A+ A A-

Ciemierów: Kradł, bo nie miał na chleb

piątek, 04.05.2012, 14:21
Ukradł urządzenia sejsmiczne warte prawie 300 tys. zł. Sprzedał je w punkcie skupu złomu, a pieniądze przeznaczył na jedzenie.


Zbyszek nie miał łatwego życia. Edukację rozpoczął – jak to określił – o czasie. Uczył się słabo. Ósmą klasę skończył tylko dlatego, że został przeniesiony do szkoły dla pracujących. Niemal od ręki znalazł zatrudnienie w odlewni. Cóż z tego, skoro się zwolnił. „Bo miałem kontakt z trucizną i źle płacili”. Wolał pracować w delegacji. Stan cywilny zmienił w wieku 28 lat, ale małżeństwo nie układało mu się najlepiej. Żona nie potrafiła prać ani gotować, wszystkiego musiał ją nauczyć.

Dziś Zbigniew ma 50 lat. Nadużywa alkoholu (potrafi go pić dwutygodniowymi ciągami) i silnych leków (łyka do pięciu na dobę). Często popija je piwem. „By zwiększyć efekt uspokajający”. Leczy się psychiatrycznie. Jego jedynym źródłem utrzymania jest renta chorobowa (470 zł). Ale biegli medycy sądowi nie mieli wątpliwości, że mimo stwierdzonego lekkiego stopnia upośledzenia umysłowego doskonale wiedział, co robi. Jadąc rowerem przez las, zauważyłem leżące kable.

Działał pod osłoną nocy

Pierwsze z całej serii zdarzeń miało miejsce w nocy z 25 na 26 września ubiegłego roku. Z lasu w Ciemierowie (gmina Pyzdry) zniknął sprzęt sejsmiczny służący do poszukiwań złóż gazu. Kable, wiązki geofonowe i akumulatory były rozłożone na ziemi. Należały do Geofizyki Toruń, która oszacowała ich wartość na 36,5 tys. zł.

– Są specyficzne i dlatego tyle kosztują. Rozłożyliśmy je przed dwoma dniami – tłumaczył przedstawiciel inwestora. Dzięki odczytom sygnałów, a właściwie ich brakowi, wiedział, kiedy zostały skradzione. – Na noc aparatura jest wyłączana. Brak sygnału stwierdziliśmy dopiero rano – poinformował policjanta przyjmującego zgłoszenie.

Trzy dni później sytuacja powtórzyła się. Tym razem aparatura została skradziona w Kamieniu (była warta ponad 23 tys.), a także między Kamieniem a Tomicami-Młynikiem (prawie 40 tys.). Sprawca czuł się bezkarny i w październiku kontynuował złodziejski proceder. Dwukrotnie zawitał do Kolonii Janowskiej (ponad 67 tys.) i Kamienia (97 tys.), a raz do Ciemierowa (11 tys.)

Usłyszał dziewięć zarzutów

Pracownicy Geofizyki bezradnie rozkładali ręce. Tłumaczyli, że nie są w stanie upilnować sprzętu rozłożonego na powierzchni 100 km2. Odetchnęli dopiero, gdy funkcjonariusze Posterunku Policji w Pyzdrach wpadli na trop złodziejaszka.

Podczas wykonywanych czynności służbowych uzyskałem informację od dwóch obcych sobie osób, które zastrzegły sobie anonimowość, że sprawcą kradzieży urządzeń sejsmicznych jest Zbigniew Ł. – czytamy w notatce spisanej przez jednego z mundurowych.

We wskazane miejsce – do wsi sąsiadującej z gminą Pyzdry – udali się funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji we Wrześni. Zatrzymali podejrzanego i przeszukali jego posesję. Zabezpieczyli część skradzionego łupu: dwa zwoje kabla, dwanaście metalowych klamer i osiem wykonanych z tego samego surowca skrzynek.

50-latek został przewieziony na komendę, gdzie usłyszał dziewięć zarzutów. Nie kluczył – przyznał się do winy. – Jadąc rowerem przez las, zauważyłem leżące kable. Pojechałem w nocy, odciąłem je i zacząłem zwijać. Zebrałem dwa spore kłębki – wspominał pierwszą kradzież.

Po powrocie do domu łup wrzucił do beczki, polał benzyną i podpalił. W ten sposób pozostały tylko cienkie druciki, które przechowywał w pomieszczeniu gospodarczym. – Widząc, że jakoś idzie, po kilku dniach znowu pojechałem do lasu. I znowu po ciemku zwijałem kabel. Nie potrafię powiedzieć, ile, ale sporo. Przy okazji wziąłem na bagażnik dwa akumulatory – kontynuował opowieść.

Metal zbył w punkcie skupu złomu w Jarocinie. „Bo tam najlepiej płacili”. Załadował go do fiata cinquecento i wywiózł, nie robiąc sobie nic z braku prawa jazdy (stracił je za kierowanie samochodem pod wpływem alkoholu). Za 20 kg miedzi otrzymał 360 zł, a za dwa akumulatory 160 zł. Na następnych transakcjach zarobił jeszcze więcej.

Jako że interes przynosił niemałe zyski, Zbigniew zaangażował w złodziejski proceder syna. Do lasu jeździli już nie rowerami, a samochodem. Tak było prościej i szybciej. Tyle tylko, że przed prokuratorem 17-latek wszystkiemu zaprzeczył. – Ja tam byłem raczej jako obserwator. Nie pomagałem ojcu w zwijaniu przewodów. Tylko patrzyłem – zapierał się.

Nie widział, tylko tak myślał

W seryjnie dokonywanych kradzieżach Zbigniew nie widział niczego złego. Podobnie mieli postępować wszyscy w okolicy, nawet jego sąsiedzi. Prokurator: – Czy oskarżony to widział? – Wszystkiego nie widziałem. Ale palili duże ogniska. I dym taki był, jak od wypalania kabla.

Podczas przesłuchania Zbigniew nie wytrzymał i się popłakał. Tłumaczył, że nie zdawał sobie sprawy z wartości urządzeń: – Gdybym wiedział, tobym ich nie dotykał. Skruszony wyjaśnił motywy swego działania: – Nie miałem na chleb i na mleko dla dzieci. Co miałem zrobić? Napaść kogoś, zabić...? – nie potrafił znaleźć wyjścia z trudnej dla siebie sytuacji.

Wyrokiem Sądu Rejonowego w Słupcy, który uprawomocnił się przed kilkoma dniami, został skazany na 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Na jego mocy 50-latek został także oddany pod dozór kuratora. (tos)

Najczęściej komentowane

Pogoda w Pyzdrach

Informator gminny
Zmienił się numer? Poinformuj nas. 61 437-49-50
Instytucja Telefon
Centrum ratunkowe 112
Policja 997
Straż pożarna 998
Pogotowie ratunkowe 999
Posterunek Policji 61 437-53-60
Urząd Miasta i Gminy 61 276-83-33

najnowsze komentarze

Społeczności

Wydawca portalu

Wiadomości Wrzesińskie oraz Wydawnictwo KROPKA J.W.Śliwczyńscy. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie oraz wykorzystywanie materiałów bez zgody, zabronione. Redakcja nie odpowiada za treści publikowane w komentarzach oraz w dyskusjach na forum dokładając jednak wszelkich starań do procesu moderacji tych naruszających netykietę.