Prokurator chce surowej kary, natomiast obrona – uniewinnienia

W Sądzie Rejonowym we Wrześni zakończył się proces mężczyzny, który mógł spowodować wysadzenie w powietrze budynku w centrum Wrześni.

na sygnale 11:25 21-03-20201 9

Finalną jego częścią była mowa końcowa prokuratora oraz obrońcy oskarżonego 45-letniego Adama K.

Ten pierwszy domagał się dla oskarżonego 2 lat i ośmiu miesięcy pozbawienia wolności. Obrona wnosiła o uniewinnienie, twierdząc, że brak jest dowodów winy Adama K. On sam również prosił sąd o uniewinnienie. 

– Ja nie rozszczelniłem butli – powiedział w ostatnim słowie. 

Przypomnijmy, że do groźnego zdarzenia doszło 15 lipca 2019 r. w budynku przy ulicy Harcerskiej we Wrześni. Gdy służby ratunkowe dotarły na miejsce, okazało się, że eksplodowały nagromadzone w mieszkaniu opary gazu. Palącą się butlę z gazem propan-butan strażacy szybko wynieśli na zewnątrz. Tym samym zapobiegli jej wybuchowi.

Do zdarzenia doszło na ul. Harcerskiej we Wrześni

W wyniku eksplozji ranny został Adam K., który w momencie wybuchu przebywał w wynajmowanym lokalu. 45-latek został przewieziony do Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego w Poznaniu. Tamtejsi lekarze uratowali mu życie.

W toku śledztwa ustalono, że do eksplozji celowo doprowadził sam poszkodowany. 45-latek trafił na ławę oskarżonych. Prokurator zarzuca mu m.in. to, że jego zachowanie wywołało stan zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób. 17 lutego odbyła się rozprawa przed Sądem Rejonowym we Wrześni.

Z NOŻEM W RĘKU

Na jednej z rozpraw zeznawała przyjaciółka partnerki oskarżonego, Wioleta*. Jak mówiła, feralnego dnia przed godziną ósmą rano otrzymała SMS-a od Bożeny*.

– Prosiła mnie, żebym jej pomogła. Napisała: „Błagam, pomóż mi”.

Przyjaciółki spotkały się w południe. W tym czasie w mieszkaniu nie było Adama K.

– Wsiadła do mojego samochodu wraz z czwórką dzieci i pojechałyśmy do mnie. Była zdenerwowana. Płakała. Później powiedziała mi, że Adam zaatakował ją w nocy nożem – mówiła pani Wioleta.

Zdecydowała, że pięcioosobowa rodzina musi zostać na jakiś czas u niej. Pani Bożena zgodziła na jej propozycję. Niedługo potem uśmiechnęło się do niej szczęście – udało się znaleźć tymczasowe mieszkanie dla całej rodziny.

W trakcie procesu zeznawała m.in. przyjaciółka partnerki oskarżonego

WYPROWADZKA

Kobiety chciały przewieźć rzeczy z mieszkania przy ul. Harcerskiej do nowego lokum. Poprosiły o pomoc znajomych.

– Adam co chwilę pisał do Bożeny. To wyglądało tak, jakby ją kontrolował. Umówili się, że spotkają się na działce o 17.00. Zaczęliśmy przewozić rzeczy. Jedna osoba stała przy oknie i obserwowała, czy nie idzie (Adam K. – przyp. red.). Baliśmy się go, bo nie wiedzieliśmy, jak zareaguje. W pośpiechu rzucaliśmy wszystko do poszewek na pościel, toreb. Bożena już wcześniej chciała od niego odejść, ale matce z czwórką dzieci trudno było znaleźć mieszkanie – kontynuowała pani Wioleta.

Wszystko się udało. Po 17.00 Adam K. zaczął wydzwaniać do swojej partnerki. Kobieta nie odbierała telefonu. Po kilkudziesięciu minutach 45-latek przyjechał do pani Wiolety.

– Powiedziałam mu, że nie wiem, gdzie jest Bożena. Skłamałam. Bałam się, co będzie, gdy będzie chciał wejść do domu – mówiła.

NIKT SIĘ NIE CHCE ZABIĆ

Przyjaciółki udały się na komendę policji przy ul. Szkolnej. Chciały złożyć zawiadomienie o ataku nożem. Od policjantki usłyszały, że w budynku nie ma kryminalnych. Poprosiła je, aby zadzwoniły pod wskazany numer telefonu za dwie godziny.

– Wróciłyśmy do mnie. O 19.30 na facebookowym profilu Adama pojawił się wpis. Zatytułował go „zaręczyny”. Napisał, że Bożena go zabiła, że żegna się z przyjaciółmi – mówiła sądowi pani Wioleta.

Pół godziny później pojawił się kolejny wpis. Tym razem Adam K. wrzucił do sieci zdjęcie noża. Opatrzył je krótkim opisem: „Bożena mnie zabiła. Dobra jest”. Kobiety powiadomiły o sprawie policję.

Sędzia Marcin Przybylski 

– Myślałyśmy, że będzie chciał się targnąć na życie. Zadziałałyśmy, bo nie chciałyśmy, aby ktoś nam zarzucił, że nic nie zrobiłyśmy, wiedząc, że chce popełnić samobójstwo – mówiła pani Wioleta.

Mundurowi pojawili się u nich po niespełna kwadransie. Pani Wioleta zeznała, że policjanci zlekceważyli zgłoszenie.

– Błagałyśmy ich, aby pojechali chociaż sprawdzić. Jeden policjant stwierdził, że to nie są próby samobójcze. Podszedł do drugiego, pokazując mu wpis Adama i powiedział: „Zobacz, grozi samobójstwem, że pani Bożena go zabije, a pani Bożena stoi tutaj z nami”.

WYBUCH

Podczas rozmowy pani Bożena odebrała telefon. Zadzwonił do niej brat oskarżonego. Po zakończeniu połączenia powiedziała na głos:

– Wyjebał budę w powietrze!

Kobiety pojechały na ul. Harcerską. Adam K. był już wtedy w karetce pogotowia. Lekarze walczyli o jego życie.

– Kiedy weszłyśmy do mieszkania, na stole w salonie były „małpki” z alkoholem, a w kuchni na podłodze leżała paczka papierosów. W ramę okna utknięty był nóż – mówiła pani Wioleta.

Po czym dodała:

– Nie mogę powiedzieć, że Adam bił Bożenę. Mówiła, że zaczął ją sprawdzać. Robił jej zdjęcia podczas snu.

Policjanci na miejscu pojawili się po wybuchu. Zdaniem świadka początkowo mundurowi zbagatelizowali sprawę

PŁAKAŁ DO TELEFONU

W sądzie pojawił się również znajomy oskarżonego, Mikołaj B. 39-latek trafił tam z zakładu karnego. Na początku powiedział, że nie wie do końca, w jakiej sprawie został wezwany.

– Widziałem na Facebooku jego wpisy (oskarżonego – przyp. red.). Był tam jakiś nóż. Dzwoniłem do niego, aby nie targał się na życie. Powiedziałem, że zaraz do niego przyjdę, że jestem na rynku. Po jakimś czasie się rozłączył. Nie pamiętam, jakie słowa padły w telefonie. Nie przypominam sobie ich – zeznał przed sądem mężczyzna.

– Czy oskarżony mógł być pod wpływem alkoholu? – dopytywała obrończyni oskarżonego.

– On płakał do telefonu, jak z nim rozmawiałem – padła odpowiedź.

Jeden ze świadków został doprowadzony na salę rozpraw z zakładu karnego

GAZ PLUS OGIEŃ

Sąd przesłuchał również biegłego Mariusza Przybyła. Stwierdził on, że do rozszczelnienia butli doszło maksymalnie 10 minut przed wybuchem. Mówił, że został uszkodzony reduktor.

– Na pewno doszło do celowego jego uszkodzenia. Do wybuchu doszło w momencie zapalenia papierosa, zapalniczki. Zapalniczka leżała w kuchni na podłodze. Uważam, że do zapalenia doszło w kuchni, a prawdopodobnie w jej drzwiach. Największe stężenie gazu było w kuchni – mówił biegły.

* imiona zostały zmienione

Thumb 64861016 2494978670553670 5517157221407916032 o

Łukasz Różański

11:25 21-03-2020