„Ktoś musi zapalić im znicz”. Strażnik zapomnianych cmentarzy

Błażej Śniegowski od ponad czterech lat ratuje zaniedbane cmentarze ewangelickie w okolicach Wrześni. Karczuje zarośla, stawia krzyże i zapala znicze na grobach ludzi, o których inni zapomnieli.

kultura 12:00 29-02-20201 12

Chaszcze, resztki kamiennych płyt, gdzieniegdzie krzyż – tak wygląda wiele ewangelickich cmentarzy w podwrzesińskich wsiach. W grobach, z których zostały tylko kamienne podmurówki, spoczywa kilka pokoleń ewangelików. Od kilkuset lat byli sąsiadami Polaków. Wielu zmiotła wojenna zawierucha.

W styczniu 1945 r. prawie wszyscy wierni kościoła ewangelickiego z terenu ziemi wrzesińskiej, będący narodowości niemieckiej, w popłochu uciekli przed Armią Czerwoną. Kilka osób, które pozostały po przejściu frontu, było poszukiwanych przez żołnierzy radzieckich. Zostali wyłapani i rozstrzelani. Natomiast ci, którzy jeszcze przed wojną określili swoją narodowość jako niemiecką, po wojnie zostali przymusowo wysiedleni – czytamy w opracowaniu „Kościoły, kaplice i cmentarze ewangelickie ziemi wrzesińskiej” autorstwa Sebastiana Mazurkiewicza, dyrektora Muzeum Regionalnego im. Dzieci Wrzesińskich.

Po zabitych i przesiedlonych zostały opuszczone domostwa i cmentarze. Gospodarstwa znalazły nowych właścicieli. Nad zmarłymi nie miał kto czuwać. Z czasem cmentarze ulegały coraz większej dewastacji. Znikały płyty, żelazne płotki ogradzające pomniki. Swoje zrobiła też natura.

POCZĄTKI W GRZYBOWIE

Żeby trafić na stary cmentarz w Grzybowie, trzeba kierować się na Wódki. Z daleka miejsce wygląda na dziki zagajnik. Dopiero z bliska widać krzyż zrobiony z dwóch gałęzi. Pod nim kopczyk usypany z kamieni polnych.

Krzyż w Grzybowie

– Ten krzyż zrobiliśmy z kolegą, żeby było widać, że tu jest cmentarz. Niektórzy ludzie zwalniają, bo myślą, że kiedyś tu był wypadek – mówi Błażej Śniegowski.

Jest sobota, wietrzne popołudnie. Pan Błażej przyjechał do Grzybowa ze znajomym, by wygrabić liście i zrobić bieżące porządki. Pierwszy raz trafił tu w dzieciństwie. Zaprowadził go kuzyn. Już wtedy miejsce było zdewastowane.

– Parę lat temu przejeżdżałem tu z moim synem. Spodobał mu się wiatrak energetyczny, który stoi nieopodal. Zatrzymaliśmy się i weszliśmy do tego zagajnika. Nic nie było widać, tylko wąska ścieżynka. Potknąłem się i zobaczyłem nagrobek. Wtedy uświadomiłem sobie, że jestem na cmentarzu. Przypomniałem sobie, że byłem już kiedyś w tym miejscu – wspomina wrześnianin.

Pan Błażej podczas porządków na cmentarzu

W rejonie starego cmentarza w Grzybowie organizowano wtedy paintball. – Zdenerwowałem się, kiedy się o tym dowiedziałem. Bo jak można biegać po grobach? Pomyślałem, że nie mogę tego tak zostawić – wspomina pan Błażej.

Wziął narzędzia, worki na śmieci i przyjechał sprzątać. Zaczął od karczowania terenu. Spod warstw liści, śmieci i bluszczu zaczęły wyłaniać się mogiły. W większości bezimienne. Przy niektórych zostały tablice z zatartymi imionami i nazwiskami: Maria, Friedrich, Else...

SYZYFOWE PRACE

Ludzie byli zdziwieni, kiedy zobaczyli nieznajomego na starym cmentarzu. Ktoś zgłosił nawet do służb miejskich, że wyrzuca śmieci. Ale sprawa została szybko wyjaśniona i obecnie pan Błażej współpracuje ze Strażą Miejską, Urzędem Miasta i Gminy we Wrześni oraz przede wszystkim muzeum regionalnym. Wszyscy doskonale go znają.

Po Grzybowie przyszedł czas na okolicę: Sobiesiernie, Sędziwojewo, Psary Małe i Psary Wielkie. 

Na cmentarzy w Sobiesierniach

Porządkowanie miejsc pamięci przypomina czasem syzyfową pracę. Wykoszone zarośla odrastają, pozostałości grobów rozsypują się. Bywa, że to co zrobi pan Błażej, jest niszczone. W Sędziwojewie niedawno zastał poprzewracane nagrobki. Ktoś porozbijał znicze, które zostawił na grobach.

Ale są też ludzie, którzy pomagają. Od trzech lat pan Błażej prowadzi na Facebooku grupę „K.Fenix”, na której relacjonuje swoje prace. Informuje też o planach – gdzie i kiedy się pojawi. Każdy może przyłączyć się do akcji. Ostatnio znalazło się paru wolontariuszy.

Pan Błażej wspomina, że jeden z sołtysów pomógł mu wywieźć ścięte zielsko. Do internetu wstawił zdjęcia stroików z suchych kwiatów w kształcie krzyży i serc, które ktoś położył na grobach w Sobiesierniach.

W Sobiesierniach

Nie można też zapomnieć o zasługach lokalnych społeczności, które z własnej inicjatywy zadbały o ewangelickie cmentarze, np. we Węgierkach czy Gonicach.

TRZEBA ZAPALIĆ ZNICZ

Wszystko robi z własnych środków. Z wewnętrznej potrzeby. Kiedyś zastanawiał się, kto leży na tych cmentarzach, ale nie ma możliwości sprawdzenia, do kogo należą groby. Jednak nie to jest najważniejsze.

– Tu jest pochowany człowiek. Nieważne jest wyznanie, narodowość. To ktoś, kto kiedyś tu był. A teraz ktoś inny musi ten znicz zapalić. Nikt tutaj nie przychodzi, więc zobowiązałem się, że sam będę to robił – mówi opiekun cmentarzy.

W Grzybowie na nagrobku, o który parę lat temu potknął się pan Błażej, stoi stroik z bażancich piór. Przy nim krzyż z gałązek. Kilka kilometrów dalej, w Sobiesierniach, na resztkach pomników leżą kawałki porozbijanych płyt. Posklejać się ich nie już nie da. Można z troską zebrać z trawy i nakryć dłonią.

Thumb go dziewicz2

Joanna Goździewicz

12:00 29-02-2020