Willa Urbańskich – jaka jest jej przeszłość i co z nią będzie dalej?

Stara „willa pod zegarem” umiera. Miała być siedzibą rodzinną na lata – stała się problemem dla służb, mieszkańców i właścicieli.

reportaż 2 miesiące temu 11

Opuszczony dom przy ul. Gnieźnieńskiej niszczał od lat. Przez długi czas była to agonia cicha. Przechodnie omijali zniszczoną modernistyczną willę szerokim łukiem. Zaglądali do niej jedynie ludzie, którym jest już wszystko jedno. O ich obecności świadczyły porozbijane butelki i plamy wymiocin wokół budynku. Do środka bez trudu można było się dostać przez powybijane okna i drzwi. Czasy świetności budynku pamiętają już tylko najstarsi mieszkańcy Wrześni.

LATO, ROK 1931

Stanisław Urbański, zamożny wrzesiński przedsiębiorca, kończy budowę okazałego domu przy ul. Daszyńskiego 8. Na zachodniej ścianie budynku umieszcza zegar słoneczny wskazujący dokładną godzinę narodzin swojego syna – Romana. Z domem wiąże się legenda. Podobno jednym z licznych rezydentów jest duch, który schodzi z portretu wiszącego przy wewnętrznej balustradzie. W czasie wojny willa pełni funkcję schronu przeciwlotniczego, później mieszkają w niej lokatorzy.

Czasy świetności willi pod zegarem – lata 30. XX wieku

CZAS POŻARÓW

Problemy zaczynają się, gdy po 2010 r. rodzina decyduje się sprzedać willę poznańskiemu przedsiębiorcy, wraz z działką, na której obecnie jest Biedronka.

Pierwszy pożar wybucha w 2015 r. Już wtedy zniszczeniu ulega część stropu. Dwa kolejne pożary strażacy gaszą w tym roku: 9 kwietnia i 15 czerwca.

22 czerwca br., wczesnym popołudniem, nad willą pojawiają się kłęby czarnego dymu. Płonie wnętrze budynku na wysokości pierwszego piętra. Pożar jest na tyle poważny, że zapada decyzja o ewakuacji Biedronki położonej na sąsiedniej działce. Akcja gaśnicza trwa kilka godzin.

– Obecnie prowadzone jest postępowanie sprawdzające, mające na celu wskazanie, co mogło być przyczyną pożaru. Materiały zostały przesłane do prokuratury – informuje Adam Wojciński, rzecznik Komendy Powiatowej Policji we Wrześni.

Prokurator rejonowy Krzysztof Helik rozważa możliwość powołania biegłego z zakresu pożarnictwa, który pomoże organom ścigania ustalić przyczynę pożaru. Na razie działania śledczych są jednak utrudnione ze względu na zły stan techniczny budynku.

Zdarzenie z 22 czerwca zostało wstępnie zakwalifikowane jako „nieumyślne spowodowanie pożaru zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu wielkich rozmiarów”. Na razie nie ma dowodów, że było to celowe podpalenie. Prokurator zaznacza jednak, że rozpatrywane są wszelkie możliwości, a kwalifikacja przestępstwa może ulec zmianie w toku postępowania. – Jeżeli będą odpowiednie przesłanki, by uznać, że było to celowe podpalenie, zrobimy wszystko, żeby ustalić sprawcę – tłumaczy Helik.

Prokuratura zajmuje się też sprawą mniejszego pożaru, który wybuchł w piwnicy budynku 29 czerwca, dokładnie tydzień po tym, jak paliły się górne kondygnacje. – W tej sprawie także zostało złożone zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Inicjatywa pochodziła ze straży pożarnej. Prokurator po analizie materiałów przesłanych przez policję stwierdzi, czy sprawy tych dwóch pożarów będą prowadzone razem, czy osobno. W tej chwili nie da się kategorycznie stwierdzić, czy łączy je coś oprócz miejsca zdarzenia – informuje Krzysztof Helik.

Wcześniejsze pożary nie były zgłaszane do prokuratury.

Równolegle prowadzone jest postępowanie administracyjne wszczęte przez Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. – Wezwałem inwestora w trybie powtórnym i natychmiastowym do zabezpieczenia obiektu – informuje inspektor Krystian Błaszczyk. Na jego prośbę prokurator postanowił włączyć się także do tego postępowania. – Podjąłem tę decyzję w celu zapewnienia, aby postępowanie i rozstrzygnięcie sprawy było zgodne z prawem – mówi Krzysztof Helik.

Od 22 czerwca po portalach internetowych i społecznościówkach przetoczyła się prawdziwa burza. Internauci, nie przebierając w słowach, snuli przypuszczenia i hipotezy. Internetowa nagonka dosięgła właściciela sąsiedniej działki, współudziałowca jednej z wrzesińskich firm deweloperskich. Nie jest tajemnicą, że na jego posesji ma powstać klub fitness.

– Nie jestem właścicielem budynku, który się palił. Klub ma powstać na działce obok, która jest moja. Nie jest jednak pewne, że to ja będę go budował. Mam podpisaną przedwstępną umowę sprzedaży – zaznacza mężczyzna.

Jak udało nam się dowiedzieć, właścicieli willi jest kilku. W rozmowach z informatorami przewija się nazwisko jednego z inwestorów – pana P., biznesmena z Poznania. Sam inwestor pozostaje jednak nieuchwytny. Nie ma strony internetowej ani służbowego numeru telefonu.

JESIEŃ, ROK 2016

Willa nie ma okien i drzwi. W środku walają się śmieci – dokumenty, papiery, stare zabawki. Na oknie pierwszego piętra dynda zawieszony na sznurku pluszowy miś. Okazała klatka schodowa jeszcze robi wrażenie, ale na schody strach wchodzić. Zajrzeć może tu każdy. Za chwilę właściciel, zobligowany przez nadzór budowlany, zabije okna i drzwi dyktą. Za około 8 miesięcy wnętrze spłonie.

ROZBIÓRKA CZY
 ODBUDOWA?

Wiadomo, że w październiku 2016 r. do starostwa wpłynął wniosek o pozwolenie na rozbiórkę budynku. Decyzja była odmowna. – Wniosek zawierał braki, których inwestor we wskazanym terminie nie uzupełnił – informuje Urszula Łabęda, naczelnik Wydziału Budownictwa, Środowiska i Rolnictwa w Starostwie Powiatowym we Wrześni. Braki dotyczyły m.in. pozwolenia wojewódzkiego konserwatora zabytków na rozbiórkę, zgody wszystkich właścicieli obiektu oraz dokumentacji technicznej.

Willa nie jest wpisana do rejestru zabytków. – Nie mamy żadnych instrumentów prawnych, żeby zdyscyplinować właściciela do zadbania o budynek – mówi Katarzyna Zaworska z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Poznaniu. Budynek leży jednak na terenie zabytkowego układu urbanistycznego, co oznacza, że zgoda konserwatorska jest do rozbiórki niezbędna. – Dotychczas nie wpłynął do nas taki wniosek – dodaje Zaworska.

Willa Urbańskich przez lata wpisywała się w miejski krajobraz Wrześni. Czy teraz jej odbudowa jest możliwa? Na szczegółowe ekspertyzy budowlane trzeba będzie jeszcze poczekać. Wstępne raporty straży pożarnej nie pozostawiają jednak zbyt wielu złudzeń. – W budynku jest niebezpiecznie. Nawet podczas akcji strażacy starali się nie wchodzić powyżej pierwszego piętra, bo drewniane stropy na górnych kondygnacjach są mocno nadpalone – mówi Zbigniew Rzemyszkiewicz, zastępca rzecznika wrzesińskiej straży pożarnej. Do sprawy będziemy powracać.

Ankieta

Jakie według Ciebie były przyczyny ostatnich pożarów w tej willi?

Thumb go dziewicz2

Joanna Goździewicz

2 miesiące temu 11