Bartosz Józwiak – pełnomocnikiem i doradcą politycznym wicepremiera Gowina

Bartosz Józwiak, były poseł Kukiz’15, przewodniczący Unii Polityki Realnej, cały czas działa w wielkiej polityce.

aktualności 09:00 20-03-202010 25

„WW”: Nie wystartował pan w wyborach parlamentarnych. Potem pojawiły się informacje o uporządkowaniu partii, której jest pan przewodniczącym – Unii Polityki Realnej. Co się działo później?

BARTOSZ JÓZWIAK: – Projekt Kukiz’15 zaczął umierać krótko po wyborach samorządowych. Wybory do europarlamentu zostały absolutnie źle przeprowadzone, ze złym doborem kandydatów. Pokazały w zasadzie, że nie ma szans na ratowanie tego ruchu, ewentualnie ratowania na poziomie 3 proc., czyli próby przetrwania kolejnych czterech lat w opozycji pozaparlamentarnej. Zresztą Paweł Kukiz od dłuższego czasu dążył chyba do destrukcji swojego ruchu. Skończyło się tak, jak się skończyło, czyli zaproponował start z listy PSL-u dla kilku wybranych osób – nie było ich chyba więcej niż 10, a miejsc biorących 6. Nie ukrywam, że jedno z tych miejsc była to jedynka w naszym okręgu wyborczym, przeznaczona dla mnie, stąd pewnie Paweł ma do mnie duży żal, że nie wystartowałem. Mówiłem jednak wtedy, że mogę wystartować w formule z PSL-em, ale jeśli będzie to szeroka formacja centroprawicowa, natomiast absolutnie nie jako lista partyjna PSL. Nie jestem ludowcem, nie mam takich poglądów, krytykowałem PSL wielokrotnie. Oszukiwałbym swoich wyborców, siebie i wyborców PSL.

Co stało się po wyborach?

– Skupiłem się na działaniach wokół UPR-u. Cały rok trwały rozmowy z ECPM-em (Europejski Chrześcijański Ruch Polityczny – przyp. red.), to organizacja skupiająca partie o profilu konserwatywno-wolnościowym. Formacja ta ma także swoich europosłów, zrzeszonych we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Rozmowy nasze zostały pozytywnie sfinalizowane i od lutego 2020 r. UPR stała się częścią ECPM. Stała się więc formacją polityczną zapraszaną do Brukseli na spotkania i konferencje. Tym samy rozpoczęliśmy także działalność na forum PE. W następnej kolejności porozumieliśmy się z Fundacją Rozwoju Polski, promującą myśl konserwatywno-wolnościową – to nam daje możliwość realizacji projektów we współpracy z organizacjami pozarządowymi (także międzynarodowymi, jak np. mieszcząca się w Holandii Fundacja Salux). W przyszłym tygodniu podpisujemy porozumienie z Fundacją Rozwoju Strzelectwa w Polsce, z którą będziemy prowadzili działania mające na celu zmianę ustawy o broni i amunicji, o co też walczyłem w Sejmie.

Ankieta

Czy Twoim zdaniem Bartosz Józwiak sprawdzi się w pracy w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego?

Jest też sojusz z Porozumieniem Jarosława Gowina?

– Jesteśmy po wstępnych rozmowach, jest zgoda na to, aby nawiązać bardzo bliską współpracę koalicyjną. W tej chwili są finalizowane prace nad projektem tego porozumienia. W ciągu dwóch tygodni ustalimy warunki i chcielibyśmy to z panem premierem Gowinem ogłosić oficjalnie na konferencji w Warszawie. Będzie to współpraca polityczna na poziomie centralnym i regionalnym. Chcemy się uzupełniać w regionach, gdzie jedno ugrupowanie ma struktury, a drugie nie, bo ani UPR, ani Porozumienie nie ma jeszcze rozwiniętych struktur w całej Polsce. W Wielkopolsce sojusz nam urasta do potęgi, bo obie partie mają tutaj silne struktury.

Gdzie w tym wszystkim odnalazł się Bartosz Józwiak?

– Były poseł to jest gorsza kategoria pracownika na rynku pracy i w ogóle w świecie niż zwykły człowiek, który posłem nie był. Pierwsze miesiące były bardzo trudne, bo najzwyklej w świecie nie zarabiałem. To jest czas, gdy weryfikuje się wszystkie znajomości. Przyjaciół poznaje się w biedzie. A tych zawsze pozostaje niewielu. Człowiek, zwłaszcza z partii opozycyjnej, po czterech latach musi się kompletnie przestawić na inne tory. Z racji tego, że mocno angażowałem się w sprawę reformy szkolnictwa wyższego na forum komisji parlamentarnej, istniała nić porozumienia z Porozumieniem Jarosława Gowina – miałem od niego propozycję, aby przejść do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego i współpracować przy reformie i budowaniu strategii rozwoju szkolnictwa wyższego, z której ostatecznie skorzystałem. Poprosiłem o przedłużenie urlopu bezpłatnego na Uniwersytecie Gdańskim, a więc nie jestem już czynnym wykładowcą, a pracuję w ministerstwie – jestem pełnomocnikiem i doradcą politycznym premiera Jarosława Gowina i członkiem zespołu, który opracowuje wspomnianą strategię na lata 2020–2023.

Co z „sierotami”, które pan zostawił we Wrześni? Udało się wprowadzić kilka osób z Kukiz’15 do samorządu, pojawił się nowy byt pod nazwą Aktywny Fyrtel. Jakie są wasze stosunki w tej chwili?

– Mamy dobre stosunki. Sławkowi Przekazie zaproponowałem spotkanie, czekam na odpowiedź. Wiem, że czas jest trudny i trwa epidemia, a więc nic na siłę. Środowisko wrzesińskie nie zostało przeze mnie osierocone, osierocił ich Paweł Kukiz. Pomogłem wielu ludziom pozostawionym na przysłowiowym lodzie w całej Polsce, rejestrując komitet UPR-u. Tym samym dałem im możliwość zgłaszania ludzi do komisji wyborczych. Dla wielu ludzi był to istotny element finansowy. Paweł Kukiz się tym nie przejął, zostawił tych ludzi. Z tego co wiem środowisko wrzesińskie chce się skupiać na sprawach samorządowych wokół trójki radnych – jednego gminnego i dwóch powiatowych – i rozwijać współpracę na miejscu. 

Niestety mam wrażenie, że wszystko wróciło na stare tory „ponadpartyjnego porozumienia dla Wrześni” – a takie stawianie sprawy niczego dobrego miastu nie przyniosło. Wydaje mi się, że ludzie nie po to głosowali na opozycję, aby teraz niektórzy radni udawali, że wszystko jest OK.

– Trudno było mi wejść w tematy samorządowe. Taki mam charakter, że lepiej odnajduję się w czysto politycznych tematach. Tam jest mi łatwiej, czuję się kompetentny – w samorządowych moje kompetencje są znacznie mniejsze. Ale nie trzeba być szczególnie kompetentnym, aby widzieć, co się dzieje. Od początku miałem bardzo radykalne zdanie. Po wyborach mówiłem kolegom np., że można było głosować przeciwko kandydaturze na przewodniczącego rady powiatu. Trzeba było powiedzieć: „nie” – nie zgadzamy się i nie odpowiada nam kandydat z tego układu, który jest. Abstrahuję od personaliów – mówię tylko o reprezentacji układu, który był przez nas w całej kampanii wyborczej krytykowany. Może przeze mnie najbardziej – przez co mi się zebrało od miejscowych władz. Ale jakoś przeżyłem i drugi raz zrobiłbym tak samo. Jeśli mogę coś doradzić, to pewną wyrazistość, bo znowu zeszliśmy we Wrześni do poziomu braku swoistego opozycji – albo jej nie ma, albo jest cicha i wszystkiego się boi, albo nie bardzo jeszcze ma pomysł na siebie samą. Myślę, żę powrót do pomysłów z wyborów oraz ich uzupełnienie o nowe elementy jest dobrym kierunkiem budowy swojej, odrębnej tożsamości.

Albo inne dziwactwo: Prawo i Sprawiedliwość jest w opozycji w radzie powiatu, ale już nie w radzie miejskiej, chociaż to ten sam układ: Unia Września – Samorządny Powiat – Platforma Obywatelska.

– To nie daje szansy zbudowania czegokolwiek i powalczenia z Unią Wrześnian czy Platformą Obywatelską w kolejnych wyborach. Jeśli sens istnienia wrzesińskiego Aktywnego Fyrtla ma być logiczny, to logiką jest budowanie pewnej własnej, jasnej narracji, stojącej w konstruktywnej kontrze, przynajmniej w pewnych sprawach, do sytuacji zastanej. Bo przecież faktycznie nie można wszystkiego krytykować w czambuł. Działacze Aktywnego Fyrtla muszą wytworzyć pewien pakiet poglądów, projektów – dla Wrześni, dla powiatu, dla gminy – który będzie stał w kontrze do burmistrza. Jeżeli mówimy, że wszystko jest dobrze, to po co głosować na nas, skoro można na tego, który już rządzi i robi wszystko dobrze. Jeśli chce się zaistnieć na scenie politycznej, to trzeba znaleźć niszę, w której mówimy: „nie!”. Takich tematów we Wrześni jest naprawdę bardzo dużo. Zgodzę się, że wszystko jest przykrywane na zasadzie: „No jak to, będziecie głosować przeciwko drodze której chcą ludzie?”. Jeśli jednak spojrzymy globalnie na to, co się dzieje, to wcale tak wesoło i miło nie jest. Kiedy do kwestii tej przysłowiowej drogi zada się dobre pytania i dokładnie przyjrzy się tematowi, to często rzeczywistość wcale nie jest już taka jednoznaczna. Wielu wrześnian uważa, że opcja, która obecnie rządzi, jest nie do ruszenia. Nie, szanowni państwo – to wszystko można zrobić. Trzeba budować pewną narrację i przekonywać do niej ludzi. Dzisiaj Tomasz Kałużny ma ogromne poparcie wśród wrześnian, co pokazały ostatnie wybory, które właściwie wygrał w cuglach. Ale wiele projektów realizowanych przez tą władzę wkrótce się wyczerpie – to na pewno będzie kwestia bezrobocia we Wrześni, będą się kończyły okresy uprzywilejowania podatkowego dla niektórych firm, zacznie się problem z koniunkturą na rynku mieszkań, problemy z brakiem miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, specyficznym acz moim zdanie złym zarządzaniem, generującym konflikty pomieszaniem stref mieszkaniowych i inwestycyjno-produkcyjnych, ogólnym spowolnieniem gospodarki itd.. To będą sprawy, które wywołają pewne bardzo ważkie i odczuwlane skutki – i do tego trzeba się przygotować.

Ankieta

Czy taktyczna broń jądrowa powinna znajdować się na terytorium Polski?

Bliska jest panu także tematyka związana z obronnością. Widzimy wojska amerykańskie przejeżdżające przez Wrześnię na ćwiczenia „Defender-20”, niedawno pojawiła się informacja o rzekomym przemieszczaniu broni jądrowej przez lotnisko w Powidzu. Co pan na to?

– Nie powinniśmy się martwić, a wręcz przeciwnie – powinniśmy się cieszyć z obecności wojsk amerykańskich, ponieważ nie jesteśmy się w stanie sami obronić przed jakąkolwiek inwazją rosyjską. Nie mamy szans i nie będziemy ich mieli ze względu na mniejszy potencjały militarny i ludnościowy. Obecność amerykańska ma przede wszystkim walor mentalny – atak na amerykańskich żołnierzy jest atakiem na Stany Zjednoczone. Gdy w momencie pierwszego uderzenia giną amerykańscy żołnierze, to żaden amerykański prezydent nie może przejść do porządku dziennego nad tym, że któryś kraj zabił jego żołnierzy. Po za tym Amerykanie mają istotny interes kwestii flanki wschodniej NATO – nie dopuścić do wpływu Rosji na wydarzenia w Europie. W ostatnio przetłumaczonej na język polski książce Johna Merscheimera („Tragizm polityki mocarstw” – przyp. red.) pojawiła się teza, że jeśli Amerykanów zabrakłoby w Polsce, to Polska powinna mieć broń atomową. Jestem za tym, aby Polska ją miała – absolutnie. Broń jądrowa ma charakter odstraszający i daje gwarancje bezpieczeństwa. Ale myślę, że obecnie jej w naszym kraju nie ma. Do rozstrzygnięcia pozostaje kwestia, jakiego rodzaju ma być – myślę, że najszybciej pojawi się u nas broń o zasięgu taktycznym. Patrząc na głębię strategiczną, to infrastruktura dla niej mogłaby powstać na terenie Polski zachodniej, bo Polska wschodnia – do linii Wisły – to jest teren pierwszego starcia, które ewentualnie będzie się toczyło na tym obszarze oraz oczywiście na terytorium Litwy i Obwodu Kaliningradzkiego. To zaś pokazuje jak ważne jest zablokowanie przejęcia przez Rosję Białorusi poważnego rozciągnięcia linii ewentualnego frontu. Białoruś musi być po stronie NATO. I to też jest nasze zadanie do wykonania po latach zaniedbań.

Thumb ww biernat

Filip Biernat

09:00 20-03-2020