Koronawirus a zwierzęta domowe. Rozwiewamy fake newsy i podrzucamy porady

Nie ma żadnego dowodu, by zwierzęta domowe mogły chorować na COVID-19 czy przenosić koronawirusa SARS-CoV-2 z człowieka na człowieka.

aktualności 23:52 20-03-20200 10

Koronawirusy to szeroka rodzina wirusów występujących u różnych zwierząt. Ich część jest stosunkowo niegroźna. Istnieją koronawirusy charakterystyczne dla kotów, psów, świń, koni, królików, indyków czy nietoperzy, jednak choroby te nie przenoszą się na inne gatunki. Jeśli więc ktoś usłyszy, że u jego kota stwierdzono koronawirusa, może być spokojny – to nie SARS-CoV-2.

W sieci można znaleźć liczne doniesienia o tym, że ktoś z obawy przed koronawirusem porzucił lub próbował uśpić zwierzę. Lekarze weterynarii uspokajają, że nie ma mowy o masowości takich zachowań.

– Informacje o masowym oddawaniu psów i innych zwierząt towarzyszących do eutanazji z powodu epidemii koronawirusa w Polsce to typowy fake news. Nie zaobserwowaliśmy takiego zjawiska w zakładach leczniczych dla zwierząt - informuje Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna. – Jednocześnie zapewniamy, że zgodnie z wiedzą Światowej Organizacji Zdrowia i Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt właściciele zwierząt mogą być spokojni – ich podopieczni nie przenoszą koronawirusa. Przez media społecznościowe w ostatnim czasie przetoczyły się informacje dotyczące rzekomo masowego przyprowadzenia psów do zakładów leczniczych dla zwierząt z prośbą o dokonanie eutanazji. Powodem miała być rozprzestrzeniająca się epidemia COVID-19. Z całą stanowczością zaprzeczamy tym informacjom. Od rana przeprowadziliśmy rozmowy z kilkudziesięcioma lecznicami dla zwierząt z całej Polski. Wielu właścicieli [lecznic – przyp. red.] słyszało o tej plotce, ale nikt nie potwierdził, żeby takie sytuacje miały miejsce. Również hurtownie leków weterynaryjnych nie odnotowały zwiększonego zapotrzebowania na środki używane do eutanazji zwierząt. Jednocześnie przypominamy, że polskie prawo nie przewiduje przeprowadzenia eutanazji na życzenie. Zwierzę towarzyszące możemy poddać takiemu zabiegowi w ostateczności, gdy jego stan zdrowia jest bardzo zły, prowadzący do cierpienia przy braku możliwości jego wyleczenia lub poprawy komfortu życia. Prawo zezwala też na eutanazję zwierzęcia bardzo agresywnego zagrażającego ludziom. Każdy przypadek lekarz weterynarii rozpatruje indywidualnie. Podkreślamy, że zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia i Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt nie ma obecnie dowodów, iż człowiek może się zarazić koronawirusem od zwierzęcia domowego. Zawsze jednak dobrze jest umyć ręce mydłem i wodą po kontakcie ze zwierzętami. Chroni to przed innymi patogenami, które mogą się przenosić ze zwierząt domowych na ludzi.

Sytuację badała także lekarka z Wrześni – Magdalena Antosik przekazała, że na grupie zrzeszającej 6 tys. lekarzy weterynarii z całej Polski nikt nie potwierdził próśb o eutanazję z powodu koronawirusa.

Oczywiście nie znaczy to, że nie warto przyjrzeć się kwestiom opieki nad zwierzętami w obliczu epidemii.

– Naszym zdaniem w sytuacji kiedy właściciel zwierzęcia poddany jest przymusowej dwutygodniowej kwarantannie w związku podejrzeniem wystąpienia koronawirusa, obowiązki wyprowadzania psów na spacery powinny być elementem pomocy sąsiedzkiej lub pomocy ze strony towarzystw opieki nad zwierzętami. A taka pomoc jest całkowicie bezpieczna i nie grozi zakażeniem. Nie jest rozwiązaniem eutanazja lub porzucanie zwierząt – radzi Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna.

Samodzielne wyprowadzanie psa to złamanie kwarantanny. Można poprosić rodzinę o opiekę nad zwierzęciem lub oddać je do hotelu dla zwierząt, ale wystarczy, jeśli znajdzie się osobę gotową wyprowadzać zwierzę na spacery. O taką pomoc można zwrócić się nie tylko do najbliższych, ale też do społeczników z grupy „Widzialna Ręka”.

Ważne jest, by w momencie przekazywania psa pomocnikowi, nie doszło do kontaktu z osobą przebywającą w kwarantannie. Należy zdezynfekować smycz i obrożę, założyć je psu i wystawić za drzwi psa z już przypiętą smyczą. Osoba wyprowadzająca powinna odebrać smycz w rękawiczkach, najlepiej jednorazowych. Nie może bezpośrednio dotykać smyczy, obroży i sierści psa - nie wchodzi więc w grę głaskanie, przytulanie czy całowanie. Powrót powinien wyglądać w ten sam sposób – przekazać smycz w rękawiczkach. Następnie osoba wyprowadzająca psa powinna wyrzucić rękawiczki i umyć lub zdezynfekować ręce, a osoba w kwarantannie – odpiąć smycz.

W czasie samego spaceru – oczywiście też z własnym psem – absolutnie nie powinno spuszczać się go ze smyczy, aby ograniczyć możliwość ucieczki i potencjalnego poszukiwania zwierzęcia. W czasie spacerów należy zachowywać bezpieczny odstęp od innych osób, absolutnie nie należy zatrzymywać się na rozmowy z innymi wyprowadzającymi.

Wszystkie wizyty u lekarzy weterynarii, które nie są pilne, powinny zostać odłożone na moment wygaśnięcia pandemii – zresztą część lecznic, także we Wrześni, ogranicza przyjęcia do zwierząt chorych, w szczególności wymagających zabiegów ratujących życie. Nie jest prowadzona sprzedaż karm czy smyczy.

Wszelkie akcesoria powinniśmy zamawiać w sklepach internetowych – do paczkomatów lub kurierem, korzystając z opcji dostawy bezkontaktowej.

Warto też zapewnić zwierzęciu jak najwięcej rozrywki w domu, na przykład zabawy węchowe (w sieci można znaleźć instrukcję, jak je przeprowadzić), aby dzięki temu ograniczyć długość spacerów.

Aby zapobiec gromadzeniu się ludzi, odwołany został wolontariat we wrzesińskim schronisku – zawieszone zostały spacery i odwiedziny.

– Jest to odgórne zarządzenie, do którego również musimy się dostosować. Mamy nadzieję, że sytuacja szybko wróci do normy, a nasze psiaki na tym nie ucierpią – informuje Stowarzyszenie Psi-jaciel. – Odbiór zaginionych zwierzaków jak zwykle jest możliwy po wcześniejszym kontakcie telefonicznym z pracownikiem (500 191 039). Adopcje również toczą się bez zmian.
Thumb anna tess go%c5%82embiowska fot idzikowski 1

Anna Tess Gołębiowska

23:52 20-03-2020