Groźby śmierci za rozbiórkę kościelnej wiaty, czyli wypadki wrzesińskie między Bogiem a partią

Rozbiórka wiaty przy drewnianym kościółku na Lipówce w 1967 r. wywołała niezwykłe emocje we Wrześni. Pierwszy sekretarz partii Józef Cichowlas otrzymał z tego powodu nawet groźby pozbawienia życia. Był to tylko jeden z epizodów tajnej wojny bezpieki z Kościołem.

historia 13:50 25-01-20190 2

Wiata o wysokości 3,5 metra, szerokości 10 i długości 27 metrów stanęła przy drewnianym kościele na Lipówce po to, aby wierni mieli się gdzie schronić podczas nabożeństwa. Był to pomysł ks. Alojzego Święciochowskiego (na zdjęciu powyżej), „rektora nielegalnej parafii pod wezwaniem św. Krzyża” – bo tak określały tego kapłana ówczesne władze. Dodajmy, że wcześniej komuniści nie pozwolili na utworzenie parafii na terenie Lipówki i okolicznych wsi.

5 listopada 1967 odbyło się pierwsze nabożeństwo pod wiatą. Dzień później Stefan Tuhy, przewodniczący Powiatowej Rady Narodowej, oraz Edmund Kędzierski, szef Wydziału ds. Wyznań Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu, zażądali rozbiórki budowli, ponieważ rzekomo zagrażała bezpieczeństwu ludzi. Ksiądz Święciochowski odmówił.

7 listopada, na podstawie decyzji Wydziału Architektury i Budownictwa, Prezydium Powiatowej Rady Narodowej nakazało rozbiórkę. Uczyniono to w asyście 30 policjantów i esbeków. Świętości broniły kobiety z kamieniami, ale na nic to się zdało. Budowlę rozebrano, a Wydział Śledczy SB Komendy Wojewódzkiej MO w Poznaniu wszczął śledztwo.

9 listopada towarzysz Józef Cichowlas, I sekretarz KP PZPR i faktyczny władca Wrześni, otrzymał anonimowy list z groźbą śmierci za rozbiórkę przykościelnej wiaty.

Przewodnia siła narodu

Nieprzypadkowo anonim trafił do Cichowlasa. Ludzie dobrze wiedzieli, że za decyzją rozbiórki stoi partia. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. W tym czasie administrację terenową tworzyły powiatowa, miejskie i gromadzkie rady narodowe. Ale administracja miała nad sobą „partyjną czapę” w postaci komitetu powiatowego PZPR. To powiatowa egzekutywa (organ wykonawczy partii – w jego skład wchodzili: I sekretarz, inni sekretarze z zakładów pracy i instytucji, komendant MO, etc.) podejmowała najważniejsze decyzje. Często ograniczało się to do jednoosobowego władztwa I sekretarza Józefa Cichowlasa.

Partii podporządkowana była również Służba Bezpieczeństwa. W 1962 w jej strukturach powstał wydział IV, zajmujący się zwalczaniem Kościoła. Bezpieka stale współpracowała z Wydziałem ds. Wyznań, który działał przy Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Poznaniu. Tam kuria i parafie musiały załatwiać wszystkie sprawy administracyjne, od nominacji proboszczowskich do pozwoleń na budowę plebanii czy obiektów sakralnych. Wydział posiadał teczki personalne księży, podobnie zresztą jak bezpieka. Jego głównym zadaniem było uprzykrzanie działalności Kościoła. Stąd nikczemna rola Edmunda Kędzierskiego.

Partia i bezpieka postanowiły zająć się niepokornymi księżmi. Ks. Alojzy Święciochowski został sądownie ukarany grzywną za nielegalne pobudowanie wiaty. Karę 2100 zł rozłożono mu na raty. Bezpieka rozpoczęła szczegółową inwigilację księży, którzy w jakiś sposób narazili się komunistycznym władzom.

Rok 1989. Ksiądz kanonik Alojzy Święciochowski i prymas Józef Glemp podczas wizytacji w parafii w Strzelnie, gdzie ks. Święciochowski był proboszczemFot. archiwum Mariana Przybylskiego

Księża przeciwko księżom

Od 1967 do 1972 ks. Alojzy Święciochowski był aktywnie rozpracowywany przez Służbę Bezpieczeństwa. Podjęto decyzję, aby maksymalnie uprzykrzyć mu pracę duszpasterską. Bezpieka użyła do tego celu swoich tajnych współpracowników wśród księży i członków rad parafialnych. Z planów pracy SB wynika, że tajny współpracownik o kryptonimie Ryszard (duchowny) miał ustalić cechy charakteru księdza z uwzględnieniem tych słabych, które można było wykorzystać w pracy operacyjnej. Funkcjonariusze ustalali powiązania z osobami świeckimi, a także notowali wszystkie wypowiedzi Święciochowskiego na temat pracy duszpasterskiej oraz pracowników kurii.

Zwerbowanym przez bezpiekę księżom, tajnym współpracownikom o kryptonimach Tadek i Ryszard, zlecono, aby w bezpośrednich rozmowach ze Święciochowskim dawali mu do zrozumienia, że we Wrześni już nic dobrego dla Kościoła nie uczyni. Wręcz przeciwnie, zaszkodzi mu. Służba Bezpieczeństwa zaplanowała również, aby w czasie narad dekanalnych inspirować księży do tego, by wystąpienia niepokornego księdza były traktowane lekceważąco. Miał on dojść do wniosku, że przestał się liczyć w dekanacie.

Kolejny agent TW Staszek miał zapewnić esbekom informacje z wystąpień z ambony, szczególnie tych dotyczących inspiracji wiernych do budownictwa sakralnego.

Działania bezpieki były dokuczliwe (pisano na duchownego donosy do kurii), ale na niewiele się zdały. Ks. Święciochowski walczył o zwrot rozebranej wiaty, o budowę nowego kościoła na Lipówce, organizował punkty katechetyczne, m.in. w Psarach Polskich. W końcu, pod naciskiem władz, został przeniesiony do innej parafii.

Lista podejrzanych

Ksiądz Alojzy nie był jedynym duchownym, którego działalność zwalczała bezpieka. Na liście znalazło się kilku innych, m.in.: dziekan dekanatu wrzesińskiego ks. Bogdan Pelz, dziekan dekanatu miłosławskiego ks. Leon Bresiński, administrator parafii Czeszewo ks. Stanisław Miszkiewicz, a także ojcowie paulini z Biechowa: Jan Sokol i Jan Kłudziak, oraz administrator parafii w Nekli ks. Edmund Bartosiak. Z biegiem czasu nazwiska się zmieniały, bo księża przechodzili do pracy w innych parafiach. Ale problemy poszczególnych wspólnot wiernych pozostawały te same, np. brak budowli sakralnych czy sal katechetycznych.

Niepokorny ks. Edmund Bartosiak z Nekli (Fot. archiwum Danuty Gumiennej)

Władze państwowe i bezpieka ustaliły, że „kler katolicki” koncentruje swoje wysiłki na inspirowaniu wiernych w celu budowania kościołów, tworzenia nowych parafii. Księża zaczęli się ubiegać o zwrot majątku kościelnego zagarniętego przez państwo w latach 50. Duchowni nie zaprzestali też pracy z młodzieżą.

Oryginalną postacią był ks. Bartosiak z Nekli, który – jak wielu proboszczów – walczył o „ocalenie” młodzieży po wyrzuceniu religii ze szkół. Księdzu nie podobało się, że szkoła nie współpracowała na tej linii z parafią. Podczas kolonii letnich dzieci nie chodziły na nabożeństwa do kościoła, w związku z tym duchowny wysyłał anonimy do Józefa Cichowlasa, I sekretarza KP PZPR we Wrześni, w których krytykował kierownika szkoły i nauczycieli z Nekli. Wrzesińska bezpieka przekazała korespondencję do ekspertyzy fachowcom z MSW, z tak zwanego biura T. Operacyjnie pobrano próbki pisma duchownego i porównano. Wyszło, że pisał je Bartosiak.

Z tego powodu prokurator powiatowy przeprowadził z księdzem rozmowę ostrzegawczą. Ale jakoś szczególnie nie zniechęciło to proboszcza do działania. Na początku lat 70. namawiał radnych do utworzenia nowej placówki sakralnej w Nekielce, w kościele poewangelickim. Chciał odzyskać 16-hektarowe gospodarstwo, które parafii odebrało państwo w latach 50., lub przynajmniej uzyskać jakąś rekompensatę. Nie udało się. Dlatego zaangażowano TW Musiała oraz kontakt operacyjny ks. PK i byłego TW Antoniego – aby pilnie przyglądali się działalności duchownego.

Ksiądz Bartosiak był groźny dla PRL-u nawet po śmierci. W 1983 agenci bezpieki pojawili się na jego pogrzebie. Zameldowali, że na grobie księdza pojawiły się wieńce ze wstęgami Solidarności.

Za walkę z Kościołem we Wrześni na przełomie lat 60. i 70. odpowiedzialni byli trzej oficerowie SB: ówczesny szef placówki mjr Franciszek Teodorczyk, a także kapitan Hieronim Stefaniak i porucznik Stanisław Szcześniak. Wszyscy awansowali.

Filip Biernat

Artykuł ukazał się w „Wiadomościach Wrzesińskich” 31 grudnia 2015 roku.

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

13:50 25-01-2019