Zapomniany bohater poakowskiego podziemia. Marian Broniecki z Grabowa Królewskiego

Na podstawie życiorysu Mariana Bronieckiego mógłby powstać film sensacyjny. Walka z bronią w ręku z sowieckim okupantem, życie pod przybranym nazwiskiem, ucieczka z więzienia, wyrok śmierci i cudowne ocalenie. A potem wyklęcie ze społeczeństwa i zapomnienie na lata.

historia 6 miesięcy temu 6

Marian Broniecki (1924-2010) był znany mieszkańcom Grabowa Królewskiego głównie jako sumienny pracownik miejscowego gospodarstwa rolnego. Najważniejsza historia jego życia wydarzyła się w latach 40., tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej, w Głęboczku, gm. Murowana Goślina (pow. obornicki, dzisiaj pow. poznański).

Marian Broniecki na spacerze w sanatorium

W styczniu 1945 roku formalnie rozwiązano Armię Krajową. Dowódca okręgu poznańskiego AK ppłk. Andrzej Rzewuski ps. „Hańcza” podjął decyzję o kontynuowaniu walki z sowieckim okupantem i tworzącą się komunistyczną administracją: milicją obywatelską i urzędem bezpieczeństwa.

20-letni wówczas Marian Broniecki w tym czasie zaangażował się w organizację Milicji Obywatelskiej w Głęboczku. Milicjantem był do rozwiązania posterunku w kwietniu 1945 roku. Okazało się, że dowódca i część jego podwładnych to żołnierze AK.

Marian Broniecki lubił grać w szachy

5 czerwca 1945 roku Broniecki dostaje wezwanie do Rejonowej Komisji Uzupełnień w Szamotułach, w celu wcielenia do jednostki wojskowej i odbycia czynnej służby wojskowej. Dzień później spotyka leśniczego Kazimierza Prałata, ps. „Borys”, który jest członkiem oddziału „Tarzana” wchodzącego w skład Wielkopolskiej Samodzielnej Grupy Ochotniczej „Warta”, a więc podziemia akowskiego. Zostaje zaprzysiężony i przybiera pseudonim „Korzeń”. Prawie natychmiast wchodzi do akcji i bierze udział w likwidacji aktywisty PPR Jankowskiego w Łopuchowie, który w czasie wojny był donosicielem Gestapo; jego oddział pochwycił trzech żołnierzy Armii Czerwonej – dwóch rozstrzelano, jednemu udało się uciec.

Marian Broniecki pracował w młynie w Grabowie Królewskim

We wrześniu 1945, w wyniku obławy UB w lasach Nadleśnictw Kąty i Zielonka, Broniecki zostaje schwytany i osadzony w areszcie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Obornikach. Choruje na tyfus i trafia do szpitala w Poznaniu. Dzięki pomocy zakonnic udaje się mu uciec i dotrzeć do swojego oddziału. Nowy dowódca Kazimierz Dąbrówka, ps. „Dąb”, daje mu fałszywe dokumenty na nazwisko Gustaw Małek. Broniecki wyjeżdża do Tułowic koło Opola, tutaj przez pewien czas pracuje jako traktorzysta w pegeerze. Z rodziną kontaktuje się listownie. Jeden z listów czyta sąsiadka i zawiadamia UB. Broniecki zostaje aresztowany ponownie w grudniu 1946 roku.

Rodzina Bronieckich, komunia córki lata 60.

Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu w 1947 roku skazuje go na karę śmierci. W wyniku amnestii wyrok zostaje zamieniony na 15 lat więzienia. Marian wychodzi po 8,5 roku, w 1955. Po wyjściu z więzienia choruje na gruźlicę. Pracuje najpierw jako strażnik jeziora w Poznaniu, potem w PGR Głęboczek. W 1956 żeni się z Kazimierą Walkowiak, w 1957 rodzi im się córka. Rok później wyjeżdżają do Grabowa Królewskiego.

Słodkiego miłego życia

Rozmowa z Kazimierą Broniecką, żoną Mariana Bronieckiego.

Kazimiera Broniecka

„WW”: Jak pani poznała się z mężem?

KAZIMIERA BRONIECKA: – Bliżej poznaliśmy się w 1955, dopiero jak wyszedł z więzienia. Siedział 8,5 roku. Ślub był w 1956. Gdy mąż działał w organizacji, miałam ledwie 8 lat, nie za wiele pamiętam z tamtego czasu. Wcześniej znaliśmy się, ponieważ nasi rodzice byli sąsiadami. Mieszkaliśmy w jednym korytarzu. Gdy mąż miał 12 lat, ja dopiero się rodziłam, i to właśnie on jechał po położną do porodu. Gdy byłam mała, to zaglądałam po sąsiedzku do Bronieckich, jak to dziecko.

Wszystko to działo się w Głęboczku.

Tak. Jak wspomniałam wcześniej, nie za bardzo orientowałam się w tym, co się działo, mogę powiedzieć tylko to, co widziałam. Mój ojciec zanosił jedzenie do lasu. Najpierw przepływał czółnem przez jeziora, a następnie w lesie przekazywał te obiady. I wtedy w tej organizacji działał mój mąż Marian Broniecki.

Po wyjściu z więzienia Marian Broniecki był ciągle obserwowany przez bezpiekę. Z akt IPN-u wynika, że do państwa domu przychodziła chyba bliska wam osoba (jak się okazało, tajny współpracownik o kryptonimie „Słuchawka”), a potem pisała donosy bezpiece. Mieliście jakieś podejrzenia?

Mąż zdawał sobie sprawę, że obserwowali go różni szpicle – nie tylko w Głęboczku, ale także w Grabowie Królewskim – którzy ciągle donosili dyrektorowi. Prawa publiczne, które odebrano mu po wyroku śmierci, mój mąż odzyskał dopiero po 20 latach od wyjścia z więzienia, dzięki staraniom Bogumiła Paula, dyrektora PGR Bieganowo. Dyrektor Paul szanował i miał dobre zdanie o moim mężu, który był bardzo dobrym pracownikiem kombinatu. Potem chodzili za nim, żeby się do partii zapisał. Wzdrygał się i mówił: „Nie po to z nimi walczyłem, żeby się do nich teraz zapisywać”.

Czy mąż opowiadał o swoich więziennych przeżyciach?

Ale dopiero po wielu, wielu latach, gdy dzieci były już prawie dorosłe. Najczęściej przy okazji imienin czy innych spotkań rodzinnych. Bili go tam i katowali. Na pożegnanie, gdy wychodził z więzienia, napchali mu policzki cukrem i życzyli słodkiego życia.

Czy po wyjściu z więzienia miał problemy ze znalezieniem pracy? Z tego co wiem, znalazł jednak pracę w Straży Rybackiej w Poznaniu.

Tak, ale musiał codziennie dojeżdżać do Poznania, więc zrezygnował z tej pracy i zatrudnił się jako traktorzysta w PGR Głęboczek.

Jak państwo znaleźli się w Grabowie Królewskim?

Szwagier męża był młynarzem w Głęboczku, ale młyn zlikwidowali. W tym czasie otwierali młyn w Grabowie Królewskim i potrzebowali pracowników. Szwagier wraz z rodziną, czyli siostrą mojego męża, przeprowadzili się i on tutaj znalazł zatrudnienie, w młynie. Ale smutno im było w obcym środowisku, zresztą siostra męża trochę chorowała, dlatego ściągnął nas do Grabowa w 1958 roku. Dostaliśmy tutaj mieszkanie, mąż dostał pracę w młynie, a potem w magazynie.

Kazimiera i Marian Bronieccy

Pani mąż pisał pamiętnik.

Tak, ale nie w więzieniu, a już po latach, gdy spostrzegł, że pewne wydarzenia zaczynają mu ulatywać z głowy. To wspomnienia, które chciał zachować dla potomnych. Na ich podstawie Paulina Koniuk napisała książkę: „Zapomniani bohaterowi powojennej Polski”.

Czy historią pana Mariana zainteresował się Instytut Pamięci Narodowej albo inne instytucje zajmujące się dziedzictwem narodowym?

Interesuje się nasz miejscowy ośrodek kultury. Przekazałam do izby pamięci mundur męża i kilka pamiątek. Próbowaliśmy zainteresować IPN, na razie bezskutecznie. Na przykład wójt Teresa Waszak nie wiedziała o istnieniu Mariana Bronieckiego.

Thumb ww biernat

Filip Biernat

6 miesięcy temu 6