A gdzie muzyka środka?

Tak zwane „Te rzeczy”. Język polski zawsze był wobec nich bezradny, ponieważ nie potrafił ich normalnie i bez budzenia zażenowania nazwać. 

Moim zdaniem 12:34 22-11-20193 1

Mamy słownictwo naiwno-niewinne, mamy słownictwo medyczno-prawnicze, brakuje nam zaś czegoś na kształt staropolskiej, przysłowiowej „kuśki”, która słuchu nie razi, a i budzi przy tym miłe poczucie swojskości. Pozostają wulgaryzmy – tak zagęszczone, że nawet krótki z nimi kontakt budzi dreszcz odrazy. 

Podobnie z opisem emocji: albo na sposób słodko-sentymentalny, albo brutalny do krwi. W jutubowym obiegu zaistniały dwie lokalne muzyczne produkcje: jedna ckliwo-discopolowa, druga – w górnych rejestrach rapowej drastyczności. Jedno i drugie to przykłady skrajności, ale zbierających przy tym spore ilości lajków. A gdzie muzyka środka? Czy pachnie ona już tak dalekim konformizmem, że młodzi ludzie unikają jej jak ognia?

Przecież wściekłość na świat nie zawsze wyrażana była słowami ubitymi jak krwisty befsztyk. O miłości też nie zawsze mówi się „Zenkiem”. Jest tak, jakby odwrócił się „dzwon” krzywej Gaussa, a leżące na jego dnie dotychczasowe bogactwo języka przepraszało za to, że żyje... 

Mirosław Jadryszak

nauczyciel, pasjonat fotografii i filmu

Thumb ww biernat

Filip Biernat

12:34 22-11-2019