Tomasz Kałużny zamknął redakcję „WW” w ciemnym pokoju i schował klucz!

Pierwszy raz w życiu daliśmy się zamknąć w escape roomie. I nie ostatni!

kultura 14:19 31-10-20180 4

Wieczór zaczynamy od wizyty w restauracji Mikroklimat przy ul. Chopina we Wrześni. Szybko okazuje się, że nazwa nie jest przypadkowa, bo miejsce rzeczywiście ma swój klimat. W menu każdy znajduje coś dla siebie, a podane dania nie zawodzą. Posileni ruszamy do celu.

Escape Room Pokój 74 znajduje się w piwnicy kamienicy tuż obok restauracji. Wprowadza nas tam roześmiany Tomasz Kałużny. Nie chodzi tu jednak o burmistrza, a o żołnierza z bazy lotniczej w Powidzu o tym samym nazwisku. Pokrewieństwa, a nawet znajomości pomiędzy panami – brak. Ten Tomasz Kałużny mieszka we Wrześni dopiero od paru lat, a pochodzi z gminy Zagórów.

Dla wszystkich nas będzie to pierwsza tego typu rozrywka. Już sam przedsionek pokoju wygląda tajemniczo, ale prawdziwe zagadki kryją się w środku. Tomasz zarezerwował dla nas pokój o tematyce militarnej. Obok znajduje się drugi, w klimacie poszukiwania skarbów. Aby zadowoleni klienci mogli powracać bez znudzenia, co jakiś w obu pokojach następuje całkowita zmiana tematyki i zagadek.

Przed wejściem zaliczamy jeszcze obowiązkowy instruktaż. Tomasz mówi, że dostaniemy godzinę, żeby rozwiązać przygotowane zagadki, znaleźć klucz i się wydostać. Liczy się spostrzegawczość, spryt, kojarzenie i współpraca w grupie. Jeśli poszukiwania zatrzymają się w martwym punkcie, Tomasz, który będzie śledzić postępy na podglądzie z monitoringu, może udzielić podpowiedzi i popchnąć zabawę do przodu.

Jedyne, co otrzymujemy na początek, to latarka. Do pokoju wchodzimy z opaskami na oczach, potem drzwi za nami się zatrzaskują, gaśnie światło i zaczyna wyć syrena alarmowa. Aby nie psuć zabawy innym, powstrzymamy się od dalszej relacji i od razu przejdziemy do wrażeń po wyjściu. Dodajmy tylko, że zabrakło nam pięciu minut do rozwiązania ostatniej zagadki.

– Moje wyobrażenia na temat rozgrywki były zupełnie różne od rzeczywistości. Byłem zaskoczony atmosferą, rodzajem zagadek, klimatem i narracją, która daje możliwość zatopienia się w wykreowanym na potrzeby gry świecie – przyznaje Krzysztof Liberkowski, nasz szef działu grafików komputerowych.

– Czas w pokoju płynie szybko i naprawdę trzeba się postarać, żeby uporać się ze wszystkim w wyznaczonym czasie. Zaskakujące jest to, że w tak małym pomieszczeniu, które bez problemu można ogarnąć wzrokiem, co chwilę można znaleźć coś nowego i cały czas jest coś do zrobienia – mówi Anna Jakubek, szefowa naszego Biura Ogłoszeń.

– To była moja pierwsza wizyta w jakimkolwiek escape roomie i już chwilę po wyjściu wiedziałem, że nie ostatnia. Szkoda tylko, że nie udało nam się wydostać w wyznaczonym czasie, choć było bardzo blisko. Jak na pierwszy raz to ponoć i tak nieźle, no ale utracony honor trzeba jakoś odzyskać! Dlatego zamierzam wrócić, z tym że do drugiego pokoju. Szczerze polecam taką formę rozrywki wielbicielom łamigłówek i nie tylko – stwierdza Marek Urbaniak, sekretarz redakcji i zastępca redaktora naczelnego „Wiadomości Wrzesińskich”.

Pokój 74 mieści maksymalnie sześć osób. Oczywiście można spróbować także samemu, ale większa frajda będzie w grupie. Jeśli do tego dodamy brak ograniczeń wiekowych oraz cenę jednorazowego „biletu”, która wynosi 100 zł, będzie już jasne, dlaczego z escape roomów najczęściej korzystają ekipy przyjacielskie bądź rodzinne.

Pokój 74 jest dodatkowym zajęciem dla Tomasza Kałużnego, który na co dzień ochrania bazę wojskową w Powidzu. Dlatego na wizyty trzeba się umawiać. Rezerwacji dokonać można na stronie na Facebooku – w wiadomości prywatnej – lub telefonicznie pod numerem 570 003 757. Najczęściej wolne będą wieczory i weekendy. Rzecz jasna nie jest to rozrywka dla osób cierpiących na klaustrofobię i te powinny się jej wystrzegać. Innych przeciwwskazań brak. A oto inne grupy zadowolone z pobytu w Pokoju 74:

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

14:19 31-10-2018