Ucieczka z uczty i pogrzeb wodza, czyli sobota na grzybowskim grodzie

Na dwa dni rezerwat archeologiczny w Grzybowie zamienił się w obozowisko rodem z wczesnego średniowiecza. 

aktualności 16:45 20-08-20191 0

Do Grzybowa przyjechało ponad 400 rekonstruktorów: rzemieślników i wojowników. Choć impreza otwarta dla turystów trwała dwa dni (17 i 18 sierpnia), pierwsi z nich rozbili namioty na grodzisku już w środę, by odtworzyć warunki, w których nasi przodkowie żyli przed tysiącem lat.

Tradycja spotkań w Grzybowie trwa już od 2001 roku – wtedy odbył się tu Ogólnopolski Zjazd Wojowników Słowiańskich. W 2005 roku impreza stała się międzynarodowa, a w 2014 roku odbyła się ostatnia jej edycja. Od sześciu lat zamiast zjazdu odbywa się Grzybowski Turniej Wojów. 

Uczestnicy turnieju zmagali się w tym roku w trzynastu konkurencjach

VI Grzybowski Turniej Wojów rozegrany został o Koronę Dębów Grzybowskich. Patronował mu Lestko, jeden z trzech dębów, będących jednocześnie pomnikami przyrody. Choć nawałnica z 2017 roku powaliła sześć wiekowych dębów na terenie grodu, Siemowit, Lestko i Siemomysł przetrwały. Żywe pomniki noszą imiona przypominające o przodkach Mieszka I. Lestko (lub Lestek, Leszek) był jego dziadkiem. Dla Grzybowa jest to postać szczególna – właśnie w jego czasach rozpoczęto budowę grodu. Możliwe, że to on postanowił założyć osadę albo że mieszkał w niej przez jakiś czas. 

Ofiary dla Lestka oraz owoce dębu

I to właśnie przed Lestkiem rozpoczął się VI Grzybowski Turniej Wojów. Wojowie, rzemieślnicy i niewiasty, którym przewodziła pogańska kapłanka, oddali hołd drzewu, okadzając je palonymi ziołami i składając ofiary: jedzenie i wino. Zebranym rozdała też owoce dębu, czyli żołędzie, aby każdy mógł zasadzić je tam, skąd przyjechał, by kontynuować dziedzictwo Lestka. 

Pokłonienie się Lestkowi było też symbolicznym pokłonieniem się naszym protoplastom
Wydarzenie rozpoczęło się oddaniem hołdu patronowi turnieju

Dzięki żołędziom rozdanym uczestnikom dziedzictwo Lestka przetrwa setki lat

Uroczyste rozpoczęcie było też okazją do zaprezentowania drużyn. Rekonstruktorzy spotkali się przed namiotem kasztelana, skąd przemaszerowali ku dębom. 

Do Grzybowa przyjechało ponad 400 rekonstruktorów
Rekonstrukcją historyczną zajmują się całe rodziny
Rolę kasztelana grodziska pełni Jacek Wrzesiński, archeolog będący jednocześnie kierownikiem Rezerwatu Archeologiczny Gród w Grzybowie. Jest z nim związany od 1997 roku, kiedy to miejsce stało się własnością Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy. Został wybrany Człowiek Roku 2014 w plebiscycie „Głosu Wielkopolskiego”
Przemarsz to okazja, by zaprezentować swoje sztandary, ale też dopracowane stroje 

Dla rekonstruktorów wyjazdy historyczne to okazja, by zaprezentować innym swoją pasję czy spotkać się ze znajomymi z całej Polski, często widywanymi tylko na przeróżnych zjazdach wojowników. Jest to też okazja do rywalizacji. Wojowie i niewiasty biorą udział w turnieju, aby potwierdzić swoje umiejętności i zmierzyć się z innymi pasjonatami. Do stanięcia w szrankach trenują czasem cały rok. Grzybowski turniej jest nietypowy – rywalizacja nie ogranicza się do pojedynków z mieczami czy toporami. Organizatorzy co roku przygotowują serię konkurencji, które do ostatniej chwili są niespodzianką dla uczestników.

Organizatorzy wydarzenia: Jacek Wrzesiński, Kamil „Kamoszka” Stachowiak i dr Marcin Danielewski
Wodzowie drużyn na spotkaniu w namiocie kasztelańskim. Na odprawie w sobotni poranek ustalone zostały szczegóły odnośnie funkcjonowania na grodzie na czas otwarcia imprezy dla turystów oraz zgłoszeń do VI Grzybowskiego Turnieju Wojów
Wodzowie zgłaszają uczestników turnieju. Nie zabrakło zabawnych sytuacji. Stałym bywalcem imprez historycznych w Polsce jest Francuz „Sven”, ale jego akcent zawiera silne naleciałości, co może czasem sprawiać komplikacje. Zgłoszona przez niego drużyna „Topór i Wódka” w pierwszej wersji została zanotowana jako „Topory Włodka”

Program imprezy był naprawdę bogaty. Od godz. 10.00 do 18.00 na całym grodzisku odbywały się warsztaty, prelekcje, pokazy i koncerty. Atrakcję turystyczną dla odwiedzających stanowią jednak też sami wojowie. Rekonstruktorzy chętnie pozowali do zdjęć z turystami, pozwalali im zajrzeć do namiotów, prezentowali elementy wyposażenia. 

Dla rekonstruktorów namioty to na czas imprez historycznych miejsce zamieszkania. Dla turystów – ogromna atrakcja i szansa obcowania z żywą historią. 

Kram Wilka. Karol Wilczyński z Bractwa Wojowników „Kruki” wykonuje obuwie metodami takimi jak przed tysiącem lat robili to Słowianie czy Wikingowie. 
U rogownika można dostać biżuterię czy noże w rogowej oprawie
Dzieci rekonstruktorów bawią się średniowiecznymi zabawkami
Na bardku można tkać krajki, czyli wełniane paski służące m.in. do obszywania ubrań.

Tkanie krajki inną metodą, czyli na tabliczkach. W tle piękna kolekcja tkanych pasków czekająca na nowych właścicieli. 
„Horypyna” odwiedza Grzybowo od lat, oferując wyroby skórzane

Konkurencje dla mężczyzn i kobiet odbywały się na terenie grodziska przez dwa dni. Sprawdzały nie tylko siłę, ale też spryt czy poczucie humoru. 

Pierwsza konkurencja turniejowa. Wojowie łapali za dwie strony belki i próbowali wzajemnie wypchnąć się z okręgu wyznaczonego przez organizatorów.
Pierwsza konkurencja kobiet: rzut toporkiem. Na zdjęciu „Aldis” z Drużyny Wojów Grodu Wałcz, która zajęła trzecie miejsce w zmaganiach niewiast
Miś przekonał się, że dziewczyny potrafią rzucać. Lepiej nie zadzierać z rekonstruktorkami!
Wyścig nosiwody. Wojowie przedzierali się przez „bagna”, próbując pokonać trasę wyłącznie po wystających pniach drzew, jednocześnie dźwigając na barkach „wiadra wody”. Oczywiście na czas. Pieńki były rozstawione tak podstępnie, że nie każdy ukończył tę konkurencję.
Niewiasty zmierzyły się w przeciąganiu liny nad zalanym wodą wykopem archeologicznym. Uwaga! Punktowany był też styl, w jakim przegrana wpadała do wody. „Herdis” z Drużyny Najemnej „Dziki Bez” nie miała sobie równych po tym, jak zaprezentowała uroczy ślizg, nie wypuszczając liny z dłoni
Ucieczka z uczty. Zasady były proste: należało wypić duszkiem dzbanek piwa, wbiec po pochylni na chybotliwy stół, a następnie przebiec po nim, nie zrzucając żadnego z naczyń. Finał: skok nad uczestnikiem biesiady. Oczywiście osoby siedzące przy stole mogły przeszkadzać. Każdy zrzucony przedmiot oznaczał punkty karne. Zahaczenie o sędziego, nad którym należało przeskoczyć, także.
Wojowie śmiali się, że w tej konkurencji każdy jest wygranym, ponieważ mógł się załapać na darmowe piwo. Sędziowie śmiali się, że gdy rok wcześniej w tej konkurencji rywalizowały kobiety, osiągały znacznie lepsze czasy niż panowie.
Rzut zapałką jest prosty – trzeba rzucić jak najdalej. Tylko zapałka dość duża... Jak w skoku w dal – liczy się najbliższy ślad zostawiony na ziemi.
Najwierniejsza kibicka rzutu zapałką

Nie tylko wojowie mogli rywalizować w poszczególnych konkurencjach. Za każdym razem organizatorzy zapraszali do udziału publikę, by każdy mógł na własnej skórze przekonać się, jak skomplikowane były zadania postawione przed uczestnikami. 

Jeśli jednak kogoś nie interesowały zmagania wojowników, wciąż miał co robić na grodzisku.

Pod hasłem Grzybogranie zorganizowane zostały koncerty muzyki dawnej. W sobotę wystąpiły zespoły Liarman oraz Huskarl.
Zajęcia dla dzieci prowadziła grupa teatralna Asocjacja 2016
Jedną z przygotowanych przez Asocjację 2016 atrakcji było wspólne budowanie grodu Lestka
Drużyna Jastrząb z Gniezna przygotowała pokaz hippiki.
Pokaz kaskaderskich popisów wykonywanych na końskich grzbietach zapierał dech w piersiach
W zagrodzie edukacyjnej Stowarzyszenie Edukacji i Odtwórstwa Historycznego „Aurea Tempora” prowadziło pokazy rzemiosła oraz dawnej kuchni

Oczywiście turniej wojów nie może obyć się od bitwy. Tak było i w tym roku na Grzybowie. O godz. 15.00 nastąpiło oficjalne otwarcie imprezy z udziałem zaproszonych gości oraz prezentacja wszystkich drużyn, które przybyły do Grzybowa w tym roku, po czym wszyscy uczestnicy udali się na majdan, by obserwować boje toczone przez wojów.

 Oficjalne otwarcie imprezy. Na zdjęciu przedstawicielki Wiejskiego Stowarzyszenia Edukacyjno-Kulturalno-Turystycznego „Szansa” w Grzybowie, w tym jego prezeska Mariola Zalepa, oraz wiceburmistrz Karol Nowak i wicestarosta Waldemar Grzegorek.
Przygotowania do bitwy
Zwarty i gotowy!
Walczący posługują się stępioną bronią, ale to sport ekstremalny i łatwo o kontuzję.
Dobrze widzicie. Pod siłą ataku „Kamoszki” ten topór nie wytrzymał i rozpadł się na dwie części. Przeciwnik nie miał szans. Resztkami broni można było napalić w ognisku... Walka aż do upadłego to specyfika starć bohurtowych.
Krąg zdrady, czyli wszyscy przeciwko wszystkim. Wojowie składają broń na środku pola i ustawiają się na jego obrzeżach. Na hasło sędziów ruszają ku broni. Każdy walczy tym, co uda mu się chwycić. 
W bitwie wzięła też udział kapłanka. Nim armie zmierzyły się ze sobą, przeprowadziła wróżbę, pytając bogów o pomyślność. Wróżba jest pozytywna, jeśli koń przejdzie całą trasę, nie następując na włócznie i topory.
A tu już bezpośrednia ingerencja, czyli karmienie wojownika narkotycznymi ziołami, aby wprowadzić go w szał bitewny. Berserkerzy (nordyccy kamikadze) nie czuli bólu ani ran. Według legend szał walki dodawał im nadludzkiej siły.

Od zeszłego roku poza tradycyjną bitwą, w której zawodnicy poddają się po otrzymaniu pierwszego ciosu, który w prawdziwym starciu byłby śmiertelny, odbywają się też walki bohurtowe (bohortowe). To wyzwanie tylko dla najbardziej uzdolnionych wojowników, niezwykle kontuzjogenne. Każdy walczy tak długo... aż padnie z wyczerpania. Ponownie okazało się, że „Kamoszka” nie ma sobie równych w tym stylu walki.  

W bitwie głównej polegli wszyscy najeźdźcy oprócz ich wodza, Niemira. Wojowie skierowali do publiki pytanie: oszczędzić wojownika czy nie. Turyści byli bezlitośni, więc Niemirowi poderżnięto gardło. Dzięki temu było jednak kogo pochować w finałowej inscenizacji tego dnia, czyli w pogrzebie wodza. 

Od kilku lat w Grzybowie odbywa się inscenizacja pogrzebu potężnego wojownika. W tym roku poległ Niemir.

Ponieważ ludzie Niemira polegli, musieli pochować go jego wrogowie. W czasie obrzędu zadbali więc o to, by jego wściekły duch nie powrócił z Nawii, by szukać zemsty. W tym celu orszak pogrzebowy przeszedł okrężną drogą, a prowadzący go „Kamoszka” stukał rytualną laską w mijane domostwa, by dusza Niemira zmyliła drogę. W bramie grodu złożono miecze i topory, aby duch zranił się i zaniechał zemsty. Nikt nie mógł uronić łzy nad poległym, aby ten nie miał wrażenia, że żywi za nim tęsknią. Na stosie złożono jadło mające zapewnić Niemirowi siły w zaświatach, a przy nim ułożono most, którym jego dusza miała zawędrować wprost do Nawii. Wreszcie przy płonącym stosie pogrzebowym dwie pary wojowników stoczyły pojedynki, aby oddać hołd umiejętnościom Niemira. 

Niewiasty przygotowały jadło i kwiaty, by złożyć je w ofierze na stosie pogrzebowym.
Orszak nie mógł przejść najkrótszą drogą na wypadek, gdyby duch poległego wojownika szukał zemsty.
Uczestnicy obrzędu odprowadzili Niemira na pole kurhanowe znajdujące się przed grodziskiem.
Modły nas stosem odprawił kapłan...
...a wiedźma ponownie użyła magicznych ziół.
Słowianie palili zmarłych, aby ich dusze trafiły wprost do Nawii, czyli zaświatów. Prochy ze stosu zbierano i składano w urnach.
Pojedynki zdolnych wojowników oddawały hołd talentowi Niemira do wojaczki.
Wdowa po Niemirze. Jeszcze o niej usłyszymy.

Pogrzeb wodza był zarazem ostatnim punktem programu dostępnym dla publiczności. Później rekonstruktorzy mogli bawić się we własnym gronie. W nocy z soboty na niedzielę wzięli udział w uczcie, w czasie której odbyła się trzynasta konkurencja turniejowa, czyli grzybowska saga. Jej uczestnicy mieli zabawić innych gawędą. Liczyła się nie tylko kreatywna historia, ale też sposób jej prezentacji. Dozwolone były śpiewy, deklamacje, taniec, żonglerka... Drużyny mogły wspierać swoich reprezentantów. 

Rekonstruktorzy przykładają ogromną wagę do detali strojów.
Do Grzybowa rekonstruktorzy przyjeżdżają całymi rodzinami. Cenią sobie możliwość relaksu i doceniają punkty programu zorganizowane specjalnie dla dzieci.
„Kamoszka” z rodziną.
Historyczny wózek wydaje się całkiem komfortowy.
Dzieci obcujące z żywą historią od małego w szkole będą brylować.
Kiedy nie ma turystów, można się trochę powygłupiać. Niby dzwoneczki, ale prawie jak winogrona...
A kiedy już naprawdę nikogo w „cywilu” nie ma na grodzie, można nawet zapuścić brodę z waty cukrowej.

A to dopiero pierwszy dzień turnieju. Do zobaczenia w ciągu dalszym relacji!

Obszerną galerię zdjęć z pierwszego dnia VI Grzybowskiego Turnieju Wojów prezentujemy w galerii. Jeśli odwiedziliście imprezę, koniecznie spróbujcie się odnaleźć!

Thumb anna tess go%c5%82embiowska fot idzikowski 1

Anna Tess Gołębiowska

16:45 20-08-2019