Tak bym się kiszek i flaków najadłPiekło jest tam, gdzie kucharzem jest Anglik – tak przynajmniej mówi stare porzekadło, a potwierdza to pewna stara kartka pocztowa, którą miałem kiedyś w swojej kolekcji. Była to pocztówka sprzed pierwszej wojny światowej, wysłana przez polskiego emigranta zarobkowego do rodziny w kraju (widać, że po stu latach aż tak wiele się nie zmieniło!). I ten biedny rodak wzdychał: „Co oni tutaj jedzą! Ohyda. Tak bym się kiszek i flaków najadł...”. Od tamtych czasów podobno zmieniło się na dobre, ale nie do końca – żarcie na Wyspach do szczytu wyrafinowania na pewno nie należy.
U nas też różnie bywa – w niektórych wrzesińskich restauracjach nawet porządnej zupy nie potrafią ugotować, nie mówiąc już o zawijanym czy poczciwym dewolaju. Pewien mój kolega przez długie lata mieszkał z rodziną u teściów, gdzie oczywiście gotowała teściowa i nikogo do garów nie dopuszczała. Kumpel wreszcie nie wytrzymał i sam zaczął pichcić – okazało się, że ma wyjątkowy talent, a kiedy na jakimś grillu zapytaliśmy go, jak to się stało, że tak świetnie gotuje, odpowiedział: „W końcu chciałem zjeść coś dobrego...”. Smacznego Waldemar Ślwiczynski w.sliwczynski@wrzesnia.info.pl
|
|
|||
|
Nie możesz komentować!




