skąd
dokąd
 

Orlik może odlecieć z Miłosławia

Budowa drugiego boiska w ramach programu „Orlik 2012” wisi na włosku.Niepokój pojawił się 18 stycznia, po tym jak do magistratu trafiło pismo z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Tamtejsi urzędnicy tupnęli nogą i nie zgodzili się na budowę Orlika w miłosławskim parku (na tzw. chince) bez kontenerów na szatnie. Przypomnijmy. W zamyśle urzędników gminy zaplecze sanitarno-szatniowe miało powstać w pobliskim gimnazjum. Szatnie do Orlika (zgodnie z wymogami) miały być wydzielone z obiektu szkoły i mieć osobne wejście.

Odległość pomiędzy pomieszczeniami zaplecza a projektowanymi boiskami wynosi niespełna 60 metrów. Tymczasem założenia trzeciej edycji programu „Moje boisko – Orlik 2012” mówią, że dopuszczalna odległość nie może być większa niż... 50 metrów (sic!). Dlatego ministerstwo wydało negatywną decyzję. Dodajmy, że na postawienie kontenerów szatniowych bezpośrednio przy kompleksie sportowym nie zgodził się wojewódzki konserwator zabytków, który sprawuje pieczę nad parkiem.
Włodarz gminy z ciężkim sercem przyznaje, że jest w kropce. Bez zgody ministerstwa urząd gminy nie może podpisać umowy z urzędem marszałkowskim, który przekazuje fundusze (666 tys. zł) na realizację inwestycji.
– Będę się starał szybko przekonać konserwatora do zmiany decyzji, ale szanse na to są znikome – mówi burmistrz Zbigniew Skikiewicz.
Plan awaryjny zakłada zmianę lokalizacji budowy Orlika. Miałby on powstać – co wcześniej kwestionowano – na terenie stadionu miejskiego w Bugaju. Problem jednak w tym, że gmina musi się uporać z formalnościami do 15 marca. Jeśli nie zdąży, dofinansowania z zewnątrz nie będzie. Orlik może nam wówczas odfrunąć.
– Według mnie ten termin jest nierealny – stwierdza zastępca burmistrza Błażej Pera. – Potrzebnych jest mnóstwo dokumentów, między innymi pozwolenie na budowę czy badanie geologiczne gruntu.
Z. Skikiewicz ma jednak nadzieję, że samorząd województwa wykaże trochę cierpliwości. Po cichu liczy też na pomoc Krystyny Pośledniej, członka zarządu województwa wielkopolskiego (notabene wrześnianki).
– Wierzę, że wciąż mamy jeszcze szansę na uczestniczenie w tym programie.
W całym tym zamieszaniu burmistrz nie widzi błędu swoich pracowników, dla których (jak również dla niego samego) decyzja Ministerstwa Sportu nie powinna być zaskoczeniem... Przepisy były jasne od dawna, było więc dość czasu na opracowanie planu awaryjnego. Prawda jest jednak taka, że za czasów poprzedniego ministra sportu – Mirosława Drzewieckiego – do tematów kontenerów nie podchodzono tak restrykcyjnie. Teraz to się zmieniło. Na naszą niekorzyść...
Sukces na boisku zależy od dobrego planowania. „Naszym” urzędnikom tego najwidoczniej zabrakło. Póki co, piłka jest jeszcze w grze. A może by tak sięgnąć po kogoś z ławki rezerwowych?
Łukasz Różański
l.rozanski@wrzesnia.info.pl

 

Przeczytaj również

     

 
Opublikował: Filip Biernat , 2010.01.21   |  Oceny  

 


Nie możesz komentować!