat tego, jak im się dzisiaj pracuje.

Listy 18:47 06-02-20190 87

Artykuł można przeczytać TUTAJ. Oto list Czytelnika, który w szkole przepracował 47 lat:

Jako długoletni nauczyciel przedmiotów zawodowych w Technikum Weterynaryjnym we Wrześni, obecnie przebywający na emeryturze, chciałbym pogratulować Panu wspaniałego i wybitnie rzeczowego artykułu „Nauczyciele mówią: źle się dzieje w szkole”, który ukazał się 28 grudnia 2018 roku w „Wiadomościach Wrzesińskich”. Zapytanie „Kto dziś rządzi w szkole: uczeń czy rodzic?” należy poszerzyć o „rolę” kuratora oświaty, organu prowadzącego szkołę, ustawianego na baczność dyrektora oraz „znawców” pracy nauczyciela, których wypowiedzi można było przeczytać m.in. w rubryce „Komentarze” obok wspomnianego tekstu. Zawarte w artykule dosadne wypowiedzi nauczycieli z wieloletnim stażem napełniają człowieka ogromnym smutkiem. Czy dzisiejsza polska szkoła musi być tak mocno bezradna, funkcjonować wyłącznie w oparciu o procedury, hektarowe opisy systemów oceniania, z zupełnym zatraceniem zdrowego rozsądku?

W ciągu 47 lat pracy byłem wychowawcą siedmiu klas. Wymagałem dużo od siebie, ale też i od uczniów. W drastycznych przypadkach głosowałem za wydaleniem ucznia ze szkoły. Dziś moi wychowankowie mają od 40 do 70 lat. Na zjazdach absolwentów dziękują mi za stawiane im wymogi. Dzięki „zaprawie”, jakiej doznali w szkole, zostali „Kimś” w życiu dorosłym (np. lekarzami, profesorami wydziałów weterynaryjnych…). Na zamieszczoną w artykule prośbę Pana Redaktora postanowiłem dorzucić kilka zdań od siebie.

W moim odczuciu dobra szkoła podstawowa powinna nauczyć pisać, czytać, myśleć oraz dostarczać odpowiedniej podstawy do pobierania nauki w szkole średniej. W starszych klasach należy zachęcać i mobilizować do większego wysiłku intelektualnego, bo jest on fundamentem sukcesu. Zadaniem szkoły średniej z kolei jest zapewnienie przyzwoitego wykształcenia ogólnego i przygotowanie do matury z prawdziwego zdarzenia, umożliwiającej ubieganie się o przyjęcie na dobre wyższe uczelnie, celem uzyskania najwyższych kwalifikacji niezbędnych do rozwiązywania problemów ważnych dla państwa. Niech studia skupią się na kształceniu elit, a część młodych ludzi powinna po maturze z powodzeniem funkcjonować na rynku pracy – np. dzięki wykształceniu technicznemu. Uczniowie, dla których egzamin maturalny jest zbyt wysoko postawioną poprzeczką, muszą mieć szansę ukończenia dobrej szkoły zawodowej. Dobry fachowiec to coś więcej niż magister politologii! Tak rozumiałem oświatę kilkanaście lat temu.

Powstaje pytanie, czy szkołom udaje się te tak ważne funkcje w pełni realizować? Raczej nie. Gdyby tak było, świat byłby idealny.

W mediach słyszy się prawie wyłącznie o prawach ucznia, bardzo mało o obowiązkach i przestrzeganiu pewnych zasad i norm obowiązujących w szkole. Patologiczna bezkarność w młodym wieku powoduje bezprawie w życiu dorosłym. Gdyby udało się zapanować nad tymi zachowaniami, mniej pracy miałyby policja, sądy, więzienia i inne instytucje.

Jednocześnie gdy młody człowiek błądzi, na każdym poziomie edukacji powinien dostawać szansę, ale nie za wszelką cenę. Jednostka nie może „rozwalać” klasy. Pozycja nauczyciela w większości szkół została zdeprecjonowana. Średnia wieku aktualnie pracujących nauczycieli jest dość wysoka. Młodzi adepci studiów pedagogicznych długo będą się zastanawiać, czy podjąć pracę w szkole przy tak drastycznej nagonce na nauczycieli i niskich pensjach w oświacie. Jeśli w dalszym ciągu będzie trwał taki stosunek do nauczycieli za parę lat nie będzie miał kto uczyć polskich dzieci i młodzieży. I może o to chodzi – „ciemny lud” na wszystko zgodzi się bez szemrania.

Według niektórych „reformatorów” nauczyciel powinien pracować 40 godzin tygodniowo, a nie 18. Kompletnie ignorują oni, że to godziny „przy tablicy”, do których nie wlicza się przygotowywania do lekcji, udziału w radach pedagogicznych, pisania rozkładów materiału, opracowywania i sprawdzania kartkówek, testów, sprawdzianów czy wypracowań uczniów, dzienniczków praktyk, próbnych matur i egzaminów i wielu, wielu innych czynności, które razem wzięte dają grubo powyżej 40 godzin. 

Inni zarzucają, że nauczyciele jeżdżą za darmo na wycieczki z młodzieżą, nie biorąc pod uwagę, że jest to po prostu nieopłacona praca trwająca 24 godziny na dobę oraz ogromna odpowiedzialność za bezpieczeństwo uczniów. Każdy, kto pracował w szkole, doskonale zdaje sobie sprawę, że nauczyciele unikają wycieczek jak mogą, ponieważ to ogromne obciążenie psychiczne. Godzą się na nie ze względu na uczniów, a nie szansę „darmowego zwiedzania”.

Przytoczone przez Pana Redaktora wysoce obraźliwe zwroty kierowane do nauczycieli przez uczniów i niektórych rodziców powinno się zgłaszać do odpowiednich instytucji – do opieki społecznej albo na policję. Powstaje w tym miejscu pytanie, czy policja będzie chciała zajmować się takimi sprawami. Bo może woli ścigać kogoś, kto zawiesił dziecięce buciki przy kościelnym płocie w ramach akcji Baby Shoes Remember?

Wydaje mi się, że najwyższy już czas, aby społeczeństwo wymusiło prawdziwą reformę polskiej edukacji. Reformę, która po pierwsze postawi na dofinansowanie oświaty, co umożliwi zakup pomocy naukowych i zwiększenie pensji nauczycieli, a po drugie podkreśli wychowawczą funkcję szkół. Czy to jest możliwe?

Łączę wyrazy szacunku i poważania

Mieczysław Pietrzak 

Thumb img035

Waldemar Śliwczyński

18:47 06-02-2019