Próba ogarniania świata z Kapuścińskim i EdelmanemZ Witoldem Beresiem, twórcą dokumentu „Dowódca Edelman”, rozmawia Tomasz Małecki– Na początku filmu „Dowódca Edelman” Hanna Krall powiedziała, że jeśli chce się czegoś dowiedzieć o świecie, idzie do Kapuścińskiego, a jeśli chce się czegoś dowiedzieć o życiu, idzie do Edelmana. Pan się przyjaźnił i z jednym, i z drugim. Czego się Pan od nich nauczył?
– Jeszcze bym chętnie dopisał księdza Tischnera. Wiem, czego chciałbym się od nich nauczyć, nie ośmieliłbym się dowiedzieć, czego się nauczyłem. Najprostsza rzecz to byłby Kapuściński. Od niego należałoby się nauczyć solidności w przygotowaniu materiału. I to staram się robić. Druga rzecz to Tischner. Ja jestem członkiem wierzącym, ale nielubiącym kościoła. To, że w ogóle idę w tym kierunku, to, że w ogóle myślę o tym, to jest olbrzymia zasługa Tischnera, który uświadomił mi, jak to jest potrzebne człowiekowi. Nadal jestem bardzo wątpiący, ale poszukujący. – Kiedyś Szewach Weiss zapytał Edelmana: „Marku, Ty nie wierzysz w Boga? Na co on odparł: „Jeszcze by tego brakowało!”. – Ja wierzę w Pana Boga, mam tylko problemy z kościołem. Górale mówią, że Pan Bóg jest, ale po co po drodze jest ksiądz proboszcz? To jest u mnie proces. Ale jest to rzecz, która pojawiła się we mnie dzięki Tischnerowi. I w końcu Edelman. Boję się, że jemu nigdy nie dorównam. Sztuka mówienia bezkompromisowo, niewstydzenia się własnego zdania – tego mu zazdroszczę. – W książce „Kapuściński. Nie ogarniam świata” napisał mi Pan: „Tomkowi, coby z Kapuścińskim ogarniał świat”. Czy my ogarniamy Kapuścińskiego? Ostatnio w „Wyborczej” Artur Domasławski napisał, że mamy z tym duży problem. – Naprawdę tak jest. Ja myślę, że my w ogóle mamy takiego pecha, że, po pierwsze, ci wielcy ludzie odchodzą i nie było czasu, żeby nam wszystko powiedzieli, a po drugie, nie jesteśmy w stanie ich przemyśleć. I nie chodzi tylko o trudne nazwiska: Kapuściński czy Edelmana. Odszedł papież, Polak, jakiego przez tysiąc lat nie było i następne tysiąc nie będzie. I co nam pozostało poza kremówkami? To jest skrót oczywiście, bo wielu ludzi go przeżywa mądrze. Wielu ludzi go ogrania. Ale to jest mała część. I ja się nie czepiam ludzi tutaj, bo to są wielcy ludzie: papież – gigant, ale i Kapuściński wielki, ale i Marek Edelman wielki. Mają dużo do powiedzenia. Tylko złości mnie to, że media publiczne, że państwo, że szkoły nie dbają o to, żeby ludziom ułatwić zrozumienie. Że edukacja leży. – Wydaje się, że i Kapuściński, i Edelman są teraz niepoprawni politycznie. Te dwie postaci są wybitnie lewicowe. To jest teraz bardzo niepopularne. Czy to nie jest tak, że, pisząc książki o Kapuścińskim, Edelmanie czy Tischnerze, idzie Pan pod prąd? Poza tym... kto to czyta? – Jest tak, że mała część ludzi się tym interesuje. Chociaż Kapuściński jest takim przykładem bestsellera bestsellerów, chyba ze 150 tys. tego się sprzedało. Inna rzecz, kto przeczytał, a kto zrozumiał, ale to już jest dużo. To zawsze są jednak mniejszości. Dla mnie jest mniej istotne, że to jest pod prąd, chociaż troszeczkę o tym myślę. Ja nie mam poglądów lewicowych, ale ciekawią mnie ludzie, którzy mają ciekawe poglądy. Kapuściński był ciekawy. I tak samo myślę, że znalazłbym prawicowych ludzi, których z tą samą sympatią mógłbym opisać. Zawsze trudniejsze tematy czy książki są dziedziną procenta ludzi. Ja myślę, że w Polsce nie jest tak źle, jeszcze jest nawyk czytania i kupowania książek. – Mamy następcę Kapuścińskiego? Jagielski, Hugo-Bader? – Hudo-Bader... Uwielbiam go i kto wie, czy on teraz nie jest najlepszy. Ale, a propos podziałów, z wielką frajdą czytam teksty Cejrowskiego o Ameryce Południowej. Wkurza mnie on, jego poglądy polityczne nie są moimi poglądami, natomiast to się świetnie czyta. To jest kawał dobrego czytania. Dzisiaj jest taka sytuacja, że nie ma miejsca dla tych dziennikarzy. – No tak, mamy „Duży Format” „Gazety Wyborczej”, „Politykę” i to w zasadzie wszystko. – Nawet w necie, który mieści w sobie wszystko, duże formy nie sprzedają się. Zostają książki. Ja mam taką cichą nadzieję, że o ile będzie padała prasa, to wszystkie prognozy mówią, że książki będą trzymać poziom. – Co jest najważniejsze w pracy dziennikarza? – Dzisiaj obowiązuje dziennikarstwo bardzo powierzchowne. Szybkość jest ważniejsza niż treść. Ja wolę jednak, żeby było wolniej, a głębiej. I dziś tego nie spotykam. – Może to jest tak, że ludzie nie chcą czytać? Może tylko to pół procent chce Hugo-Badera czy Cejrowskiego? – Wiesz, można zawsze powiedzieć, że jest jak jest, bo inaczej ludzie nie chcą. Ale to by znaczyło, że nie mamy żadnego wpływu na to. Myślę, że możemy to zmieniać. Cały wywiad na wrzesnia.info.pl TOM t.malecki@wrzesnia.info.pl
|
|
|||
|
Nie możesz komentować!





