Z archiwum „WW”. Żwirowisko zwane kopalnią, czyli smutna Barbórka w Spławiu

W Spławiu może i znalazłoby się trzech górników, ale tradycji barbórkowej nie ma za grosz.

reportaż 13:35 18-10-20190 0

Artykuł archiwalny, ukazał się w „Wiadomościach Wrzesińskich” 28 listopada 2008 roku

Na księżycu spadł śnieg. Drogę ledwie widać, choć szeroka jak stół. Koła pojazdu księżycowego trzepią stale, bo dziura na dziurze. Trzeba jechać na dwójce i środkiem, bo tak najbezpieczniej. Nagle, po lewej, widać odrapaną i pokrzywioną tablicę z napisem „Spławie”. Gdyby ktoś napisał na niej: „Wynocha!”, wrażenie byłoby dokładnie takie samo. Krater po lewej, krater po prawej, na horyzoncie widać pagórek i ramiona koparek. Cicho i smutno. Nic dziwnego – ostatni człowiek wylądował tutaj w 1972 r.

Ale co to?! Z oddali słychać radosne pyrkanie. Tu musi być jakaś cywilizacja! Potężna koparka opuszcza do krateru ogromną łychę i wyciąga z niej piach, z którego usypuje wzgórek większy od siebie. Obok stoi ogromna maszyna, która przypomina kilkugłowego smoka. Okazuje się, że to smoczyca o imieniu sortownia. Wokół ślady ludzkiej obecności: fioletowe daewoo espero, radziecka wywrotka, zielona buda z anteną telewizyjną i mniejsza – też zielona – buda dla psa… Wtem, w perspektywie widać, jak groblą spacerują dwie postacie. To Lech Popielarski i Artur Urbaniak wyprowadzili na spacer czworonoga – Maksa. Maks nie lubi obcych, ale odpowiednio pouczony zachowuje się kulturalnie, to znaczy nie gryzie.

Jest 25 listopada. Za dziewięć dni, 4 grudnia Barbórka (od św. Barbary, patronki górników), coroczne święto górników. Pytamy zatem górników, jak idą przygotowania do Barbórki, o której msza św., no i czy będzie orkiestra i wódeczka?

– A owszem, Barbórkę obchodzimy, i to całkiem nieźle (śmiech), ale tak prywatnie bardziej, niż w pracy. Bo z nas górnicy żadni, choć tę naszą żwirownię kopalnią nazywają – mówi Lech Popielarski, górnik z wyrobiska. – Co my tu robimy? Ano jest tak. Jeden jest na koparce i wyciąga piasek z wyrobiska, który potem idzie tymi rurami do sortowni, a stamtąd na tę wielką górę, co pan ją widzi. Potem piasek ładowany jest na samochód i dalej trafia do klienta – wyjaśnia górnik.

– A teraz na koparce cały dzień robi Piotr, ale on wyciąga bardziej taki muł, a nie piach, aby woda w wyrobisku była czyściejsza – mówi Artur Urbaniak. – A o tej Barbórce to najlepiej z szefem rozmawiać, bo my tam nic nie wiemy – dodaje.

Biuro kopalni kruszywa (a także kolejna sortownia) braci Szymańskich znajduje się w Pyzdrach, rzut kamieniem od Spławia. Stefan Szymański na dzień dobry uśmiecha się, gdy wspominamy o Barbórce. – Kupa hecy z tym, ale ktoś faktycznie wymyślił, żeby te nasze żwirownie nazwać kopalniami. Tak naprawdę nie mamy z tym prawie nic wspólnego – kręci głową S. Szymański.

– Ustawodawca z niezrozumiałych względów zakwalifikował nas do górnictwa odkrywkowego, jako wydobywców kopalin. Wiążą się z tym pewne zobowiązania, które jesteśmy zmuszeni wykonywać jako właściciele kopalni kruszywa. Na przykład musimy mieć zatrudnionego pracownika po odbytym szkoleniu górniczym i zdanym egzaminie na sztygara-brygadzistę – mówi Wiktor Szymański. – Tę funkcję pełni mój brat, więc piórka na Barbórkę może przyodziać – dodaje z przekąsem.

W żwirowniach należących do spółki Szymańskich wydobywany jest piasek (drobiny o wielkości do 2 milimetrów) i żwir powyżej 2 mm. Materiał ten wykorzystywany jest głównie do produkcji betonu, stabilizacji gruntów pod drogi. Stosowany jest również jako warstwa odwadniająca przy budowie boisk i kortów tenisowych. Płukany jest również piasek z przeznaczeniem do siatkówki plażowej, a także do komunalnych oczyszczalni ścieków, jak i małych przydomowych oczyszczalni.

Kopalnia Szymańskich nie ma nieskończonych pokładów. Materiał zdatny do sprzedaży skończy się prawdopodobnie za 6 lat. Właściciele już wiedzą, że powstałe w ten sposób wyrobiska mają służyć jako stawy rybackie. – Mam taki pomysł, aby to miejsce zrekultywować, aby stworzyć warunki dla rekreacji i agroturystyki. Ale obecnie trudno mi mówić o konkretach – mówi W. Szymański.

W Spławiu kopalnię kruszywa ma również Julian Gibowski. Aktualnie nie wydobywa żwiru, bo teraz jest „martwy sezon”. Choć niewykluczone, że za dzień, dwa zamówienia posypią się lawinowo i trzeba będzie kopać. Taka specyfika interesu. – Nie, nie, żadnej Barbórki nie organizuję – śmieje się właściciel kopalni kruszywa. – No, ale faktycznie, według prawa traktowani jesteśmy tak samo, jak kopalnia węgla brunatnego w Koninie. Trochę mnie to denerwuje, ponieważ więcej w tym biurokracji niż sensu. Podejrzewam, że ktoś chciał dać pracę bezrobotnym górnikom, stąd żwirownie w Spławiu noszą nazwę „kopalnia” – mówi J. Gibowski. Kopalnia to określone koszty. Nie tylko koncesja na wydobycie, ale również coroczne operaty i dokumenty, za które trzeba słono płacić. Poza tym często pojawiają się kontrolerzy z Wyższego Urzędu Górniczego. Przepisy są absurdalne, bo – na przykład – właściciel kopalni musi zabezpieczyć w swoim zakładzie: drużynę ratowniczą, kaski, nosze itp. itd. – Ostatnio dostałem pisemko, że co cztery lata przysługuje mi nowy mundur górniczy. Nic, tylko się pośmiać – dodaje Gibowski.

Właścicielem kopalni w Spławiu jest też Mariola Rohrbach, która prowadzi działalność razem z mężem Jakubem.

– Nasz związek z górnictwem jest niewielki, stąd nie ma powodów, aby 4 grudnia obchodzić Barbórkę. Zresztą nasza firma jest mała i trudno by mi było sobie wyobrazić takie obchody. Po drugie, nie mamy na to czasu, ponieważ zajmujemy się teraz głównie transportem buraków cukrowych i każda minuta jest ważna – mówi M. Rohrbach.

A więc Barbórki w Spławiu nie będzie. Szkoda trochę, bo byłoby ciekawie. Już widzę tę orkiestrę, zabawę i tłumy...

Filip Biernat

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

13:35 18-10-2019