A+ A A-

„Kolęda dla nieobecnych”

piątek, 23.12.2016, 11:12

Zadziwiająca i niezwykła jest rosnąca popularność tego utworu, bez którego w wielu domach trudno dziś wyobrazić sobie pełnię bożonarodzeniowego nastroju. Właściwie to nie kolęda, choć dzięki subtelnemu wykładowi z teologii mimochodem przekracza bramę do sfery sacrum. 

Spotkałem kilka osób, które piosenki tej unikają, przed samymi sobą bojąc się łez, które prawie zawsze napływają do oczu, gdy wybrzmiewają słowa o „pustych miejscach przy stole”. 

Nie ma w niej patosu i wzniosłości przynależnych choćby kolędowemu arcydziełu „Bóg się rodzi”. Jest za to przejmujące odniesienie do najbardziej intymnych momentów w naszym życiu – najpiękniejszych chwil dzieciństwa oraz okrutnych chwil, gdy tracimy kogoś bardzo bliskiego i kochanego. 

To wtedy szczególnie mocno odczuwamy rozpad i kres tego, co bezpiecznie – wydawałoby się – trwało w nas jako „dziecięctwo”. I dlatego Boże Narodzenie potrzebne jest każdemu – jako czas przywracania nadziei, że nie wszystko jeszcze straciliśmy, choć bilans w tym rachunku strat nigdy nie wychodzi na zero. Zatem – może to „Kolęda dla obecnych”...? 

Mirosław Jadryszak

polonista Zespołu Szkół Politechnicznych we Wrześni

 

Społeczności

Wydawca portalu

Wiadomości Wrzesińskie oraz Wydawnictwo KROPKA J.W.Śliwczyńscy. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie oraz wykorzystywanie materiałów bez zgody, zabronione. Redakcja nie odpowiada za treści publikowane w komentarzach oraz w dyskusjach na forum dokładając jednak wszelkich starań do procesu moderacji tych naruszających netykietę.