Ksiądz kanonik Kazimierz „Tata” Głów. Duchowy przywódca Wrześni

Komuniści nie pozwolili na to, aby został biskupem. Zrewanżował się, dając Solidarności schronienie, a Kościołowi dziesiątki powołań.

sylwetka 20:41 28-10-20180 1

W 2008 roku ks. kanonik Kazimierz Głów obchodził 50. rocznicę święceń kapłańskich. We farze odbyła się wtedy uroczysta msza święta z udziałem ponad 50 kapłanów i zakonników oraz licznie przybyłych wiernych. Homilię wygłosił ks. Marcin Kulczynski.

Wydawało się, że złoty jubileusz będzie okazją do przybliżenia sylwetki księdza kanonika. Ale nic takiego nie nastąpiło.

– Ksiądz kanonik nie życzył sobie żadnych laudacji ani wspomnień z pracy w poprzednich parafiach czy w seminarium. Chciał jedynie przeżyć ten jubileusz w towarzystwie ks. Gabriela Kozikowskiego i księdza misjonarza – mówił wówczas ks. Kulczynski.

Ot, słynna skromność legendy wrzesińskiego kościoła. Dzisiaj ksiądz kanonik Kazimierz Głów jest już na emeryturze, ale ciągle rezyduje na „swojej” parafii. Nam również odmówił rozmowy na swój temat. – Napiszcie coś, gdy już umrę – odrzekł.

Z biskupem Bernackim

Kazimierz Głów pochodzi z Wągrowca. Urodził się w 1933 r. w niewielkim domu przy ul. Kolejowej. Dzisiaj jest tam apteka. W Wągrowcu ukończył szkołę podstawową i w 1952 liceum ogólnokształcące. Próbowano go zwerbować na studia handlu zagranicznego, jednak on wybrał Prymasowskie Seminarium Duchowne w Gnieźnie.

Zaraz po święceniach został wikariuszem w parafii Archikatedralnej w Gnieźnie. Pracował tam jako katecheta. Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński wytypował go do wyjazdu na trzyletnie studia w Instytucie Biblijnym w Rzymie. W 1961 wystąpił o paszport na wyjazd na studia teologiczno-biblijne do stolicy Włoch. Nie uzyskał zgody od Prezydium Rady Wojewódzkiej – Urzędu ds. Wyznań w Poznaniu:

Tutejszy wydział nie posiada w tej chwili odpowiednich materiałów obciążających, niemniej jednak prosimy o niewyrażenie zgody ks. Głów na wyjazd do Włoch, stosując to jako jedne z czynników represjonowania Kurii Gnieźnieńskiej. Wymieniony jest bliskim współpracownikiem biskupa Bernackiego, który jak wiadomo najbardziej utrudnia nam pracę.

We wrześniu 1961 ks. Głów rozpoczął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dwa lata później ponownie wystąpił o paszport na wyjazd do Rzymu, jednak i tym razem spotkała go odmowa. Był to ciąg dalszy represji za „obecny stosunek Kurii Gnieźnieńskiej do zarządzeń państwowych i wydziału ds. wyznań”.

Brak możliwości studiów w Rzymie oznaczał prawie automatycznie brak awansu w hierarchii kościelnej. Gdyby nie to, dzisiaj pisalibyśmy o biskupie Głowie.

W 1972 obronił doktorat z dogmatyki z zakresu mariologii na KUL-u. W latach 70. zmieniła się też polityka państwa wobec kościoła. Ksiądz Kazimierz mógł już wyjeżdżać w celach naukowych na Zachód: do Włoch, Francji i Hiszpanii, Austrii i RFN.

Zakochali się w księdzu

Wypowiadając się na temat obecnej sytuacji w PRL, ks. Głów powiedział, że przemiany, jakie zaszły w kraju po objęciu władzy przez Pana Gierka, są nieporównywalne z innymi krajami. Przemiany te dotyczą wszystkich dziedzin, z którymi człowiek ma styczność na co dzień – notował urzędnik z wydziału ds. wyznań Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu, gdy w 1977 komunistyczne władze zatwierdzały kandydaturę księdza Kazimierza Głowa na administratora parafii w Niechanowie. Kuria powierzyła mu tam misję budowy plebanii. Jednocześnie łączył to z obowiązkami wykładowcy w seminarium w Gnieźnie.

– To był bardzo dobry ksiądz dla ludzi. Potrafił wybudować plebanię, a sam mieszkał na organistówce. Ale zabrali nam go, przenieśli. Nawet nie zdążył zamieszkać na tej nowej plebanii – wspomina nam jedna z parafianek. – Jego następca mówił potem, że ludzie zakochali się w księdzu, a nie w Bogu. Chyba mu zazdrościł, że tak mówił – wtóruje jej koleżanka.

Ostatnio ksiądz kanonik Głów był tam widziany na uroczystości poświęcenia skweru i obelisku biskupa Jana Michalskiego, który również był proboszczem w Niechanowie.

– Jest zapraszany na wszystkie uroczystości kościelne. Przyjeżdża, jest z nami. Ludzie cieszą się z tego powodu. Pamiętają o nim przede wszystkim starsi, przez to, co zrobił dla parafii. Opinia jest jedna: że był bardzo dobrym kapłanem. Wybudował nową plebanię, aczkolwiek wszyscy wówczas żałowali, że był tylko trzy lata i nie zdążył na niej zamieszkać – mówi nam proboszcz z Niechanowa ks. Andrzej Ziółkowski.

Przykrywka dla opozycji

W lipcu 1980 ks. Kazimierz Głów został proboszczem parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława Biskupa we Wrześni. Nominację otrzymał po śmierci poprzedniego proboszcza Bogdana Pelza.

Na jesień 1980 we wrzesińskich zakładach pracy tworzyła się Solidarność. Związkowcy z Wrzesińskiej Rady Koordynacyjnej w 1981 szukali oparcia w kościele i u proboszcza fary. Tak było np. przy organizacji uroczystości patriotycznych 3 maja z mszą świętą na rynku (pochód pierwszomajowy się nie odbył), a także przy poświęceniu sztandaru tonsilowskiej Solidarności.

– Bardzo pozytywnie się do tego ustosunkował. Pomógł nam. Mszę koncelebrował wspólnie z ks. Władysławem Kierzkiem. Przy poświęceniu sztandaru bałem się o pogodę, wtedy kanonik powiedział: „Ja mam chody u Szefa, pogoda będzie murowana”. I tak rzeczywiście było – wspomina Jan Koralewski, wówczas szef WRK.

W latach 80. parafia farna stała się miejscem spotkań wrzesińskiej opozycji. Władze pozwoliły wtedy na działalność stowarzyszenia Powściągliwość i Praca.

– Najpierw zażartował: „Mam nadzieję, że nie będzie to powściągliwość od pracy”. Ale mocno się w to zaangażował. Kupił krzesła i stoły do salki parafialnej i u niego się spotykaliśmy. To była przykrywka, pod którą działała wrzesińska Solidarność. Jak nastał okrągły stół, mieliśmy już gotową strukturę do stworzenia komitetu obywatelskiego – wyjawia Koralewski.

– Był taki pracownik Tonsilu, Kaźmierczak, został wyrzucony z pracy za działalność związkową. Był bez roboty i pieniędzy. Poszliśmy do ks. Głowa po radę. Ten wyciągnął znaczną ilość pieniędzy i wręczył temu tonsilowcowi – wspomina Bogdan Narożny, szef wrzesińskiej Solidarności. – To jest kapłan, który cieszy się największym zaufaniem Solidarności – dodaje.

– Przez księdza Andrzeja Ziętka (wtedy wikariusza w parafii farnej – przyp. red.) dostałem propozycję ukrycia, w momencie gdy na początku stanu wojennego Służba Bezpieczeństwa szukała mnie, aby internować. Ale nie skorzystałem wtedy – wyjaśnia Jan Koralewski.

Teatr w farze

Parafia farna była nie tylko ostoją patriotyzmu. Proboszcz troszczył się przede wszystkim o jej życie wewnętrzne: liturgię, wikariuszy, formację ministrantów, a także różne grupy działające przy kościele.

– Kiedy ks. Głów na początku lipca 1980 obejmował wrzesińską farę, miałem zaledwie 13 lat – mówi ks. Wenancjusz Zmuda, dzisiaj proboszcz parafii pw. Matki Boskiej Zwycięstwa w Bydgoszczy. – Nie wiem, ile razy służyłem mu do mszy świętej. Nie wiem także, ile razy koncelebrowałem z nim mszę. Kiedy 29 maja 1993 szykowałem się do odprawienia mszy św. prymicyjnej, o błogosławieństwo prosiłem nie tylko rodziców, ale także ks. Kazimierza. 

– Może najbardziej dziś uderza mnie jego obecność, jako młodego proboszcza, pośród ministrantów i lektorów. Uderza mnie jego aprobata na teatr, który pojawił się we wrzesińskiej farze w latach 80.: spektakl o ks. Jerzym Popiełuszce, o Dzieciach Wrzesińskich, misterium Męki Pańskiej, monodram maryjny – wspomina duchowny.

Ksiądz profesor Bogdan Czyżewski w 1987 był wikarym parafii farnej. – Nie był i z pewnością nie jest postacią tuzinkową. Już wtedy cieszył się wielkim uznaniem nie tylko swoich parafian, ale, nie boję się powiedzieć: całej Wrześni, której stał się bez wątpienia symbolem – podkreśla ks. Czyżewski.

– Zapamiętałem księdza Kazimierza Głowa jako człowieka niezwykle pracowitego. W jego pokoju długo paliły się światła. Mieszkałem na piętrze w budynku znajdującym się naprzeciw plebanii. Zawsze coś czytał, zaznaczał, notował. Posiadał bogaty księgozbiór, lubił kupować książki, ale nie po to, by ładnie wyglądały na półce. Korzystał z nich, a przy śniadaniu następnego dnia opowiadał o tym, co wyczytał i dzielił się wrażeniami. Może chciał nas, nieco młodszych, zachęcić do czytania i do pogłębiania wiedzy. Takim go zapamiętałem – mówi ksiądz profesor.

Czciciel Matki Boskiej

Księdzu Mirosławowi Kędzierskiemu (w parafii farnej w latach 1989-1996) najbardziej zapadła w pamięć jedna z uroczystości: peregrynacja figury Matki Boskiej Fatimskiej z kościoła św. Ducha do fary. Wieczorna procesja. Wtedy cała Września pogrążyła się we wspólnej modlitwie.

– Jako wikariusze, którzy z nim współpracowali, doświadczaliśmy jego wielkiej życzliwości i wyrozumiałości. Był doskonałym przełożonym. Swoją osobą sprawiał, że człowiek sam od siebie poczuwał się w obowiązku, aby jakieś zadanie wykonać dobrze. Uczyliśmy się od niego gorliwości w posłudze, w konfesjonale. Często widziałem go z brewiarzem, na modlitwie, z różańcem w ręku. Ale też z książką w języku francuskim, ponieważ cały czas szlifował swój francuski – mówi ks. Kędzierski, dzisiaj proboszcz w Kłecku.

Kapłan podkreśla też, że ksiądz kanonik był otoczony ludźmi bezgranicznie oddanymi, jak np. kościelny Józef Suchorski czy gospodyni Helenka „Aida”. – Oni nie dali złego słowa powiedzieć o proboszczu, nawet w żartach, gdy jako wikariusze trochę się z nimi przekomarzaliśmy – wyjaśnia ks. Mirosław.

Ks. Paweł Gronowski trafił do fary zaraz po święceniach, jako neoprezbiter. – Zasłużony kapłan, legenda wrzesińskiego kościoła. To określenia jak najbardziej na miejscu w odniesieniu do księdza kanonika – mówi nam ks. Gronowski. – Odczuwało się nie tylko u parafian fary, ale i u mieszkańców Wrześni opinię, że ksiądz kanonik jest „duchowym ojcem miasta”. Zresztą my, kapłani, mówiąc o swoim proboszczu, zawsze używaliśmy słów „kanonik” lub „tata” – dodaje ks. Paweł. Dzisiaj jest proboszczem w Zdziechowie i dyrektorem Radia Plus.

– O najmłodszych byłem ministrantem. Naturalną rzeczą było dla dziecka obserwowanie otoczenia i osób działających w parafii, szczególnie ks. proboszcza Kazimierza Głowa. Więc mogę powiedzieć znamy się z zakrystii. Imponował nam posługującym przy ołtarzu swoją troską o parafię, liturgię i okazywanym szacunkiem i pełną kulturę dla osób, które spotykał. Byliśmy dumni ze swojego proboszcza – mówi Sebastian Mazurkiewicz.

Konfrater zakonu paulinów

Związki parafii farnej z klasztorem w Biechowie są silne. Ugruntowały się w latach 80. i były naturalne. Proboszczem parafii farnej był przecież doktor mariolog, natomiast biechowski klasztor to także Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia. Pielgrzymki, a także msze za Ojczyznę spowodowały, że młodzież z Wrześni zaczęła się interesować życiem zakonnym, czego efektem były liczne powołania.

Ks. Kazimierz Głów posiada tytuł Konfratra Zakonu Paulinów w Biechowie. – To inaczej przyjaciel zakonu – mówi nam przeor klasztoru o. Józef Stępień. – Cały czas uczestniczy w dobrach duchowych zakonu. Modlimy się w jego intencji, np. z okazji imienin. A to z wdzięczności za jego zasługi – tłumaczy zakonnik.

Jakie to zasługi? 6 powołań z parafii farnej do zakonu paulinów i kolejnych 6 chłopaków, którzy zostali księżmi diecezjalnymi. Choć trzeba zaznaczyć, że dwóch później porzuciło sutanny.

– Był wzorem dla młodych ludzi, miał z nimi świetny kontakt. Imponowała nam zwłaszcza wytrwałość w posłudze kapłańskiej. Dużo czasu spędzał w konfesjonale, spowiadając parafian – mówi o. Dariusz Szuba z Domu Zakonnego Ojców Paulinów w Łukęcinie, kolejny wychowanek kanonika Głowa.

Ojciec chrzestny

Po upadku komuny ks. Głów czuwał nad rozwojem społeczeństwa obywatelskiego, był ojcem chrzestnym wielu inicjatyw. Zaangażował się na przykład w tworzenie Fundacji Dzieci Wrzesińskich. Zgodził się, aby miała swoją siedzibę w ochronce przy ul. Szkolnej, która jest własnością parafii farnej. Do dzisiaj zasiada też w radzie programowej FDW. Jest również bratem kurkowym, i kapelanem tej formacji, choć sam nie strzela.

Dzięki pomocy kanonika powstał także SKOK im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. – Ksiądz kanonik zrobił wiele dobrego dla Kasy od samego początku jej funkcjonowania. Jako proboszcz udostępnił pomieszczenia, pomógł zgromadzić pierwsze depozyty, wiele lat uczestniczył w pracy rady nadzorczej – mówi nam Karol Nowak, były prezes SKOK-u Wyszyńskiego. – Proponuję zapytać go również o numer członkowski, bo odpowiedź będzie ciekawa i znacząca – dodaje Nowak.

Kanonik Głów, jak się okazuje, lubi też futbol. 13 czerwca br. w Opatówku odprawił w zastępstwie mszę świętą. Na koniec nabożeństwa zaproponował:

– A teraz, kochani, pomódlmy się za to, aby Polska pokonała dzisiaj Gruzję.

Filip Biernat

Tekst archiwalny – ukazał się w „Wiadomościach Wrzesińskich” 11 września 2015 roku.  

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

20:41 28-10-2018