Tak wygląda codzienność sołtysów. Gospodarze wsi szczerze o swojej pracy

O swojej codziennej pracy, troskach, problemach, radościach i o stosunkach z władzami opowiadają nam sołtysi ze wszystkich gmin powiatu wrzesińskiego.

sylwetka 10 miesięcy temu 0

GUTOWO MAŁE, gm. Września

Sołtys Grzegorz Sikorski: – Rola sołtysa nie jest łatwa i wpływa na to wiele czynników. Społeczności przybywa, bo jak ja się przyprowadziłem do Gutowa Małego w 2009 roku, było nas 495, a teraz wieś liczy już ponad 750 mieszkańców. Gutowo stało się w części sypialnią Wrześni i może dlatego nie wszyscy są zainteresowani sprawami wsi. Czasy czynów społecznych już dawno przeszły do lamusa i zorganizować ludzi do takiego spontanicznego działania, zrobienia czegoś, jest bardzo trudne. To widać po frekwencji na zebraniach wiejskich, gdzie czasami ledwo osiąga ona 10 proc. Często zastanawiam się nad tym, co powinienem zrobić jako sołtys, żeby zmobilizować ludzi do działania. Owszem, mieszkańcy wsi przychodzą do mnie i zgłaszają drobne rzeczy, np. że gdzieś jest zarośnięty rów, że lampa nie świeci, ale wielkich inicjatyw raczej nie mają. A przyznam, że oczekiwałbym od lokalnej społeczności większego zainteresowania tym, co się u nas dzieje. Ludzie nawet nie uczestniczą w organizowanych dla nich imprezach. Owszem, część przychodzi, ale na taka liczba mieszkańców. Ta frekwencja powinna być moim zdaniem znacznie większa. Już nie wiem, w jakim kierunku iść, jak z ludźmi rozmawiać, czym ich przyciągnąć? Szukam jakiegoś modelu, który byłby pomocny w tych sprawach, tzn. w zorganizowaniu ludzi do działania.

– Są też inne sprawy, których mimo wielkich chęci z mojej strony nie da się załatwić. Kiedy zdecydowałem się zostać sołtysem, to na zebraniu wyborczym powiedziałem, że interesują mnie trzy kierunki: bezpieczeństwo, ekologia oraz estetyka. W ramach bezpieczeństwa udało się doprowadzić do położenia chodnika, który niebawem ma zostać doprowadzony do Grzybowa. Mówiąc o ekologii, miałem na myśli kanalizację, ale niestety tej sprawy nie udało mi się załatwić. Gmina ma inne priorytety, czyli inwestycje w południowej części gminy, gdzie jest „serce przemysłowe” napędzające wzrost w gminie. Ale myślę, że za rok, dwa i tam te inwestycje się zakończą, a wtedy znajdą się pieniądze, by zająć się północną częścią gminy, czyli nami. Poza tym zależałoby mi, żeby przywrócić do blasku nasz zespół pałacowo-parkowy, żeby powstało w końcu boisko oraz by upiększyć plac przed świetlicą. Jednak na to wszystko potrzebne są pieniądze, których my nie mamy. Jak więc widać, chociaż rola sołtysa jest trudna, to niewątpliwie taka funkcja jest w każdej wsi potrzebna. I cieszę się, że mieszkańcy Gutowa Małego właśnie mi ją powierzyli.

CHLEBOWO, gm. Miłosław

Na czele niewielkiej wsi nieprzerwanie od 2003 roku stoi Jan Cicharski. Od tego czasu wieś zmieniła się diametralnie: uporządkowano i ogrodzono teren przy świetlicy wiejskiej, w końcu wyremontowano samo obiekt. Wcześniej powstał przy nim parking i skansen maszyn rolniczych. Mieszkańcy własnymi rękami wybudowali zadaszony podest do zabaw tanecznych i boisko sportowe. Swego czasu utwardzili też półkilometrowy odcinek drogi w kierunku Budziłowa.

– Mam szczęście do mieszkańców, którzy chętnie włączają się w prace społeczne. Wielu sołtysów mi ich zazdrości. Zawsze wtedy mówię, że z ludźmi trzeba rozmawiać i się nie wywyższać – mówi Cicharski. – Jakie są największe bolączki? Oczywiście pieniądze. Żałuję, że w naszej gminie nie ma funduszu sołeckiego. Wielu sołtysów niepotrzebnie obawia się papierkowej pracy.

Jan Cicharski przyznaje, że bycie sołtysem nie zawsze jest różowe. Najgorsze są konflikty, które dzielą wieś. W Chlebowie dotyczył on m.in. sprzedaży mieszkania komunalnego w budynku świetlicy.

– Mieszkańcy najczęściej zgłaszają mi problemy drogowe. Kiedyś poproszono mnie o rozwiązanie konfliktu o miedzę. Trochę przypomniał on ten z filmu „Sami swoi” – śmieje się sołtys.

BUDZIŁOWO, gm. Kołaczkowo

Sołtysem Budziłowa jest Robert Ptaszyński: – Praca sołtysów jest ciężka, ponieważ trudno jest zaktywizować do pracy jakieś szersze grono osób w sołectwie. Jest kilkunastu ludzi, na których mogę zawsze liczyć i na tej wspólnej pracy opieram swoją działalność. Budziłowo jest małą wsią, dlatego nie ma specjalnie dużo interwencji mieszkańców, z którymi musiałbym biegać. Problemy krążą w zasadzie wokół dróg powiatowych, które mamy, i dwóch dróg gminnych. Sporym problem jest brak internetu szerokopasmowego. Były już pierwsze przymiarki, sporo się za tym nabiegałem, ale firma stwierdziła, że to dla niej zbyt mały rynek. No i oczywiście padło to pytanie: dlaczego nie załatwiłeś?

– Czy władza mnie słucha? Chyba tak. Kiedyś więcej krzyczałem. Ale widzę, że po latach urzędnicy przyzwyczaili się do mnie. I wiedzą, że lepiej mnie nie denerwować albo nie wprowadzać w stan napięcia. Gdybym był „świeżakiem”, ich stosunek do mnie byłby pewnie inny – wyjaśnia Ptaszyński.

DOLNE GRĄDY gm. Pyzdry

Sołtys Dolnych Grądów Piotr Pilarski jest absolwentem LO. im. Sienkiewicza we Wrześni i Akademii Rolniczej w Poznaniu. Już drugą kadencję jest sołtysem, a pierwszą radnym. Prowadzi gospodarstwo rolne i jest instruktorem nauki jazdy.

– Od początku mojej kadencji starałem się o integrację wsi. Dobrym miejscem spotkań było boisko, które należało do Agencji Rynku Rolnego. Wszyscy się dziwili, że nie należy do wsi, a grali tu wszyscy w piłkę od 40 lat. Mimo że teren można było dostać za przysłowiową złotówkę, procedura trwała 4 lata. Jednak udało się i teraz składamy wnioski o dofinansowanie tego terenu. Nie chcemy tam jakiejś budowli, świetlicy, chcemy stworzyć tam np. altanę, która byłaby miejscem spotkań mieszkańców, a przy okazji służyła także turystom.

– Największą bolączką Dolnych Grądów są drogi, mówią nawet, że „największym bogactwem Dolnych Grądów są drogi”. Chcemy chociaż na razie takich nawierzchni, jakie były na drogach zanim na nich zrobiono nawierzchnię asfaltową. Współpraca z urzędnikami i burmistrzem jest bardzo dobra, ludzie też się do mnie przyzwyczaili i zwracają się do mnie z różnymi problemami. Ostatnio jeden z mieszkańców zgłosił, że bocian buduje gniazdo na słupie energetycznym. Jako sołtys musiałem powiadomić o tym energetykę,aby zabezpieczyła swoje mienie przed ewentualnym uszkodzeniem linii energetycznych.

ZASUTOWO, gm. Nekla

To malownicza wieś, przez którą biegnie Szlak Osadnictwa Olęderskiego w gminie Nekla. Zarządza nią Stanisław Warczyński, sołtys z niedługim, zaledwie dwuletnim stażem. Wcześniej przez trzy kadencje radny.

– Kiedy nie otrzymałem mandatu na czwartą kadencję, rodzina namówiła mnie, żebym startował na sołtysa. Zdecydowałem się i wygrałem z poprzednim sołtysem z przeszło trzydziestoletnim stażem – mówi. Na pytanie, która z tych funkcji jest cięższa i trudniejsza, szybko odpowiada, że sołtysa. – Zdecydowanie jest więcej obowiązków. No i jak jest jakiś problem we wsi, to momentalnie mam telefon – przyznaje. Mimo to nie żałuje i jak mówi, wciąż ma dużo energii do pracy. Co jego zdaniem jest w tym najważniejsze? Umiejętność zjednoczenia ludzi do wspólnych działań.

– Dużo rzeczy robimy wspólnie, możemy dzięki temu zaoszczędzić pieniądze i przeznaczyć na inne cele. Szukamy też sponsorów. Muszę powiedzieć, że mamy we wsi również grupę młodzieży, która chętnie się angażuje – przyznaje. Dzięki takim działaniom w tym miesiącu udało się chociażby zagrodzić zasutowski plac zabaw.

Ponadto podczas krótkiej kadencji Warczyńskiego udało się na wsi wybudować chodnik między nową a starą szosą oraz położyć pozbruk na dwóch odcinkach drogi. Sołtys za swoją działalność i pełną mobilność dostaje 180 zł ryczałtu na miesiąc. – Tych pieniędzy nie wydaję na siebie, tylko zawsze coś za to kupię, najczęściej dzieciom, które pomagają. Muszą wiedzieć, że doceniam ich pomoc. Zresztą całej grupy, na którą zawsze mogę liczyć – podkreśla sołtys.

DOT / LUK / KAB / SG / FIB

(artykuł ukazał się w „WW” 30 czerwca 2017 roku)

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

10 miesięcy temu 0