To co widzieli musiało u nich wywołać opór - mówi prof. Waldemar Handke o Zielonym Trójkącie

Z okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych w muzeum regionalnym odbyło się spotkaniem z prof. Waldemarem Handkem.

wywiad rok temu 0

„WW”: Jakimi intencjami i  motywacjami kierowali się żołnierze Zielonego Trójkąta, walcząc z komunistami? W  polityczno-ideologiczne nie chce mi się do końca wierzyć.

W.H.: To patriotyczne wychowanie, przywiązanie do wolnej i niepodległej Polski. Historia wywodząca się z Armii Krajowej, obraz, jaki wynieśli z Podlasia, to, co tam widzieli – to musiało wywołać w nich opór. Jednocześnie mieli do czynienia z Sowietami, którzy zabijali i gwałcili sąsiadów, dlatego ich reakcja była naturalna. Dla mnie jest to oczywiste, gdy Stefan Antoszewicz (szef WUBP w Poznaniu – przyp. red.) pisze w swoim pierwszym raporcie do Radkiewicza: „Urząd wojewódzki już pracuje. PPR może liczyć na 5-10 proc. poparcia, reszta to reakcja”.

Wielu wrześnian pamięta członków Zielonego Trójkąta jako tych, co  napadali – a  to  na  bank we Wrześni, a  to  mleczarnię w  Sokolnikach albo rolników z  Gutowa. Ten negatywny obraz żołnierzy podziemia jest nadal przekazywany z  pokolenia na  pokolenie.

Najbardziej interesujące jest to, że w raportach UB zapisywano to tak: „W nieznanej miejscowości nieznanemu gospodarzowi oddział „Wichury” (Leon Wesołowski – przyp. red.) zrabował dwie świnie”. Nie wiadomo, kto, co, gdzie i dlaczego. W ten sposób w oficjalnych dokumentach pojawiły się oskarżenia. Z kolei przekazy rodzinne są subiektywne. Przecież mogło być tak, że ten chłop mówił, że go okradli, żeby się chronić przed UB, bo tę świnię zamiast odstawić do punktu dał właśnie chłopcom z lasu.

Leon Wesołowski ps. Wichura po napadzie na bank zostawił „pokwitowanie”. Napisał, że pół miliona bierze na  uzbrojenie oddziału i zostawił kilka złotych... dla ubeków. Żartował?

Miał poczucie humoru, jednocześnie pokazywał wysoki poziom moralny. Podawałem dzisiaj przykład młyna, w którym oddział zabrał tylko część pieniędzy, a resztę zostawił pracownikom na wypłaty. Nie kradli wszystkiego jak leci. Jeśli już, to były to pieniądze „państwowe”. Trudno jest o to, aby potomek ubeka albo tego, który w 1945 przyłączył się do PPR czcił dzisiaj żołnierzy wyklętych. W takich kontekstach trzeba tę sprawę także widzieć.

Czy badał pan losy żołnierzy wyklętych, którzy przeżyli i  przeszli do  cywila? Z moich badań wynika, że SB inwigilowała ich jeszcze w  latach 70.

Nie tylko inwigilowała, ale werbowała do współpracy. Nie mówiłem tego publicznie, ale pisałem w książce. „Huragan” (Mieczysław Małecki – przyp. red.) został zwerbowany. Dwudziestokilkuletniemu chłopakowi groziła kara śmierci. Zastraszyli go i zapewne nie tylko to z nim robili.

Rozmawiał Filip Biernat

Thumb ww biernat

Filip Biernat

rok temu 0