Gdy dzieje się zło

Parę lat temu przez kilkanaście minut miałem przyjemność przebywania na dyżurce w komendzie powiatowej policji przy ulicy Szkolnej.

Moim zdaniem 11:33 18-01-20190 0

Czekając na policjanta, który po mnie przyszedł, słyszałem rozmowę telefoniczną dyżurnego z kimś „z miasta”. Brzmiała ona mniej więcej tak: – Mąż jest agresywny? Naprawdę? – dziwi się policjant. Chwila ciszy, bo mówi kobieta. – Aha, nie wziął leków... – to znowu policjant. – To może niech je weźmie, co? – dodał. Widać było gołym uchem, że dyżurny nie za bardzo ma ochotę wysłać patrol do domu zgłaszającej.

Może w końcu wysłał – nie wiem, bo „mój” funkcjonariusz zabrał mnie już na górę – ale do dziś pamiętam wrażenie, jakie wówczas odniosłem: policja niechętnie interweniuje, gdy w grę wchodzi chory psychicznie. Zresztą nie tylko policja, także my wszyscy – zwykli obywatele – mamy opory, żeby osobiście reagować, gdy innemu człowiekowi obok nas dzieje się coś złego. Teoretycznie za nieudzielenie pomocy grozi nam grzywna, a nawet więzienie, ale czy ktokolwiek słyszał, aby komuś wymierzono taką karę?

Waldemar Śliwczyński

redaktor naczelny „Wiadomości Wrzesińskich”

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

11:33 18-01-2019