Upier... prymusa!Dyrektor Gimnazjum nr 2poszedł z uczniem do sądu. Tomasz Szternel Jest 16 czerwca br., godz. 9.00. We WOK-u lekkie podniecenie. Najlepsi uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów oczekują na rozpoczęcie wyjątkowej uroczystości. Na scenę wychodzi burmistrz. Gratuluje im wyników w nauce i wzorowego zachowania. Wyróżnieni są wyczytywani przez mikrofon. Pada nazwisko jednej z najlepszych uczennic kl. IIIc w Gimnazjum nr 2. Słychać pomruki niezadowolenia i buczenie. Nauczyciele są zdezorientowani. Ale nie uczniowie... Następnego dnia rozpoczynają się przesłuchania uczestników uroczystości. Ich zachowanie dyrekcja uznała za naganne. – Grożono nam obniżeniem zachowania. Dwie dziewczyny wyszły zapłakane – mówi uczennica kl. IIIc pragnąca zachować anonimowość. – To było żałosne przedstawienie – mówi wprost jeden z przesłuchiwanych uczniów. – Dyrekcja wzięła tablicę, narysowała WOK i kazała wskazać miejsce, gdzie siedziałem. Pytała: „Gdzie siedziałeś?”, „Czy buczałeś?”, „A jak nie ty, to kto?”. Efekt przesłuchań był żaden. „Winni” nie zostali ustaleni. Zdaniem Stefana Tomczaka, dyrektora gimnazjum, to były tylko „rozmowy z uczniami”, a nie przesłuchania. Dlaczego uczniowie zachowali się tak, a nie inaczej? Sprawa ma związek z e-dziennikiem. Dzięki elektronicznej wersji tradycyjnego dziennika rodzice mogą przez internet na bieżąco śledzić frekwencję i oceny swoich dzieci, ale – dzięki indywidualnemu tzw. loginowi i indywidualnemu hasłu – tylko swoich dzieci. Na przełomie maja i czerwca miała miejsce wymiana serwera. W jej trakcie wystąpiły kłopoty, a że – jak mówi dyrektor – rodzice prosili o jak najszybsze naprawienie usterki, tymczasowo wprowadzono jedno hasło dla wszystkich, a loginy pozostały nadal indywidualne. Taką też informację uczniowie usłyszeli od swych wychowawców. – Jak tylko skończyła się lekcja kilka osób pobiegło do biblioteki, gdzie są komputery i weszło na nie swoje oceny. Wystarczyło tylko jako login wpisać imię i nazwisko rodzica kolegów – mówi jedna z uczennic. Bartosz Głowacki nie był wyjątkiem. Do e-dziennika wszedł będąc już w domu. Twierdzi, że z ciekawości. Sprawdził oceny koleżanki z klasy. Zrobił tzw. zrzut ekranowy. Po dwóch dniach wszedł ponownie na jej oceny. Zauważył zmiany. – Z wuefu pojawiły się cztery szóstki za udział w zawodach, tylko nie wiadomo jakich. Pozostałe oceny też zostały zmienione na lepsze – nie ma wątpliwości. Kopie zrzutów opublikował na jednym z serwerów, a ich adres umieścił w opisie GG. – Jak mogła dostać szóstki za udział w zawodach skoro uczestniczyła tylko w sztafecie pływackiej? – twierdzi koleżanka najlepszej uczennicy. O tytuł prymusa szkoły rywalizowała z Tymoteuszem Sroką: – Byłem w szoku jak zobaczyłem jej oceny – nie kryje emocji jeden z uczniów. Wieść o aferze lotem błyskawicy obiegła szkołę. Dyrektor kolejno wzywał do siebie uczniów. Żądał wyjaśnień. – Zwracał się do mnie jak do podejrzanego: „Jakim cudem wy to macie!”, „Jak mogliście się włamać!” – mówi uczeń z jedną z najwyższych średnią ocen w klasie. B. Głowacki (średnia 5,2) przyznał się do skopiowania ocen. Dyrektor zaprosił do szkoły jego mamę. Zaproponował przeproszenie uczennicy, której oceny ujawnił. – Przyszłam do domu, a Bartek mówi: „Mamo, ale za co ja mam przepraszać?”. I nie przeprosił – mówi kobieta. Po tygodniu ponownie pojawiła się w szkole. Usłyszała zarzuty stawiane synowi: nieprawne pobranie ocen z e-dziennika i ich rozpowszechnianie. Broniła go. – Nie można tego nazywać włamaniem, bo hasło było jednakowe dla wszystkich. Niektóre oceny tej uczennicy zostały wymazane. Dla mnie to fałszowanie dokumentacji pedagogicznej – nie ma wątpliwości Anna Głowacka. Wie co mówi, bo sama jest nauczycielką, w jednej z wrzesińskich szkół średnich. Dyrektor poprosił wuefistkę o wyjaśnienia. Usłyszał, że poprawiła oceny nie jednej, a dziewięciu uczennicom. W tradycyjnym dzienniku przekreśla się starą ocenę i wstawia nową. W e-dzienniku takiej możliwości nie ma. Poza tym nauczycielka uzupełniła e-dziennik dopiero pod koniec roku szkolnego. Dyrektor wie tylko, że najlepsza uczennica reprezentowała szkołę w sztafecie pływackiej (ani ona, ani jej rodzice nie chcieli z nami rozmawiać). Innych osiągnięć nie pamięta. Wieść o zamiarach przyznania tytułu prymusa szkoły uczennicy ze średnią ocen 5,56 wywołała niemałe poruszenie. Uczniowie byli za Tymoteuszem (średnia 5,5). – Ja go specjalnie nie lubię, ale miał super oceny i osiągnięcia – przyznaje B. Głowacki. – Ona miała tylko osiągnięcia z fizyki, a Tymek nie pisał egzaminu, bo nie musiał. Był laureatem dwóch olimpiad – mówi jedna z uczennic. – My nie wiedzieliśmy z czego ona dostała szóstki. Nauczyciele nic nie mówili. Dopiero później okazało się, że ma szóstki z religii, plastyki i wuefu, które rzutowały na końcową średnią – przyznaje T. Sroka. Zaskoczeni byli także rodzice. Na specjalnie zwołanym zebraniu zażądali wyjaśnień. Efekt? Zaszczytne tytuły otrzymało trzech uczniów. To nie koniec tej sprawy. Rada pedagogiczna zwołana dwa dni przed zakończeniem roku szkolnego obniżyła B. Głowackiemu zachowanie. I to drastycznie – z wzorowego na naganne. Według Głowackiej, rada złamała przy tym statut szkoły, co wytknęła w swym odwołaniu. Powiadomiła też kuratorium oświaty. 14 lipca w gimnazjum została przeprowadzona kontrola. Jej wyniki będą znane za miesiąc, a tymczasem S. Tomczak zgłosił sprawę do sądu. Twierdzi, że nie miał innego wyjścia. 17 lipca w mieszkaniu B. Głowackiego pojawił się kurator sądowy. Robił wywiad o uczniu jeszcze do niedawna wzorowym, a dziś podejrzanym o popełnienie przestępstwa. Tomasz Szternel Rzecz tyczy klasy wybitnej, najlepszej w szkole. Uczeń wykorzystuje niedoskonałość systemu informatycznego i działając w dobrej wierze wykrywa nieprawidłowości – przynajmniej tak mu się wydaje. Nagroda? Nic z tych rzeczy. Dyrektor podaje go do sądu, bo szkoła nie umie zabezpieczyć e-dziennika. Dla mnie paranoja! Tomasz Szternel
|
|
||
|



