Jak pierwsi Piastowie. Morsowanie i wyprawa

Dwóch śmiałków pokonało 30 kilometrów. I nie byłoby w tym może nic niezwykłego, gdyby nie to, że wędrowali wyposażeni w rynsztunek dawnych Słowian.

aktualności 03:28 21-02-20201 0
– Czekaliśmy na zimę i się nie doczekaliśmy, ale plan zimowej wyprawy zrealizowany – relacjonuje Kamil Stachowiak, bardziej znany jako „Kamoszka”. Co roku możemy obserwować go w dawnym rynsztunku, kiedy prowadzi Grzybowski Turniej Wojów. Ale rekonstruktor z krwi i kości działa bez względu na porę roku.

– Rozpoczęliśmy kąpielą w jeziorze Baba w Nekielce, co dało nam jeszcze większy wyrzut endorfin i energię do wędrówki. Oczywiście strój do kąpieli był również z epoki. Jak w powieściach Elżbiety Cherezińskiej, kiedy wojownicy wykuwali przerębel toporami, zanurzali się w lodowatej wodzie po szyję i planowali kolejne wyprawy, tak i my, gdy lodowata woda rozjaśniła nam umysły, zaczęliśmy planować nadchodzący sezon, który może okazać się za krótki, by wszystkie plany zrealizować – dodaje „Kamoszka”.

Towarzyszył mu dr Marcin Danielewski, naukowiec pracujący na Wydziale Archeologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, prowadzący badania na grzybowskim grodzisku i wspierający „Kamoszkę” w czasie turnieju wojów. U boku Marcina pojawiła się suczka Zuza, czworonożna towarzyszka jego wczesnohistorycznych wypraw.

Marcin Danielewski z Zuzą i Kamil Stachowiak

– Zabrakło trzeciego z braci, Przemysława Grześkiewicza, który dostał kontuzji i wiekowa mądrość nakazała mu zostać w domu – wyjaśnia „Kamoszka”. – Choć myślami na pewno był z nami i jego imię często padało z naszych ust podczas długiej, wędrowniczej rozmowy. Niespodziewanie dołączył do nas pies, który otrzymał imię Thorwald. Nie wiemy, skąd się wziął, ale dzielnie szedł z nami i towarzyszył nam aż do zachodu słońca. Dla niego też to była ekstra przygoda.

Kamil Stachowiak był gotów adoptować Thorwalda, ale po tym jak nagłośnił w internecie wiadomość o swoim nowym przyjacielu, udało mu się znaleźć jego właścicieli. Okazało się, że to suczka imieniem Bella.

„Kamoszka” i Thorwald, który okazał się Bellą

Panowie w towarzystwie dwóch psiaków wyruszyli z Nekielki około godz. 4.30, by obiad zjeść już w swoim ukochanym Grzybowie. Nie tylko maszerowali w ubraniach uszytych na podstawie znalezisk archeologicznych, ale też nie korzystali z żadnej współczesnej technologii. Zamiast aplikacji w telefonie jako mapa służyła im tabliczka woskowa z wyrysowanym szlakiem.

– Ci, co nie mogli z nami wędrować, niech żałują. Ci, co nie wiedzieli, niech śledzą nasze poczynania, bo to dopiero początek i będzie okazja dołączyć – zachęca „Kamoszka”.

A osoby, dla których długi marsz i morsowanie to zbyt ekstremalne doznania, ale chciałyby spróbować zimy w reko-klimatach, zapraszamy 22 i 23 lutego do Grzybowa na imprezę „Zima 1020”.

Thumb anna tess go%c5%82embiowska fot idzikowski 1

Anna Tess Gołębiowska

03:28 21-02-2020