Być na własnych śmieciach… Opłakany uboczny skutek postępu i segregacji

Gdy w latach 60. powstawały pierwsze wrzesińskie osiedla, wraz z czteropiętrowymi blokami wznoszono niewielkie wiaty – w sam raz takie, by pomieściły kilkanaście „nowoczesnych” (jak na tamten czas) kubłów na śmieci.

Moim zdaniem 08:00 05-07-20202 4

Można było dyskutować nad względną urodą tej „małej architektury”, ale cel swój spełniała ona znakomicie, chroniąc naszą wrażliwość przed brzydszą częścią cywilizacji.

Później, wraz z postępem, nastała radosna moda na burzenie wiat i zastępowanie ich luźno stojącymi, wiecznie pogiętymi i pordzewiałymi kontenerami, które ponoć miały usprawnić procedury oczyszczania miast.

Obecna segregacja śmieci wyzwoliła kreatywność w projektowaniu coraz to wymyślniejszych form pojemników. Skutek jest opłakany: pod naszymi oknami, w środku osiedli, tuż przy chodnikach, rozciągają się całe kompleksy cuchnących, przeładowanych (ale za to różnobarwnych jak zabawki dla dzieci) kontenerów, których szpetota sieje odrazę.

Podczas gdy w wielu miastach następuje znów powolny renesans wiat, we Wrześni ciągle jeszcze rosną śmietniki wokół śmietników – królestwo szczurów dumnie powiększa swoje terytorium...

Mirosław Jadryszak

nauczyciel, pasjonat fotografii i filmu

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

08:00 05-07-2020